Dziedziniec Główny

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Dziedziniec Główny

Pisanie by Josée Lestrange on Wto Cze 25, 2013 2:39 pm




Usytuowany przy głównym wejściu do zamku jest jednym z najpiękniejszych dziedzińców jakie kiedykolwiek powstały. Otoczony krzakami różanymi i licznymi rzędami kwiatów, co jakiś czas przyozdobiony rzeźbami upamiętniającymi sławnych czarodziejów, którzy ukończyli Akademię. Na niskim murku można przysiąść pomiędzy lekcjami, a co sprytniejsi uczniowie potrafią wcześniej zająć wiecznie okupowane ławki.
avatar
Josée Lestrange
Admin

Dołączył : 24/06/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec Główny

Pisanie by Leigh B. Evertone on Czw Lip 18, 2013 12:58 pm

Podróż do Akademii z Londynu nie była długa. Najpierw świstoklik do Paryża a potem odpowiedni transport. Mimo to, dziewczyna była zmęczona. Na szczęście nie musiała taszczyć ze sobą kufra, bo został odesłany do dormitorium. Uśmiechnęła się na samą myśl o pokoju. Kojarzył jej się z Hogwartem, który mimo wszystko dobrze wspomina. W szybkim tempie doszła na Główny Dziedziniec. Domyśliła się, że za chwilę uczniowię gwarnie wyjdą na zewnątrz - nie dało się nie słyszeć rozmów, okrzyków wzburzenia i śmiechu. Na szczęście tak się nie stało - tylko nie liczni opuścili mury. I nagle stanęła, jakby ktoś rzucił na nią zaklęcie. Leigh Evertone nie należała do osób nieśmiałych, już nie. Ale patrząc na gmach szkoły w której została praktykantką ogarnęło ją dziwne uczucie. Po pierwsze: była tu pierwszy raz. Po drugie: nikogo tu nieznała. Francja była dla niej obcym krajem to znaczy - owszem mieszkała tu, ale jej wycieczki ograniczały się do Paryża i podróży do Londynu. Rozejrzała się powoli. Trzeba przyznać, że szkoła jak i jej otoczenie jest niezwykle piękne. Jednakże, czuła, że coś jest nie tak. Przeczucia zwykle jej nie myliły, a szkoda. Stała, wpatrzona w ogromne drzwi prowadzące do budynku. To była dla niej szansa na spełnienie marzeń. Odczuwała jakiś irracjonalny lęk. Zaśmiała się cicho pod nosem, sama z siebie. Głęboki wdech i wydech. Popatrzyła na kręcących się uczniów. Mieli rację, pogoda była idealna na wieczorny spacer. Stwierdziła, że nie jest jeszcze gotowa na wejście do Akademii więc przysiadła na niskim murku, nerwowo wygładzając sukienkę. Dłonie ułożyła płasko na kolanach i przywołała na twarz uśmiech, przypominając co sobie obiecała. Że przez pierwszy tydzień spróbuje się uśmiechać do wszystkich bez powodu. Dam radę, pomyślała i nachyliła się by powąchać róże rosnące na pobliskim krzaku.
avatar
Leigh B. Evertone
Praktykant

Dołączył : 17/07/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec Główny

Pisanie by Lucien Charpentier on Czw Lip 18, 2013 6:24 pm

W ramach standardowego, czy też raczej niezbędnego odstresowania po popołudniowych praktykach, w zamiarach Luciego leżała wycieczka nad klif. Zaopatrzony w płynne środki spożycia w liczbie trzech butelek ułożonych starannie w torbie przedarł się przez zatłoczony westybul i zbiegł po schodkach, zamaszystym gestem otwierając przed sobą drzwi. Szybkim spojrzeniem omiótł umiarkowanie zapełniony plac, zatrzymując się przez chwilę na parze wyeksponowanych prosto w jego kierunku pośladków.
A nie, wszystko gra. Właścicielka po prostu schyla się nad kwiatami.
- Ostrzegam lojalnie, to ulubione kwiatki tutejszych szerszeni. - Rzucił nad ramieniem posiadaczki długich, ciekawie iskrzących się w słońcu włosów. Szybko zdał sobie sprawę z kim ma do czynienia. Panna...
- Leigh Evertone? - ...nowa praktykantka eliksirów zapowiedziana na porannym apelu przyjechała chyba nieco za wcześnie.
Dość zamaszystym gestem wyciągnął w kierunku niewiasty dłoń.
- Lucien. Też praktyki. - Uśmiechnął się po raz pierwszy i od razu przekonująco, no niemalże szarmancko. Cholera wie, może ten wieczór nie będzie tak nudny i melancholijny jak jeszcze przed chwilą się wydawało?
avatar
Lucien Charpentier
Praktykant

Dołączył : 18/07/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec Główny

Pisanie by Leigh B. Evertone on Czw Lip 18, 2013 6:42 pm

Trzeba przyznać, że albo to doskonały gatunek, albo ogrodnik przykłada się do swojej pracy. Róże pachniały cudownie, upajająco i Leigh zapomniała przez chwilę o bożym świecie. Na dźwięk męskiego głosu drgnęła i natychmiast odsunęła się od krzewu. W zasadzie... to chyba słowa miały większy wpływ na ten ruch. Szerszenie, brr. Na samą myśl dziewczyna marszczyła nosek i wyobrażała sobie cały ich rój. Odwróciła się w stronę z której pochodził tajemniczy głos i zobaczyła wysokiego mężczyznę i musiała, z pewną niechęcią stwierdzić, że jest bardzo przystojny.
- Tak, zgadza się - powiedziała i obdarzyła przenikliwym spojrzeniem. - Dziękuję za ostrzeżenie, nie sądziłam, że szerszenie gustują w tym gatunku roślin Brawo Evertone, jedyny temat na który potrafisz się wysilić to szerszenie. Porażka Zeskoczyła z murku i poprawiła sukienkę.
- W takim razie miło Cię poznać Lucien - powiedziała szczerze, subtelnie akcentując jego imię  i posłała w jego stronę uroczy uśmiech. Uścisnęła wyciągniętą w jej kierunku dłoń, nie spuszczając wzroku z mężczyzny. Cholera, ma ładny uśmiech. Co czuła? Ciężko było jej to określić, ale od zawsze miała z tym problem. Pewien rodzaj radości, że już kogoś poznała, nie wchodząc do gmachu, który, wstyd przyznać, odrobinę ją przerażał.
avatar
Leigh B. Evertone
Praktykant

Dołączył : 17/07/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec Główny

Pisanie by Lucien Charpentier on Czw Lip 18, 2013 6:58 pm

Nie ma co szybko rodzą się w niej uczucia xD

Niektórzy są wzrokowcami, jeszcze inni - słuchowcami. Ale Lucien należał do dotykowców... I to właśnie gładka, niemalże odczuwalnie ciepła faktura dłoni dziewczyny zwróciła jego największą uwagę. No, oczywiście nie mogła się równać z fakturką wyciągniętego korka od wina ale lepszy rydz niż nic!
Musiał, chcąc czy nie chcąc, zauważyć, że jak na brytyjke miała nałożony na lico wyjątkowo nienachalny, stonowany makijaż. Duże usta, ładne oczy... Cholera, chyba się gapię.
- Zapewniam panią... Ciebie? ...Leigh, the pelasure is all mine! - Och, no zaiste, przejście na ty, niezły jak na francuzika akcent angielskiego, dlaczego ja do cholery podświadomie się punktuję.
Z wolna i jakby niechętnie wypuścił jej dłoń z objęć swoich palców, szybko jeszcze jednak zamarkował pocałunek w dłoń.
Spostrzegłszy spojrzenie dziewczyny nie potrzebował zachęty do interwencji.
- Domyślam się że budynek przytłacza? - Posłał jej kolejny z tych swoich uśmiechów. - Mogę cię zapewnić że okolice na południe są o wiele, wiele ładniejsze... Właściwie... - tutaj szarpnąłem za pasek torby, wywołując wesołe podzwanianie ukrytego w niej płynnego szczęścia - ...właśnie się tam wybierałem. Póki słońce jeszcze świeci, nie masz ochoty przespacerować się ze mną? Zapewniam cię że te wasze brytyjskie cliffs of Dover to przy tutejszych parodia. - Zdobył się na mrugnięcie okiem.
avatar
Lucien Charpentier
Praktykant

Dołączył : 18/07/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec Główny

Pisanie by Leigh B. Evertone on Czw Lip 18, 2013 7:45 pm

Nie ma tak łatwo, mon amie

Za długo trzyma moją rękę. Pomyślała i pozbyła się uśmiechu, a oczy znów zrobiły się chłodne. Żadnej radości że kogoś poznałaś. Żadnej.
- Skoro pan tak uważa. - mruknęła i z ulgą stwierdziła, że puścił jej dłoń. Owszem był przystojny, ale i podejrzany. Całus był zaskakujący. Tak samo jak fałszywy angielski akcent.
- Budynek jest dość... majestatyczny - stwierdziła i odgarnęła niesforne kosmyki z twarzy.
Usłyszawszy dźwięk wydobywający się z torby zaśmiała się w duchu. Klify, spacer. Ten facet jest podejrzany. Na sto procent niebezpieczny. A jak ją zgwałci? Albo zacznie nawracać? A może to gej? Taa, zaprowadzi ją w jakieś krzaki i co będzie? A jak zrzuci ją z klifu? Bez wątpienia umrze. Takie i inne myśli przelatywały przez głowę Leigh, ale kiwnęła głową.
- Niech będzie. Ale dopóki święci słońce. Nie wiem, czy nie jesteś seryjnym zabójcą. To noże tak dzwonią w Twojej torbie?- zapytała unosząc brew do góry. Znów powróciła ta opanowana Evertone, która nie da się omamić niewinnym mrugnięciami. Uważała by zachować bezpieczną odległość, a w myślach powtarzała techniki samoobrony. Oceniła go i stwierdziła, że wygląda na silnego. Może być problem.
Trzeba uważać. Zacisnęła dłoń na pasku torby i popatrzyła na niego wyczekująco.
avatar
Leigh B. Evertone
Praktykant

Dołączył : 17/07/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec Główny

Pisanie by Lucien Charpentier on Czw Lip 18, 2013 7:52 pm

No i masz, uwodzin ci się zachciało ciulu... Ok, trzeba być z nią szczerym I guess
- Gdzieżbym mordercą?! Leigh, musisz zrozumieć jedną rzecz - to jest przecież Francja i może wydawać ci się że każdy będzie napalony na ciebie jak arab na kurs pilotażu... Tak, to prawda, ale mnie nie musisz się bać. Osobiście gustuję w studentkach! - Rzucił z uśmiechem i nie w sposób było stwierdzić, czy żartuje czy nie. - Poza tym zaręczam, spacery z Charpentierem to najlepsza możliwa opcja na spędzenie wieczoru, chyba że chcesz zasłuchiwać się w bełkot woźnej prowadzącej cię do dormitorium! A jeżeli już o starej Edith mowa... To na przyszłość uprzedzam, nie podchodź do niej za blisko... - Zdobyłem się na kolejne mrugnięcie - ...jest spocona jak pedofil w smyku.
- To co, pajdiem? - Zawołał raźnie i ruszył w stronę głównej bramy. Zabawne, reakcja dziewczyny była ciekawa, jakby sama ze sobą nie była się w stanie zgodzić. Ach, kobiety.
avatar
Lucien Charpentier
Praktykant

Dołączył : 18/07/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec Główny

Pisanie by Leigh B. Evertone on Czw Lip 18, 2013 8:02 pm

Jego słowa wprawiły ją w osłupienie. Ależ on jest wygadany! Gdy powiedział, że gustuje w studentach, poczuła, hmm, rozczarowanie?
- Jesteś bardzo bezpośredni, wiesz? I szkoda, że wolisz studentki, bo liczyłam, że mam jakieś szanse - westchnęła przesadnie. - Bardzo dziękuję, Twoje rady są bez cenne. Zawsze masz taki dowcip? Nawet o biednych starszych paniach? - zapytała pół żartem pół serio.
Kiedy ruszył w kierunku bramy, wahała się. Iść? Nie iść? Trochę jej głupio, no bo w zasadzie go nie zna. Robi z siebie kretynkę. Zdecydowała się jednak i szybko go dogoniła.
- Tak, oczywiście, że tak. Dzięki, że dotrzymasz mi towarzystwa. - powiedziała, bojąc się, że może potem żałować. Co on tam niesie? Zastanawiała się, ale postanowiła uważniej obserwować otoczenie, co raz zerkając na swojego towarzysza.
avatar
Leigh B. Evertone
Praktykant

Dołączył : 17/07/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec Główny

Pisanie by Lucien Charpentier on Czw Lip 18, 2013 8:53 pm

Lucy mimowolnie parsknął. To co teraz odczuwał było jakąś chorą hybrydą pomiędzy miłym, egoistycznym połechtaniem, a przebijającą się spod jego tłustych fałd skromnością.
Coooooo...?! A jednak, mam cię pano JuKej!
Odwrócił się gwałtownie na pięcie stawając tuż przed nią.
- Od każdej. reguły. są. wyjątki. - Wyraźnie zaakcentował zwłaszcza ostatnie słowo i posłał jej enigmatyczne mrugnięcie. Szybko odwrócił wzrok unikając ewentualnej niewerbalnej riposty, o ile takowa by nastąpiła. No ale ostrożności nigdy za wiele, niech dziewczę myśli że rzucił to mimochodem.
- O tak, wychodzę z założenia że człowiek żyje za krótko żeby być poważnym, spokojnym, okiełznanym, et cetera. - Mruknął, kiedy dziewczyna wyrównała z nim krok. Rzuciła mu się... W nozdrza(?) przyjemna woń jej perfum. Daleko było im do bukietu ośmioletniego czerwonego wina, ale i tak odcinały się wyraźnie na tle otaczających ich woni kwiatów.
- As I said before, the pleasure is all mine. - Tym razem postarał się brzmieć "less british, more natural".
Wyszli przed dziedziniec i skierowali się na ścieżkę odchodzącą w kierunku południowym. Słońce nie tyle miało się już ku zachodowi, co raczej po prostu przebyło trzy czwarte swojej codziennej tułaczki. O tej porze dnia światło przybierało już odcienie pomarańczy nadając całemu otoczeniu iście płomienną, niepowtarzalną aurę.
- A więc, eliksiry? - wyrwał dziewczynę z milczenia, przybliżając się do niej nieco - nie żeby mon dieu się narzucał, po prostu nadawał tym sposobem prywatność prowadzonej rozmowie, głównie to ze względu na mijających ich - choć nie licznych, ale jednak - uczniów.
avatar
Lucien Charpentier
Praktykant

Dołączył : 18/07/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec Główny

Pisanie by Leigh B. Evertone on Czw Lip 18, 2013 9:42 pm

Od każdej reguły są wyjątki, powtórzyła w myślach kpiąco. Znowu mrugnął. Ile można? To jakiś tik nerwowy? A może wydaje mu się, że jest przepalającą się żarówką? Dobra, słaby żart, żenujący wręcz, ignorujmy to. Leigh pogrążyła się w myślach, a wypowiedź, o powadze puściła mimo uszu. Uważała, że powaga, odpowiedzialność i opanowanie są w życiu ważne. Przydatne. Należy się kontrolować i ważyć każde słowo. Cóż, z przykrością stwierdziła, że przy Lucienie zaczęła mówić to co myśli, bez głębszych przemyśleń. Została wyrwana z zadumy i nawet nie zauważyła, że mężczyzna przybliżył się do niej nieznacznie.
- Ta-ak, eliksiry. Jedna z najpiękniejszych dziedzin. Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że otrzymałam taką propozycję. - odpowiedziała spoglądając na twarz Luciena. Miała taki zwyczaj, że zawsze patrzyła rozmówcy w oczy. A trzeba przyznać, że miał niezwykłe oczy.
- A ty? Czekaj, niech zgadnę! Zaklęcia? Transmutacja? A może jesteś jasnowidzem? -  zapytała. W ogóle to ładnie było, słoneczko nadawało uroczej atmosfery, powietrze powoli nasiąkało wieczorem, o. Obserwowała mijających ją uczniów i za każdym razem dostrzegała, jak bardzo Beauxbatons różni się od Hogwartu.

/wybacz, że tak krótko Sad


Ostatnio zmieniony przez Leigh B. Evertone dnia Pią Lip 19, 2013 8:25 am, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Leigh B. Evertone
Praktykant

Dołączył : 17/07/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec Główny

Pisanie by Lucien Charpentier on Czw Lip 18, 2013 10:39 pm

Uśmiechnął się jeszcze szerzej niż dotychczas, nie zważając na mocno już chyba przez to nadwyrężony stan swojej żuwchwy. Nie, do tików nerwowych buło mu daleko, po prostu... Był to rodzaj gestu, którego zwykł nadużywać. C'est la vie, taki po prostu jest.
- Wyobrażam sobie - odparł nadal z tym nienaturalnie wesołym uśmiechem i zaraz poddany został istnemu ostrzałowi propozycji. Zabawne, ale zapatrzony w twarz Leigh nie zwrócił poczxątkowo w ogóle uwagi na jej słowa. ...zaklęcia?
- Jasnowidzów... I owszem, miałem w rodzinie, ale nie. Próbuj dalej... - Mruknął jej wręcz do ucha i przywrócił standardowy, użytkowy wyraz twarzy. Nieco krępował go intensywny kontakt wzrokowy utrzymywany przez dziewczyne, ale niósł za sobą pewne korzyści... Leigh bowiem pochwalić się mogła dużymi, pięknymi tęczówkami. Zapatrzył się w nie nieco dłużej, niżbyto wypadało... Ale co, chyba trudno było nie nazwać ich rozmowy... Flirtem?
A może właśnie nie zboku, może to dla ciebie wszystko jest filtrowaniem...
Ojtam.
Wsadził rękę do torby i począł grzebać w niej, zatapiając się w pozornie małym pakunku aż do ramienia. Zaklęcie powiększające, te sprawy. Dieu, trudno wyobrazić sobie jak rozkojarzała go teraz woń jej perfum...
- Wolisz białe czy czerwone? - Zagadnął podając dziewczynie wyjęty już wcześniej z mniejszej kieszonki otwieracz do wina.
avatar
Lucien Charpentier
Praktykant

Dołączył : 18/07/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec Główny

Pisanie by Leigh B. Evertone on Pią Lip 19, 2013 9:17 am

Mimowolnie odwzajemniała uśmiechy, sama się sobie dziwiąc. Nie przywykła do ludzkiej uprzejmości, że ktoś jest bez powodu dla niej miły. A Lucien był po prostu miły. Może troszkę za bardzo radosny, jakby wypalił coś mugolskiego, ale okazał się całkiem niezłym towarzyszem. Gdy usłyszała jego głos, tak blisko ucha zadrżała nieznacznie. Cóż, była wyczulona na wszelkie, ładne, męskie głosy. Proszę się nie śmiać, niektórzy naprawdę tak mają.
- No to w takim razie... Astronomia? OPCM? A może zielarstwo? To nie fair, że ty tak dużo o mnie wiesz, a ja o tobie nic. Znasz moje imię i nazwisko, przedmiot i - wzięła głęboki wdech - to po prostu niesprawiedliwe! Nie lubię żyć w niewiedzy. Nie każ mi zgadywać. - żartobliwie uderzyła go zaciśniętą pięścią, piąstką w zasadzie, w ramię. Nie, nie połamała ręki, chociaż wszystko jest możliwe. Kiedy zaczął szukać czegoś w torbie, ogarnęła ją nieufność. Czyli jednak sięga po nóż. Boże, jaka ty jesteś głupia. Jakby miał Cię zabić, już by to zrobił.
Pierwszy moment przerażenia minął, nawet nie dała po sobie niczego poznać.
Wino. On pytał jakie wolę wino. A ja, boże, miałam go za mordercę.
Zachichotała cicho, wzięła od niego otwieracz i powoli zaczęła obracać go w dłoniach.
- Wolę czerwone, ale to do Ciebie należy decyzja. - odpowiedziała - A tak przy okazji, to przypomnij mi, jaki jest cel naszej podróży?
No co, zapomniało się dziewczynie, zmęczona jest. Kiedy okazało się, że to tylko butelki z alkoholem, zdecydowanie zrobiła się spokojniejsza i bardziej zrelaksowana.
avatar
Leigh B. Evertone
Praktykant

Dołączył : 17/07/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec Główny

Pisanie by Lucien Charpentier on Pią Lip 19, 2013 9:29 am

Ruchem głowy negował każdą jej kolejną propozycję. Właściwie to dziwne, że przy takiej ilości przedmiotów nie udało się jej jeszcze nawet zbliżyć...
- OK, enough. Coś, co nie jest związane z machaniem różdżką... Historia magii. - Uniósł lekko brwi, jakby w wyczekiwaniu. To prawda że dla wielu ludzi HM nie była nawet przedmiotem, tylko nudnym wymysłem francuskiego MM. Jakże niesprawiedliwe opinie... A przecież jak można było nie słyszeć o udanym buncie czarodziejów pod Waterloo 18 czerwca 1815? Gdyby nie to, że przestali, jak dotychczas mieli to w zwyczaju, wspierać Napoleona to świat wyglądałby dzisiaj zupełnie inaczej...
No ale z drugiej strony, o roku 1939 w historii niemieckiej magii lepiej nie wspominać.
- Auuuuu! - Jękną ostentacyjnie masując ramię. - Nie nie, decyzja należy jak najbardziej do ciebie - podał jej dziwnie opalizującą butelkę z nieokreślonego gatunku szkła. Nalepiona krzywo etykieta byłą w stu procentach pusta, bez nawet jednej litery.
Lucien wyjął z torby drugą flaszkę i przytrzymał ją w ręce, drugą wygrzebując z kieszeni różdżkę.
- Jak już mówiłem, decyzja należy do ciebie. Patrz uważnie. - to mówiąc przyłożył różdżkę do etykiety i nakreślił dość zgrabnymi, małymi literami:
"Le Roc des Anges Llum Blanc, rocznik 2011"
... dwie, trzy, cztery sekundy ciszy... W butelce zawirowało, etykieta zafurkotała i oderwałą się z pyknięciem. Pod spodem tkwiła już nowa, typowa.
- Flaszki gatunkówki, sprzedają takie tylko w Paryżu - rzucił do Leigh z uśmiechem. - No, wybierz sobie jakieś. Może być nawet porto, cokolwiek co korkuje się w takich butelkach.
avatar
Lucien Charpentier
Praktykant

Dołączył : 18/07/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec Główny

Pisanie by Leigh B. Evertone on Pią Lip 19, 2013 10:27 am

Historia Magii? Serio? W życiu by się nie domyśliła. Nie wyglądał jak typowy nauczyciel HM.
- Naprawdę? To muszę przyznać, że uczennice będą miały naprawdę miło na Twoich lekcjach. Gdybym ja miała takiego nauczyciela... - zawiesiła głos, a co! Trzeba budować napięcie. - Dlaczego akurat historia magii? To znaczy, ja osobiście lubiłam sama o niej czytać, bo mój nauczyciel nie miał w sobie takiej pasji, rozumiesz, o co mi chodzi?
Gdyby uczył ją Lucien z takim głosem, bez wątpienia HM byłaby jej ukochanym przedmiotem.
Wzięła od niego dziwną butelkę i rozejrzała się. Wyglądało to komicznie. Mijali ich wracający do szkoły uczniowie, on wyciągał następną butelkę, a ona stała z korkociągiem. Nie ma złudzeń, pobyt na praktykach nie będzie nudny.
Gdy Lucien odczynił czary z butelką, stała z uchylonymi w zachwycie ustami. Mimo, że magia od zawsze była obecna w jej życiu po raz pierwszy widziała taką butelkę.  
- I mam tak po prostu napisać? Mieszkałam w Paryżu, ale nigdy się z tym nie spotkałam. - spytała z podekscytowaniem, ale troszkę nieufnym spojrzeniem obrzuciła butelkę. Wyjęła jednak różdżkę i napisała: "Porto Taylor's Vintage, 1949". Z butelką wydarzyło się to samo co z poprzednią.
- Łał - zdołała wydukać. - Masz ochotę na porto? - uśmiechnęła się słodko i zrobiła ten ruch jak na reklamach jak coś pokazują, no nie?
Przy mężczyźnie czuła się  jakby miała 11 lat, a nie 24. Nie wiedziała o butelkach. A przecież zwykle wie wszystko. No trudno. Przypomniał jej się bardzo ważny punkt programu, jeśli chodzi o spożycie wina.
- Masz kieliszki? Czy mam wyczarować? - zapytała, jednocześnie próbując otworzyć butelkę. Nie ma co tracić czasu, prawda?

przepraszam, za to, na sb, wiem, przesadzam, już nie będę ;3
avatar
Leigh B. Evertone
Praktykant

Dołączył : 17/07/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec Główny

Pisanie by Lucien Charpentier on Pią Lip 19, 2013 11:37 am

Uśmiechnął się, któryś to już raz mile przez.. Komplementy(?) dziewczyny połechtany. Leigh zdawała się wręcz budować napięcie, iście aktorsko. Robiła to podświadomie, czy z taktownym wyczuciem?
- To chyba właśnie kwestia nauczyciela... Zawsze spotykałem fajnych historyków, wiesz, z humorem i werwą, a nawet wojnę stuletnią można na upartego przedstawić jako coś ciekawego i pełnego nieoczekiwanych zwrotów akcji... - Odparł, szybko jednak uwagę jego rozproszyło...
- Nono, panno Evertone... Wiesz że wybrałaś "setkę"? - Mruknął z podziwem przyglądając się wywołanemu przez dziewczynę porto. - I to jeszcze jaki rooooocznik... Ja pierdziele, co za gust! - Entuajastycznie i impulsywnie objął brytyjkę ramieniem... Opanowując się oczywiście po kilku chwilach. Był... Zdziwiony to chyba za mało, był perfidnie zaskoczony. Firmę produkującą Taylory założyli w 1948 i mówi się, że to właśnie wina pierwszych trzech lat produkcji były najlepsze. Ceny pojedynczej butelki do dzisiaj przekraczają przecież 300 euro.
Do porządku przywołała go uwaga dziewczyny.
- Och, uznasz to za profanację, ale ja - nawet jako francuz z dziada pradziada! - pijam wino... - Tutaj błyskawicznie odkorkował swoją butelkę i pociągnął łyk - ...z butelki. No, ale jeśli chcesz. - Po raz kolejny zakreślił różdżką w powietrzu symbol zbliżony do kropli wody i błyskawicznie poochwycił materializujące się naczynie - proste, o wysokiej nóżce i końcówce naczynka wygiętej lekko do zewnątrz, jak płatki jakiegoś egzotycznego kwiatostanu. - Portówki wychodza mi coraz lepiej. - Mruknął ni to do siebie, ni to do Leigh.
Cholera. po raz kolejny złapał z nią ten drążący, pełen niejasności kontakt wzrokowy.
Cholera.
avatar
Lucien Charpentier
Praktykant

Dołączył : 18/07/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec Główny

Pisanie by Leigh B. Evertone on Pią Lip 19, 2013 12:29 pm

Czy to są komplementy? Pozostawiam wybór, nie wiem, nie znam się, nie orientuje się. Gdy ją objął to było... zaskakujące. W życiu nie widziała, żeby ktokolwiek tak się cieszył z wina. Poczuła lekkie ukłuciu rozczarowania, gdy mężczyzna ją puścił.
- Ekhem, na takie miałam ochotę.  - powiedziała ostrożnie, lekko speszona gestem Luciana i wybałuszyła oczy, gdy ten  jednym ruchem przechylił swoją butelkę i napił się od tak, bez kieliszka. Po chwili jednak wzruszyła ramionami i nieudolnie próbowała wciąż otworzyć. Tak, jeszcze jej się nie udało. Co za pierdoła. Skupiła się, wykorzystała całą swoją siłę i ta dam! Korek ustąpił. Już dawno zeszli z bruku, więc Leigh zdjęła sandałki, złapała je w jedną dłoń, w drugiej zaś, pewnie trzymała butelkę. Stwierdziła, że co jej szkodzi, nie potrzebuje kieliszka.
- Nie, nie, bardzo dziękuję, chyba kieliszek się nie przyda. A szkoda, bo jest baardzo ładny. - spojrzała na niego przepraszająco, przyłożyła usta do wylotu butelki i przechyliła idąc w ślady Luciena. Wino było dobre, bardzo dobre. Odjęła butelkę i oblizała wargi, aby po raz kolejny poczuć smak wina.
- Demoralizujesz mnie - oznajmiła, uśmiechając się - nigdy nie piłam tak wina i to na terenie szkoły.
Wzięła kolejny łyk i poczuła jak z każdą chwilą się rozluźnia. Uśmiech nie schodził jej z twarzy co było raczej dziwne w jej przypadku.
O matko, jakie on ma śliczne oczy.
avatar
Leigh B. Evertone
Praktykant

Dołączył : 17/07/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec Główny

Pisanie by Lucien Charpentier on Pią Lip 19, 2013 12:47 pm

Słońce to jednak kawał sukinsyna. Że też skubane zawsze świeci tak, że podkreśla dołki w policzkach, róż warg, kurwaturę włosów... Do jasnej cholery, panie Lucy, ogarnąć się trz'a...
Kieliszek, posłany zamaszystym ruchem dłoni w powietrze wylądował z brzdękiem na ziemi.
- Nie no, lepszego nie mogłaś wybrać... - Mruknął jeszcze, tym razem jednak do siebie. Dziewczyna była ciekawa w nieoryginalny sposób. Mówiła po francusku tak, jakby mieszkała w Paryżu, a jednak o flaszkach nie słyszała. Nazwisko brytyjskie, uroda... Na pewno nie celtycka, bliżej jej do jakiś germańskich czy słowiańskich rysów. No i te włosy, iście jak jakaś Ukrainka czy Polka. Słowem ładne dziewcze.
Ojoj, a Lucien miewa ciągoty tylko i wyłącznie do dwóch rzeczy: używek i ładnych dziewcząt.
Cholera.
Demoralizacja? Tak, to coś, w czym Lucy był zdecydowanie dobry. Demoralizowanie uczennic ostatnich klas (o ile jeszcze w ogóle możliwe) było jego ulubionym zajęciem, do tej pory przynajmniej, a tutaj... Taka niewinna, podatna na złe środowisko duszyczka... Ale osóbka fascynująca, nie ma co.
- To jest Francja, dziewczyno! Oczywiście przepisy coś tam o tym mówią, ale odkąd wprowadzili możliwość spożywania alkoholu od szesnastego roku życia... - Porozumiewawcze spojrzenie i kolejny łyk wina.
- No ale właśnie... Czemu Francja? W 'Ogwarcie nie było etatów?
avatar
Lucien Charpentier
Praktykant

Dołączył : 18/07/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec Główny

Pisanie by Leigh B. Evertone on Pią Lip 19, 2013 2:26 pm

Gapił się. Nie można było się pomylić, uznać za
halucynacje, czy coś. Chciała go ofukąć, ale
odpuścila, trzeba być miłym. To było dość
krępujące, ale Leigh dzielnie udawała, że
niczego nie zauważa.
- Zapewne od razu skorzystałeś z tego prawa - Kto wie, może łamałeś je dużo
wcześniej
- roześmiała się i upiła łyk z butelki.
- Dlaczego Francja? Bo miała mniej minusów
niż Hogwart. Z nim wiąże się za dużo
wspomnień, niekoniecznie dobrych.
Mieszkałam kiedyś w Paryżu, ale nie poznałam
za bardzo ich kultury i tak dalej, teraz mogę to nadrobić. Nawet gdyby
były etaty, nie zgodziłabym się.
- pokręciła
głową - Nie mam już siły. Daleko jeszcze? Czy
ten Twój spacer przewiduje jakiekolwiek
postoje? A najlepiej posiady.

Biedną Evertone rozbolały nóżki i zwolniła
niczym ślimak, a przy okazji w ogóle była
zmęczona i oczami wyobraźni widziała cudowne
łóżko w dormitorium, mięciutkie poduszki, ach.
Westchnęła cichutko i przeczesała palcami
kosmyki, uprzednio chowając sandałki do
torby. Nie ma trzeciej ręki, a szkoda, bo
czasami by się przydała.
- Myślisz, że w dormitorium są wygodne łóżka?
- zapytała, tłumiąc ziewnięcie. Czy to możliwe,
że to wino ją tak usypia? Raczej niczego jej nie dosypał, nie miał jak.
- Trzymaj - wręczyła mu wino - za ciężko mi.
avatar
Leigh B. Evertone
Praktykant

Dołączył : 17/07/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec Główny

Pisanie by Lucien Charpentier on Pią Lip 19, 2013 2:50 pm

Nie było co odpowiadać. Po prostu uśmiechnął się, delikatnie dla odmiany. Czy pił alkohol jako dzieciak? Czasem tak, czasem nie... Jak każdy, chyba?
- Wiesz, zasadniczo... To jesteśmy prawie na miejscu. - Wskazał dłonią przed siebie. Rzeczywiście, horyzont był tutaj jakby dziwnie ucięty. - Nie czujesz jak wieje wiatr? Jesteśmy nad klifem. - Dodał, jakby to było oczywiste. - Tylko ten klif ma jakieś czterysta metrów wysokości. - mówiąc to pociągnął ją do krawędzi.
Morze, które ukazało się im w tym niezwykłym, wieczornym świetle, ciągnęło się w dal i znikało w bebechach ciemności, bez widocznego końca, niczym ocean. Woda, niemalże czarna w połączeniu z pomarańczowymi refleksami na grzbietach fal zdawała się płonąć.
- Ładnie, co nie? - Zagadnął chwytając podaną mu przez dziewczynę butelkę.
Ale nie tak ładne jak ty...
Wziął solidny łyk i zastanowił się nad odpowiedzią na pytanie dziewczyny. Nad tym, żeby była odpowiednio... Zaakcentowana.
- Wiesz, nigdy nie spałem w żeńskim dormitorium... Za to słyszałem od kilku pań, że moje należy do najwygodniejszych. - Zdecydował się nie wykonywać tym razem żadnych dodatkowych ruchów. Niech dziewczyna ma zagwostkę.
avatar
Lucien Charpentier
Praktykant

Dołączył : 18/07/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec Główny

Pisanie by Leigh B. Evertone on Pią Lip 19, 2013 3:16 pm

Już? Na miejscu? Cudownie. A gdybym się tak położyła? I zamknęła oczy tak na minutkę.
Faktycznie, klif i morze było przepiękne, lepsze niż te brytyjskie, ale nie przyznała tego głośno.
- Jest prześliczne. Naprawdę. Czy ktoś próbował z niego skakać? - zapytała i ziewnęła - Wybacz.
Popatrzyła przez chwilę na dziką przyrodę, a po chwili sięgnęła do torebki i wyciągnęła... kocyk, rozłożyła go i padła. Dosłownie. Przewróciła się na plecy i skupiła się na postaci Luciena. Nad klifem wyglądał majestatycznie. Dostojnie. Tylko te dwie butelki z winem psuły nieco efekt. Jeśli koc był niespodzianką, to należałoby się przyjrzeć reszcie rzeczy w jej torebce. Każda kobieta ma tam wszystko: parasolkę, sweterek, kolorowe długopisy, leki, inne mają lokówki, prostownice i inne szmery-bajery. Wiem co mówię, serio. Już wracam do tematu.
Gdy usłyszała jego odpowiedź o łóżkach oblała się rumieńcem. Przestań, zganiła się w myślach.
- Nie sądzę, żeby te opinie były powodem do dumy. A jeśli tylko to łóżko było zadowalające? - chichot przerodził się w śmiech, Leigh ukryła twarz w dłoniach.
Cudownie było się tak wyciągnąć. Wiatr delikatnie poruszał jej włosami i sukienką, wciąż było ciepło.
avatar
Leigh B. Evertone
Praktykant

Dołączył : 17/07/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec Główny

Pisanie by Lucien Charpentier on Sob Lip 20, 2013 12:07 am

Roześmiał się szczerze. Skakać z klifów, co za...
Niedorzeczność? Przecież zawsze cię kusiło...
Kocyk. Nie no, ok, nie był zdziwiony, co raczej wytrącony z równowagi. Że tak nagle, bez zapowiedzi, sięga do torebki, co wyciągnie, proszę państwa, muzyka, cykanie zegara i... Kocyk?
- A nie wiem, powtarzam tylko co inni gadają. - Odparł nie dając zbić się z pantałyku i przysiadł na skraju koca, kładąc jedną butelkę na ziemi a z drugiej pociągając spory łyk. Faktycznie, było ciepło, zdecydowanie za ciepło. Jakby tego było mało, wina w butelce materializowały się w temperaturze otoczenia, czyli o jakieś piętnaście stopni Celsjusza za ciepłe.
Żar, dmący wiatr, woń soli wpychana bryzą w nozdrza. No i ta nieznośna... W pewnym ograniczonym tego słowa znaczeniu oczywiście... Woń jej perfum.
Znali się zasadniczo jakieś dwadzieścia minut i nie rozumiał, czemu to robi. Ale jakoś tak bez kontroli przysunął się bliżej dziewczyny, znajdując się w pozycji i bliskości pozwalającej na wszelaki rozwój wydarzeń - mógł Leigh objąć (maybe...), przytulić (but why?), pocałować (hahaha, keep dreamin', but no way)...
Życie daje nam tyle możliwości.
avatar
Lucien Charpentier
Praktykant

Dołączył : 18/07/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec Główny

Pisanie by Leigh B. Evertone on Sob Lip 20, 2013 8:22 am

Przesunął się do niej bliżej, ale ona nawet tego nie zauważyła. Miała zamknięte oczy, na usta wpłynął delikatny uśmiech. Pełen relaks, oaza spokoju. Kwiat lotosu na nieruchomej powierzchni jeziora. Dopóki nie uchyliła powiek i nie spostrzegła jak blisko niej znajduje się mężczyzna.
Cholera.
Przesunęła powoli wzrokiem po całej twarzy Luciena, koncentrując się na jego oczach.
Jak je określić? Nieważne. I tak są niepokojąco blisko.
A ten zapach! Bynajmniej to nie było wino. Zaczęłaby pociągać nosem, ale to zdecydowanie dziwne. Serce zabiło jej mocniej. Bum, bum, bum w tempie przed zawałowym. Uniosła bezwiednie dłoń, jakby chciała dotknąć jego policzka. Ale z nią nie ma tak łatwo. Myśl, że zna go, no może z pół godziny podziałała jak kubeł zimnej wody i natychmiast cofnęła rękę.
- Ja... - zawahała się. Co mogłaby powiedzieć? Przepraszam, ale tak jakoś wyszło, to skurcz? A może.. nie nie nie, zrobiłaby z siebie jeszcze większe pośmiewisko. Ale cholera jasna, czemu on ma takie oczy!?
- To co chciałbyś robić? - zapytała cicho odwracając z trudem wzrok.
avatar
Leigh B. Evertone
Praktykant

Dołączył : 17/07/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec Główny

Pisanie by Lucien Charpentier on Nie Lip 21, 2013 7:28 am

Wewnętrzna chęć do rozładowania nieco niezręcznej atmosfery nie mogła niestety wyrwać się z łap zwykłego pożądania wizualnego. Gładka skóra Leigh, po raz enty - te cudowne włosy, ta...
Dłoń?
- ...Ty? - Zaśmiał się, ale nie oczekiwał chyba odpowiedzi. Odwrócił wzrok w stronę morza i pociągnął kilka głębszych łyków swojego wina. Gorycz krzywiąca wargi była, jak z resztą zawsze, czymś na pograniczu dyskomfortu i ciepłego, miłego łaskotania.
- Ja to chyba, jak każdy... A każdy chciałbym być astronautą... - Zanucił i znowu odwrócił głowę w strone Leigh. Wiatr wiał, choć to chyba niedocenienie sił natury - ok, inaczej, wiatr dął i rozdmuchiwał wszystko w najbliższej okolicy, nie litując się, ku większej czy mniejszej uciesze Luciego, nawet nad sukienką Leigh.
Ok panie Lucien, trzeba przywołać się do porządku
- Hej hej, przestańmy się tak na siebie obcesowo patrzeć. Robi się awkward. - Puścił jej oczko i zdecydowanym ruchem zwalił się na plecy. Perspektywa obserwowania dziewczyny z dołu była równie interesująca co wszelkie inne, no ale na boga, chyba nie powinien tego tak od razu pokazywać, co?
avatar
Lucien Charpentier
Praktykant

Dołączył : 18/07/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec Główny

Pisanie by Leigh B. Evertone on Nie Lip 21, 2013 6:50 pm

- Astronautą? Naprawdę? - jakoś to w ogóle do niego nie pasowało. Leigh nie przejmowała się zbytnio wiatrem, powieje i przestanie. Zaczęła sobie nucić coś cicho, niech i będzie piosenka z Rejsu, bo teraz jest w telewizji i tak jakoś...  
Słowa Lucka wzbudziły w niej zażenowanie, także otworzyła usta chcąc coś powiedzieć i po dłuższej chwili je zamknęła. A kiedy położył się, dobra, lepszym określeniem będzie rzucił się na koc, kompletnie nie wiedziała co na zrobić, powiedzieć. A w dodatku była senna, kompan z niej żaden. Zamknęła oczy, ręce ułożyła na brzuchu i po dłuższej chwili poprosiła:
- Lucien zaśpiewaj mi kołysankę.
A co! Niech się chłop wykaże. Żadne czary mary z butelką nie przekonają jej, że białe jest białe, a czarne jest czarne!
Wciąż nie otwierając oczu przewróciła się na bok, ale na ten drugi bok, tak żeby skierować się twarzą w stronę mężczyzny. Wolała się już więcej nie odzywać, bo zacznie wygadywać jakieś głupoty. Pomyślała, że może warto by było wypytać Luciena o atmosferę w akademii, ale jakoś tak... No nie miała siły, a przy okazji, czasem lepiej milczeć niż mówić, prawda?

avatar
Leigh B. Evertone
Praktykant

Dołączył : 17/07/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec Główny

Pisanie by Lucien Charpentier on Wto Lip 23, 2013 9:51 am

Lucek strzelił "przysłowiowego" facepalma opierając czoło na dłoni w geście bezradności. Nie no, serio, dziewczyno...
- Jak można nie znać Royal Republic? - fuknął z udawanym oburzeniem, tyle że... Chyba nie do końca słusznym. Nie każdy gustuje w mugolskich kapelach, co nie? Z drugiej strony i jemu brakowało czasem w klasycznej gitarze jakiegoś podrasowanego brzmienia.
Zabawna, chociaż może raczej powinno się użyć określenia: słodka, zakłopotana mina Leigh po raz już któryś wytrąciła go z pantałyku.
- Ko... Ko-kołysankę? - Wydukał wyraźnie zaskoczony. Szybko postarał się przejść z jąknięcia w śmiech, tak, żeby nie dać po sobie poznać... Czego, zakłopotania?  - Tyle że ja chyba nie umiem śpiewać, wiesz, mówienie jest łatwiejsze... - Momentalnie zaatakował go paniczny słowotok. - A tak to wiesz, ja w sumie nigdy nie śpiewałem, tylko coś tam sobie grałem na gitarze, mruczałem... - No ale kurde, przecież nie może jej zawieść.
Kołysanka?
On słucha indie rocka i klasyki, skąd ma znać jakieś cholerne kołysanki? Edith Piaf jej przecież nie zaśpiewa. Chociaż przecież...
- Zasadniczo to znam tylko jedną... "Doucement, doucement". Znasz?
I tak jak zazwyczaj Lucy nie modli się do niczego poza winem i czekoladą, tak począł teraz błagać teraz wszystkich możliwych stwórców, od Jahwe, przez Zeusa, na Ozyrysie kończąc, o niekonieczność zaśpiewania dziewczynie "powolnej" kołysanki...
W sumie to od kiedy jesteś taki wstydliwy, co?
Fuck off brain.
avatar
Lucien Charpentier
Praktykant

Dołączył : 18/07/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec Główny

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach