Alan Béllanger

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Alan Béllanger

Pisanie by Gość on Wto Lip 09, 2013 1:57 am


Alan Béllanger
Finn Harries
Alan JulianBéllanger17 wiosen1 kwietniaTrzy czwarteVIIPapillonlissePrzeciętnyArles, Francja

❧ CHARAKTER

Zacznijmy od tego, że to chyba najbardziej pocieszna osóbka na tym świecie. Drugiego równie ciapowatego człeka nie uświadczysz, szczególnie w Beauxbatons, gdzie niemal wszyscy są piękni, pełni gracji i napuszeni. Jeśli Alan w przeciągu godziny czegoś nie zepsuje, nie rozbije, nie poplami, nie zgubi i nie zdobędzie nowych siniaków i otarć do kolekcji, można mieć pewność, że... To nie Alan. Albo porwali go kosmici, zrobili pranie mózgu i odstawili do domu, albo jest pod działaniem Imperiusa, albo ktoś się pod niego podszywa (na przykład brat bliźniak). Alan to prawdziwy tchórz – na widok pająka wskakuje najbliżej stojącej osobie na plecy i energicznie poklepuje ją po pośladkach, by pędziła jak najdalej od tego „krwiożerczego potwora”. Tak samo reaguje na inne robaczki, nawet kompletnie nieszkodliwe ćmy. Jednak gdy tylko ktoś pozbędzie się zagrożenia, w Alanie budzi się zmysł bohatera. Wtedy wypracowanym ruchem poprawia włosy, nonszalancko wygładza koszulkę i mruczy, autentycznie z siebie dumny: „No, nikt nie zginął. Dobrze, że tu byłem!”. Odwaga polega u niego raczej na gotowości na każdą głupotę czy ryzykowne szaleństwo. Ostatecznie bez ryzyka nie ma zabawy, szczególnie, jeśli przez termin „ryzyko” nie rozumiemy walki z pająkiem, tylko zatańczenie dzikiego pogo na lekcji historii magii, Alan jest na nie gotowy w dwustu procentach i o każdej porze dnia i nocy. Można uznać go za szalonego i pokręconego, ale w pozytywnym sensie. Negatywnych cech on chyba zresztą wcale nie ma! No, może kilka się znajdzie, ale na razie skupmy się na plusach. Zabawny to chłopczyk, zabawny i wesoły przede wszystkim. Chociaż niektórzy mówią, że jest „śmieszny”... No raczej, że jest! Takie słowa przyjmuje jako komplement nawet wtedy, gdy wypowiada je pogardliwie jakiś hejter. A ogólnie to na miłe słowa Alanek zawsze reaguje tak samo – robi się czerwony jak burak i stara się szybko zmienić temat. Za to sam bardzo chętnie rozdaje komplementy na prawo i lewo. Oczywiście zawsze mówi to, co faktycznie myśli, bo to szczery i prawdomówny dzieciak jest. I ma taką uroczą cechę, że w każdym widzi coś pięknego. Doceniają to szczególnie zakompleksione dziewczęta. Jednak nie tylko podnoszenie innym samooceny przychodzi mu łatwo – Alan to cholernie czułe i równie spragnione czułości stworzonko. Przyjaciółki bez uprzedzenia przytula – nie po to, by je ukradkiem zmacać, ale z czystej potrzeby bliskości z drugim człowiekiem. Za to przyjaciół-facetów czasem obdarowuje słodkimi, mokrymi buziakami w czoło, nos lub policzek – nie dlatego, że jest bi lub homoseksualny, a fe!, tylko aby pokazać im, jak „bardzo ich kocha i uwielbia”, no i trochę po to, żeby zrobić im na złość. Bo oni tego nie lubią. Co zabawne, tylko raz w życiu miał dziewczynę. Ale kiedy to było, jakoś w czwartej klasie. A wierzcie mi, Alanek chciałby znaleźć kogoś, kto go serio pokocha takim jakim jest. No i kogo on mógłby obdarzyć tą wielką ilością miłości, jaką w sobie kryje. Chłopak jest bardzo uczuciowy; łatwo się przywiązuje do ludzi, nie zawsze tych odpowiednich. Także przez tę swoją cechę przypomina nieco Anię Shirley – kiedy jest smutny, pogrąża się od razu w „otchłani rozpaczy” (nawet – a może szczególnie – wtedy, gdy chodzi o to, że skończyły mu się cukierki), a gdy jest zadowolony, skacze pod chmury jak jakiś najarany skrzat domowy. W sumie... To prawie zawsze jest zadowolony, więc prawie zawsze wygląda jak taki skrzat... Ano właśnie; Alan to takie żywe srebro, wszędzie go zawsze pełno, a to chyba nawet za mało powiedziane... Po prostu gdzie tylko coś ciekawego się dzieje, tam pojawia się on. Plącze się pod nogami i mówi, że chce pomóc, a tylko przeszkadza. I tłucze samym spojrzeniem wszystkie szklanki w pobliżu. Bywa prawdziwą zmorą, bo odznacza się ciekawością dwulatka. „A co to”, „a po co to”, „a jak”, „a dlaczego”, „a jak to działa”, „a co robi ten czerwony guzik”... I tak w nieskończoność. Niezmordowanie zasypuje wszystkich pytaniami o każdą możliwą głupotę – dla niego jednak są one niezmiernie ważne. Alana cechuje też niespożyta energia i ruchliwość, właściwa dzieciom w wieku wczesnoszkolnym... Niektórzy jego kumple śmieją się, że jest skrzyżowaniem Sida Leniwca ze Strusiem Pędziwiatrem, no a Alan tylko dziękuje ze wzruszeniem, bowiem Sid to jego idol. Ach, no właśnie... Teraz zapodam wam kilka sprzeczności. Chłopak jest leniwy, słowa „nie chce mi się” płyną z jego ust bardzo często. Może się wam to wydać dziwne, biorąc pod uwagę jego żywiołowość, a także to, że Alan łatwo się nudzi. Zdarzają się dni, kiedy nie chce mu się wstać z łóżka, a po jakimś czasie narzeka, że jest nudno. A na wszelkie propozycje odpowiada... No, zgadnijcie! Tak, właśnie – „nie chce mi się”. W gruncie rzeczy to prostolinijny chłopaczek – bezkonfliktowy, ufny i może nieco naiwny. A nawet bardzo. Uwierzy we wszystko, co mu się powie, przez co mogłoby się wydawać, że łatwo nim manipulować. Tylko teoretycznie! Lepiej się strzec, bo czasem nawet Alan używa czegoś, czego zwykle unika jak ognia – „Zdrowego Rozsądku”. Tak, o dziwo go posiada. Nazywa się Piernik i przemawia do Alana w postaci różowej tchórzofretki z pięknymi, zakręconymi wąsami... No co?! Chłopak ma bujną wyobraźnię! Ale wracając – tak, dobrze widzicie, Alan potrafi użyć rozumu. W końcu po coś ma tego starszego o całe dwie minuty brata bliźniaka, który ciągle mu przypomina o używaniu mózgu. Dobra, co dalej... O, wiem. Bezinteresowny i pomocny. Tylko w żartach dba o swoje dobro, kiedy ktoś prosi go o pomoc („Alan, podaj mi torbę” – „A co mi daaasz?”), zazwyczaj cieszy się jak dziecko z każdej, nawet banalnej prośby. Uwielbia być przydatnym i potrzebnym. Szkoda tylko, że ludzie boją się jego pomocy, bo straszna z niego niezdara. Dobrze, że on się nie bardzo przejmuje zdaniem innych osób. To znaczy, kiedy ktoś powie, że „koszmarnie wygląda w tej koszuli”, to on natychmiast leci sprawdzić, czy tak jest faktycznie, no i zaraz się przebiera. Za to jeśli ktoś go „hejtuje”, Alan po prostu ma go w głębokim poważaniu. Nie jest pamiętliwy, więc łatwo na powrót go do siebie przekonać. Alanek wyznaje zasadę, że im więcej przyjaciół, tym lepiej. Bywa mściwy, ale tylko w stosunku do nielicznych osób. No i on by muchy nie skrzywdził (no dobra, muchę jak najbardziej, ale za pośrednictwem klepki) – jeśli chce się na kimś odegrać, wykręca mu złośliwe numery, czasem do spółki z młodszymi kolegami (bo ci z ostatniego rocznika są zazwyczaj zbyt poważni i stateczni), do czasu, aż ofiara przyczołga się do niego i będzie całować go po stopach... Ekhm, nie zapędzajmy się aż tak daleko. Po prostu daje się we znaki. Ma też dosyć specyficzne wyczucie chwili, ciągle popełnia jakieś śmieszne lub dziwne gafy. Całe szczęście, że jest taki uroczy – ludzie łatwo mu wybaczają potknięcia. No właśnie, wciąż nie wspomniałam o najważniejszym – Alan kocha ludzi, ludzie kochają Alana. Jest towarzyski, rzadko kiedy jest widywany w pojedynkę, bo nie znosi samotności i czuje się niepewnie bez kompana. Mogłabym teraz wspomnieć o jego wszystkich lękach, bo to do opisu charakteru w sumie się wpasowuje. A więc oprócz wszelkich wijących się, bzyczących, latających lub pełzających stworów w chitynowych pancerzach lub i bez, czyli wszelkich owadów... Oprócz tego boi się złych dzieciaków z Ombrelune, które go nie lubią, boi się ciemności i głębokiej wody, nauczyciela eliksirów, mugolskich dentystów, takiej kobitki, co wygląda jak facet i pracuje w ochronie w takim jednym supermarkecie, klaunów i kucyków. Ale nie takich ładnych i kolorowych, jak z tej fajnej bajki, tylko KUCÓW. Takich miniaturowych koni, są straszne. No, to macie obraz tego, jak bardzo strachliwy jest Alan. Niektórzy się śmieją, że to takie „ciepłe kluchy”. No, może troszkę... W sumie to romantyk, jakich mało. Jeśli spodoba mu się jakaś dziewczyna, on będzie wciąż dawał jej kwiaty (mlecze), nosił jej książki (gubiąc połowę po drodze) i prawił komplementy (to jedyne, co mu wychodzi). Nie ma w sobie nic z tych chłopaków, którzy od razu łapią dziewczynę w nieodpowiednim miejscu i rozmawiają z nią w dwuznaczny sposób. Co prawda czasem wychodzi z niego mały zboczeniec, ale tylko w żartach. W sumie nie jest Alan taki czysty i niewinny... Alkohol lubi i nim nie pogardzi, tak samo jakimś ziółkiem do zajarania. Za to zwykłe papierosy ŚMIERDZĄ. Chłopak chętnie uczestniczy w imprezach organizowanych w opuszczonych klasach czy chociażby w Pokoju Wspólnym, bo jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Jest zapalonym fanem quidditcha, ale na miotłę nie wsiądzie z oczywistych chyba względów... Za to w konkursie szybkiego jedzenie by pokonał każdego. No bo ta ciamajda kocha jeść. W czasie przerw ciągle przesiaduje w Wielkiej Sali i podjada, zresztą na lekcjach też zdarza mu się ukradkiem pochłaniać jakieś kanapki... Jedzenie to jego potwierdzona miłość, podobnie jak koty. Ma nawet swojego kota. Pana Kota. On biedny musi znosić ciągłe pieszczoty ze strony swego pana, który kiedyś go chyba wyprzytula na śmierć.

APARYCJA ❧

Jak określić jego wygląd jednym słowem? Uroczy. To po prostu chodząca słodycz, na widok której dziewczęce serca się rozpływają, a starsze panie mają ochotę złapać go za policzki. Nie jest perfekcyjny, nikt taki nie jest i on osobiście swego wyglądu nie lubi, ale kogo tylko zapytacie, stwierdzi, że Alanek jest przystojny. Na swój sposób, oczywiście. Wzrost... no, nie wyróżnia się bardzo ani tym, że jest niski, ani tym, że wysoki. Taki w sam raz. Nie można go sobie wyobrazić w innym rozmiarze – ma 183 cm wzrostu i bardziej już rosnąć nie musi. Nie jest mega szczupły czy wysportowany, dużo je i to trochę widać po jego okrągłej, wciąż jeszcze zachowującej dziecięce rysy buzi i nie do końca płaskim brzuszku. On jednak utrzymuje, że kaloryfer jest może zgrabniejszy, ale to bojler bardziej grzeje. Nie lubi swojej sylwetki, ale wmawia sobie, że jest idealny, bo nie lubi przecież ludzi z obniżoną samooceną. Bo trzeba się kochać takiego, jakim się jest, o! Alan ma dziwne oczy. Takie jakieś niewiadomojakie. Duże, ufne i błyszczące, zawsze promieniujące ciepłem i ciekawością, bystro obserwujące świat, ale ich kolor jest... No jakiś taki. Niby niebieskie, a jednak w innym świetle wydają się szare lub nawet szarozielone. Wszystko zależy od oświetlenia i nastroju Alanka w sumie też. Ma szerokie, ładnie wykrojone różowe usta, które zawsze rozciągnięte są w szczerym uśmiechu, ukazując rząd prostych białych zębów. Nie jak z reklamy pasty, ale jednak ładnych i zdrowych. Włosy Alana można określić słowami „bura szopa”. Rzadko kiedy je układa, chyba tylko wtedy, gdy chce się trochę upodobnić do brata. Zazwyczaj ma je potargane, sterczące we wszystkie strony (bo w ogóle wszyscy bardzo lubią jego włosy, bo są miękkie i milusie, i każdy się nimi bawi). Mocne brwi i dosyć szeroka szczęka nadają nieco męskości jego miękkim rysom, ale nadal ma w sobie ten chłopięcy urok Piotrusia Pana. Jak się ubiera? Ech, normalnie. Dżinsy, trampki i T-shirt z jakimś śmiesznym nadrukiem to jego strój na każde popołudnie. Czasem tylko założy koszulę w kratę, to jedyne ustępstwo, na jakie może się zgodzić.

❧ WIĘZY KRWI

Dom rodzinny Béllangerów zawsze był i jest pełen ciepła i miłości... I ludzi. Wszyscy Béllangerowie mieszkają razem, w jednym, dość ciasnym dla nich domu. Codziennie widują się na śniadaniu (ci oczywiście, którzy przebywają w domu), przy stole zawsze jest gwarno, tłoczno i wesoło. Ta pozytywna ferajna dobrze sobie radzi, choć czasem brakuje pieniędzy. Jednak pensje kilku członków rodziny, chociaż nie jakieś olbrzymie, pozwalają wyżyć z miarę normalnie. To familia w dużej mierze magiczna, a należą do niej BABCIA BÉLLANGER, czyli Rosette. Kochana, starsza pani, któa zawsze chodzi w kwiecistych sukienkach, pachnie lawendą i jest prawdziwą królową wypieków. W wolnych chwilach dzierga kilometrowe szaliki lub opiekuje się magiczną częścią swego ogródka; jest zielarką, a z jej wyrobów korzysta wielu czarodziejów z całej Francji. Kolejny w kolejności jest TATUŚ BÉLLANGER, Lambert, lat 45. Średniego wzrostu, ale przystojny mężczyzna w prostokątnych okularach, za którymi kryją się smutne szare oczy. No właśnie; to chyba jedyny członek rodziny, którego częściej ogarnia smutek i melancholia niż rozbawienie. Wiecznie zamyślony i nachmurzony, zarabia niewiele, pisując do czarodziejskich i mugolskich gazet krótkie artykuły lub opowiadania. Mimo swej powagi jest naprawdę kochany. I kochający też. Następny w kolejności od najstarszego jest WUJEK BÉLLANGER, Joséph, lat 43. Urzędnik francuskiego Ministerstwa Magii, niegdyś osobisty sekretarz samego ministra. Przeciwieństwo Lamberta. To prawdziwy żartowniś i urodzony kawalarz, mniej przystojny co prawda niż jego brat, ale bardziej wygadany i towarzyski. MAMA BÉLLANGER, 42-letnia czarownica półkrwi, jest śliczną kobietą o jasnobrązowych włosach i zielonych oczach. Już gdy była w Beauxbatons, chłopcy uganiali się za nią i jeden przez drugiego wyznawali Lille miłość. Ona jednak była od początku wpatrzona jak w obrazek w starszego, poważnego Lamberta. Utalentowana czarownica, zawsze dobra szczególnie w eliksirach (o zgrozo, wszyscy Béllangerowie się tym zajmują, tylko nie Alanek), pomaga obecnie teściowej w prowadzeniu interesu. W tym samym wieku co Lille jest CIOCIA BÉLLANGER, czyli śliczna Édith. Czarnowłosa i ciemnooka, drobna kobietka, wciąż zachowująca młodzieńczą witalność i zdrowy wygląd. Mugolka stuprocentowa, nauczycielka fizyki w liceum. Wie o tym, że jej rodzinka jest magiczna. KUZYNECZKA BÉLLANGER to Ellie, dwudziestojednoletnia początkująca łamaczka klątw. Bardzo podobna do matki, tylko chyba o nieco bardziej egzotycznej urodzie. Nic dziwnego, że ludzie wodzą za nią wzrokiem. Obecnie przebywa w Egipcie, ale kiedy tylko może, wraca do Francji. Przemierza taki szmat drogi tylko po to, by spotkać się z rodziną. No i wreszcie dochodzimy do bliźniaczego brata Alana Juliana, Juliana Alana. Szerzej znany jako NAJUKOCHAŃSZY BRACISZEK BÉLLANGER. Choć z wyglądu są niemalże identyczni, Julian jest kompletnym przeciwieństwem Alana. Rozważny, ułożony, spokojny, ambitny i z dużą dawką zdrowego rozsądku. Zdarza mu się wybuchnąć entuzjazmem, ale zazwyczaj on tylko stoi z boku i uspokaja wszystkich szalejących. Lubi grecką mitologię, interesuje się mistycyzmem i historią magii, słucha mugolskiego metalu i rocka, co kompletnie nie pasuje do jego spokojnej natury. Pedant i czasem nieco lalusiowaty chłopaczek. Chociaż ani jeden, ani drugi się do tego nie przyzna, to Alan i Julian kochają się najbardziej pod słońcem, że mocniej już chyba nie można. Jeden za drugim skoczyłby w ogień, chociaż na co dzień się kłócą, popychają i wyzywają. Po minucie jednak już żyją w zgodzie. Łączy ich przedziwna więź bliźniaków, która dla niektórych faktycznie istnieje, dla innych jest mitem. Zawsze wiedzą, co ten drugi powie, dokańczają za siebie zdania, a czasem mówią chórem. No ot co, bliźnięta idealne.

HISTORIA ❧

JAK TO SIĘ WSZYSTKO ZACZĘŁO...
Świat powoli szykował się do snu. Liście na drzewach zaczęły przybierać ciepłe barwy, słońce stało się bardziej czerwone i odległe. Kończyło się lato, zaczynała jesień. Koniec września był już dosyć chłodny, więc uczniowie kulili się w Pokojach Wspólnych przy kominkach. Wśród nich brakowało jednak kilku osób – między innymi czwartoklasistki z Papillonlisse i siódmoklasisty z Ombrelune. Po czterech latach wzdychania do niego Lille została wreszcie zauważona. Trzeba przyznać, że bardzo wyładniała, chociaż zawsze była śliczna. Sylwetka nabrała kobiecości, w spojrzeniu widać było więcej pewności siebie. Była dumna, że udało jej się w końcu zwrócić na siebie uwagę tego wiecznie smutnego, ale jakże przystojnego Lamberta. Początkowo widziała w nim tylko piękną twarz, jednak gdy zaczęli się spotykać, odkryła jego bogate wnętrze. Nie przeszkadzały mu trzy lata różnicy, uważał Lille za wyjątkowo świadomą tego, co robi, mówi i myśli. Minęło co prawda trochę czasu, zanim zwykłe zauroczenie przemieniło się z jego strony w miłość. Byli związani ze sobą nawet po tym, jak Lambert skończył szkołę. Obiecał, że zaczeka.
Zaręczyli się bardzo wcześnie. To znaczy, tak uważali ich rodzice i znajomi. Jednak osiemnastoletnia wówczas Lille i dwudziestojednoletni Lambert byli pewni. Chcieli być ze sobą na dobre i na złe. I cóż... tak to się właśnie zaczęło. Był skromny ślub i skromne wesele, a potem równie skromne życie. W jednym domu z mamą Lamberta, wdową Rosette, z jego młodszym bratem i wówczas już narzeczoną, Édith. Wesoło. Przez kilka pierwszych lat zmieniło się niewiele, oboje tylko poszli do pracy, a Édith wyszła za Josépha i urodziła mu piękną córkę. Za to Lambert i Lille wciąż nie mogli doczekać się potomków.

PRIMA APRILIS?!
Nareszcie się jednak doczekali. W dniu swoich urodzin Lille dowiedziała się, że jest w ciąży. Później miesiące oczekiwań na podwójne szczęście lub podwójną zmorę – bliźniaki. Wybrali sobie interesujący dzień na przyjście na świat – a w zasadzie dni. Bo, co śmieszne, Julian, starszy bliźniak, wychynął na świat dokładnie minutę przed północą 31 marca, za to minutę po północy, czyli już 1 kwietnia, urodził się Alanek. To był jeden z nielicznych dni, gdy Lambert Béllanger nie potrafił przestać się uśmiechać.

WODA I OGIEŃ
Szybko okazało się, że choć chłopcy wyglądają identycznie, charakterki już od narodzin mają zupełnie inne. Podczas gdy Julek przesypiał grzecznie całe noce, budząc się tylko na karmienie, a w dzień prawie nie czuło się, że on istnieje, Alan ciągle domagał się uwagi. Krzykiem, płaczem, parskaniem... Rodzice skakali wokół niego jak czubki, za to grzecznym Julkiem zajmowała się babcia. Chłopcy rośli i coraz bardziej widocznie się różnili. Ale ciągle nie zewnętrznie. Juliana ciągnęło do książek, był ciekawy świata, ale nie tak ciekawski, jak Alan. Spędzał całe dnie na siedzeniu w kącie ze szklanką kakao i talerzykiem ciastek, czytając jakieś grube tomiska. Za to Alanek wspinał się na drzewa, tłukł drogocenną porcelanę babci, przypalał wodę na herbatę, ganiał koty, poznawał świat samodzielnie i bez niczyjej pomocy, niejednokrotnie zdobywając liczne zadrapania, siniaki, a nawet poważniejsze rany. Julian każdego zęba wyrywał sobie za pomocą nitki przywiązanej do drzwi. Za to Alan stracił wszystkie mleczaki przez gryzienie kamieni (no bo przecież nie mogą być takie twarde), upadki z huśtawki (na której się bujał „do dechy”), zderzenia z rozpędzoną karuzelą (popchnęli go!)... I inne podobne wypadki. W wieku sześciu lat znikał na całe dnie, wracając jedynie na wyznaczone godziny na posiłki. Jadł za pięciu, a nie tył, bo ciągle się ruszał. Bywał denerwujący, gdy ciągle zasypywał wszystkich miliardem pytań na minutę. Ale wszyscy mu wybaczali, widząc tylko to spojrzenie szczeniaczka. W domu urządzał zawsze małe piekło, był niczym ludzkie tornado, pożar, którego nie da się zagasić... No dobrze. Była jedna, jedyna osoba, która potrafiła uspokoić Alanka i posadzić go w miejscu. I o dziwo nie była to ukochana mama, rozpieszczająca go babcia czy nachmurzony tata. Był to jego brat. Julek patrzył na Alana poważnie, prosił go, by przestał zachowywać się jak dzikus, a Alan, o dziwo, słuchał go. Kiedy tej samej metody używał ktoś inny, Alan na złość robił jeszcze więcej zamieszania.

MAGICZNE ZDOLNOŚCI RODZINY BÉLLANGERÓW
Chłopcy od początku byli uświadamiani, że wychowują się w magicznej rodzinie. Jednak nie zaczęli wykazywać magicznych zdolności bardzo szybko. Najpierw podziwiali, co potrafią wyprawiać ich rodzice, babcia i wujek, i starsza kuzynka. Potem udawali, że sami są potężnymi czarodziejami, a po nocach śniła im się Akademia Beauxbatons, o której przecież tyle słyszeli. Julian, mając jakieś siedem lat, po raz pierwszy pokazał co potrafi. Przestawił dom do góry nogami. Chodziło się po suficie, na suficie stały też wszystkie sprzęty. Potężna zabawa, jak na małego chłopca. Alan zaczął mu trochę zazdrościć; bał się, że on nie jest magiczny, że nie pójdzie do Beauxbatons i zostanie jakimś głupim księgowym. U niego pierwsze zdolności objawiły się dopiero po dziesiątych urodzinach! Rok później chłopcy dostali listy z Akademii. Można sobie tylko wyobrazić ich radość. W ich rozmowach ciągle przewijał się temat rychłego wyjazdu. Udało się im zakupić używane podręczniki i szaty w miarę w dobrym stanie, tylko różdżki dostali całkiem nowe. W dniu wyjazdu nie obyło się oczywiście bez łez (głównie ze strony Alanka), ciągłego przytulania (też głównie z jego strony), mokrych buziaków (tak, to też Alan) i zapewnień, że będą do rodziców pisać (to głównie Julian obiecał).

BEAUXBATONS
Jak chłopcy sobie poradzili? Ano, w zasadzie bardzo dobrze. Oczywiście to Julian już na pierwszym roku pokazał klasę i zaczął zdobywać niezłe wyniki, za to Alan od razu znalazł przyjaciół. Co prawda na jego wykazie ocen przeważały „Zadowalające”, a nie było tam żadnego „Wybitnego”, ale on się cieszył głównie z nawiązanych znajomości. Przez całe lato pisał do przyjaciół i znajomych, z kilkorgiem się spotkał. I wrócili na drugi rok, pełni sił i nowych pomysłów na psoty (no, to raczej Alan miał dużo takich pomysłów). Było podobnie, tyle tylko, że przez kolejne lata Alan znacznie się podciągnął z niektórych przedmiotów. W szóstej klasie chłopak zdobył upragnione W z zielarstwa i ONMS, a także P z zaklęć i transmutacji. Inne przedmioty nie poszły mu źle, miał same Z. Czyli wyniki całkiem okej. Niedawno zaczął się jego siódmy, ostatni rok w Beauxbatons. Ani on, ani Julian nie mogą uwierzyć, że to tak szybko zleciało. No trudno – co będzie, to będzie. Wiem tyle, że Alan nie może się doczekać pomagania w babcinym ogródku. Jednak eliksiry będzie ważył ktoś inny, na pewno nie on!

❧ CIEKAWOSTKI

PUPIL: kot - Pan Kot
PATRONUS: kot, podobny do Pana Kota
BOGIN: wieeeeeelki pająk
RÓŻDŻKA: ogon psidwaka, wiąz, 12 cali, giętka
DODATKOWE FUNKCJE: nie
ULUBIONY PRZEDMIOT: zaklęcia i ONMS
ZNIENAWIDZONY PRZEDMIOT: eliksiry
PRZEDMIOTY: SPiL, transmutacja, zaklęcia, eliksiry, zielarstwo, OPCM, ONMS, hipnoza, nauki medyczne, astronomia
NAJWIĘKSZE MARZENIE: zakooochać się i mieć gromadkę dzieci! ale to spoko, za jakiś czas...

~
M. |  multikonto C:
wzór wykonany przez © hellao dla BEAUXBATONS.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Alan Béllanger

Pisanie by Josée Lestrange on Wto Lip 09, 2013 4:27 pm




❧ Karta postaci została zaakceptowana!
❧ Twój plan lekcji znajduje się tutaj.
❧ Swoje bagaże znajdziesz w dormitorium.
❧ Twoja kartoteka szkolna znajduje się tutaj.
❧ W razie problemów śmiało zgłoś się do administracji, a udzielimy pomocy.

Witamy w Beauxbatons i życzymy udanej zabawy!

avatar
Josée Lestrange
Admin

Dołączył : 24/06/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach