Gabinet prof. Saula Hudsona

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Gabinet prof. Saula Hudsona

Pisanie by Josée Lestrange on Czw Lip 18, 2013 7:01 pm

***
avatar
Josée Lestrange
Admin

Dołączył : 24/06/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Gabinet prof. Saula Hudsona

Pisanie by Gość on Czw Lip 18, 2013 7:53 pm

Czwartkowy wieczór, tuż po kolacji... Nie najlepsza pora na spacery po mrocznym i opustoszałym zamku, szczególnie dla takiego strachliwego chłopaka. Jednak Alan na jeden moment wyzbył się wszelkich fobii – no dobra, może nie wszystkich. Ale o tym za chwilkę.
Idąc korytarzem na szóstym piętrze rozmawiał z rozwieszonymi tam portretami. Zatrzymał się na chwilę przy pięknej dziewczynie, która na widok Alana skryła się za wachlarzem. Chłopiec pokłonił się jej w pas i z zadowoloną miną ruszył dalej. Zasalutował wizerunkowi jakiegoś króla, skłonił głowę na widok martwego francuskiego ministra, który już tylko na beauxbatońskich ścianach mógł trwać i tak zapewne będzie przez najbliższe setki lat, pomachał wesoło skaczącym między obrazami błaznom, zamienił kilka zdań z wyniosłą kobietą w tiulowej sukni, ale na dłużej stanął dopiero przy olbrzymim obrazie przedstawiającym... Grupę domowych skrzatów i ogrodowych gnomów przy partyjce kenta. Stworki, kompletnie zapominając o pokerowych twarzach i odpowiednim zachowaniu, kłóciły się zaciekle, że nie taki znak był ustalony. Rozbawiony Alan zwrócił im uwagę:
Koledzy, wydaje mi się, że ten jegomość z prawej ma rację. – Rzucił im wesoły uśmiech i ruszył w stronę schodów na wieżę nauczycielską, mieszczącą gabinet, który go interesował. Słyszał za sobą gniewną wrzawę, bo dwa skrzaty ryczały z radości, a reszta prawdopodobnie rzuciła się, aby je pobić. Dobrze, że zdenerwowane gnomy nie mogły wydostać się z obrazu! Wtedy Alan miałby, krótko mówiąc, przeeeerąbane.
A teraz pora chyba na wspomnienie o jego fobiach. Dlaczego? W pewnej chwili, gdy chłopak piął się po krętych schodach, jakiś olbrzymi potwór rzucił się, aby go pożreć. Oczywiście nikt inny by się tego nie przeraził – potworem owym była bowiem ćma. Jednak z perspektywy Alanka był to krwiożerczy potwór z ociekającymi krwią kłami i pazurami, coś gorszego nawet od akromantuli! Mogę się założyć, że jego dziewczęcy wręcz pisk słychać było w całym zamku, nawet jego Zieloni koledzy w swoim pokoju wspólnym w lochach zapewne domyślili się, że Alana znów coś atakuje. Z nieludzkim przyspieszeniem, wciąż piszcząc, pokonał ostatnie stopnie i popędził korytarzem w stronę drzwi gabinetu profesora Hudsona. Załomotał w drzwi kompletnie bez kultury, bo w obliczu śmierci z łap okropnej bestii savoir vivre nie wydawał mu się ważny.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Gabinet prof. Saula Hudsona

Pisanie by Saul Hudson on Czw Lip 18, 2013 8:13 pm

Hudson nie miał nic do roboty. Już dawno wrócił do swojego gabinetu by się rozpakować. W końcu nie spodziewał się, że pogawędka z dyrektorem szkoły zajmie, aż tyle czasu. Pierwsze co zrobił to zdjął z siebie szatę i ubrał się tak jak jugol czyli w jakieś zwyczajne jeansy oraz czarną koszulkę z krótkim rękawem. Nadrukowany był na niej czerwony, wywalony język. Saul lubił właśnie w takim stroju przebywać w swoim gabinecie. To był dla niego odpoczynek od formalnych szat. Zresztą Hudson był dziwnym człowiekiem. Z jednej strony bardzo przykładał się do swoich lekcji, z drugiej jednak ciężko było do niego dotrzeć. Jako pierwsze wypuścił swoje węże z terrarium by mogły poznać otoczenie i rozkład jego gabinetu. Zawsze tak robił jak znalazł się w nowym otoczeniu przez co większość osób uważała go za dziwaka. No ale co mógł zrobić. Szczerze powiedziawszy nic więc po prostu miał to wszystko w dupie co kto o nim sądził. Właśnie odpalał papierosa gdy usłyszał łomotanie do drzwi. Spojrzał na nie groźnie jednak wiedział na co się pisze skoro przyjął posadę nauczyciela. Odetchnął głęboko, podszedł do drzwi uważając na swoich podopiecznych i otworzył je. Gdy zobaczył stojącego za nimi ucznia zdębiał. Nie pamiętał by się z kimkolwiek umawiał, jednak jeśli chłopak już tu przyszedł to przecież go nie wyrzuci.
- Witam. Mogę się dowiedzieć co pana tu sprowadza? – zapytał zdziwionym tonem. Nie była to zwykła wizyta, a i godzina też nie była zwyczajna. Saul wskazał uczniowi fotel stojący koło jego biurka i wpuścił go do środka. Pozwolił by oba węże wpełzły na jego tors i czekał na odpowiedź Alana. W ostatniej chwili przypomniał sobie to imię i połączył z chłopakiem.

___________________________

avatar
Saul Hudson
Opiekun Bellefeuille

Dołączył : 18/07/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Gabinet prof. Saula Hudsona

Pisanie by Gość on Czw Lip 18, 2013 8:31 pm

Kiedy drzwi się otworzyły, Alan odetchnął z ulgą. Bez powitania wparował do gabinetu i zamknął za sobą drzwi, chociaż to niby gospodarz zawsze powinien to robić. Jednak Alanowi nie chodziło o etykietę, chodziło o to, by ta olbrzymia bestia ich obu nie zabiła! Dopiero gdy opadł na fotel i odczuwając skutki szaleńczego biegu zaczął zipać i sapać, wykrztusił:
Dobry... wieczór... – Przymknął oczy i odchylił głowę, wyglądając jak ostatnie nieszczęście; rozwichrzona czupryna, czerwone policzki i klejąca się do ciała koszulka z lemurem. – Ja przepraszam pana bardzo za najście... – wysapał – ale potrzebowałem szybkiej pomocy... – zaciął się. No, gwoli ścisłości należy przyznać, że przez karkołomną ucieczkę przed krwiożerczą ćmą kompletnie... zapomniał, co chciał od profesora. Chłopak zrobił komiczną minę, otwierając szeroko oczy i prostując się nagle w fotelu. Wbił wzrok w dwa obślizgłe cielska, które owijały się wokół piersi Hudsona. Był jednocześnie zafascynowany i przerażony – pierwsze wynikało z jego miłości do zwierząt wszelakich (oprócz owadów i kuców), drugie – z oczywistej bojaźliwości Alana. – Łał... – wyrwało mu się. Niezłe pupilki – pomyślał, patrząc na nauczyciela ulubionego przedmiotu. Jego mózg pracował na najwyższych obrotach; jednocześnie starał się zapomnieć o grasującej na korytarzu ćmie, pokonać strach przed pożarciem przez węże profesora oraz... przypomnieć sobie, po co właściwie nachodził go o tej nieludzkiej godzinie.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Gabinet prof. Saula Hudsona

Pisanie by Saul Hudson on Czw Lip 18, 2013 8:59 pm

No tak pora rzeczywiście była nieludzka, a zachowanie chłopaka cokolwiek dziwne. Hudson nigdy nie potrafił zrozumieć dzieciaków. Choć sam jeszcze był dość młody to niektóre zachowania uczniów były dla niego zagadką. Teraz przyglądał się chłopakowi z niemałym zdziwieniem. Sądził bo tym jak ciężko jego nocny gość oddychał musiał mieć ważny powód by się tu zjawić.
- Dobry wieczór. – powtórzył powitanie wciąż wstrząśnięty Hudson. Widział już różne sytuacje ale ukończona szkoła na takie coś nie była go w stanie przygotować. Saul patrzył na chłopaka i język stanął mu kołkiem w ustach. Przez chwilkę naprawdę nie wiedział co powiedzieć.
- No dobrze. Mam pomysł odetchnij przez chwilkę i potem opowiedz mi wszystko. Inaczej nie będę mógł ci pomóc. A mówiąc w ten sposób najpewniej się niedługo zapowietrzysz. Chcesz może coś do picia? – zapytał choć sam nie wiedział czemu. Na razie pozwalał chłopakowi do siebie „panować”. Przyjdzie jeszcze czas by mu wytłumaczyć jak ma się do niego zwracać. Prawda była taka, że Saul nienawidził kiedy zwracało się do niego na pan, jednak teraz był to w stanie przez chwilkę znieść. Mężczyzna okrążył chłopaka i usiadł po drugiej stronie biurka. Położył nogi na blacie i czekał na jakiekolwiek wyjaśnienia. W końcu sądził, że mu się należały. Wyłapał oczywiście zafascynowany wzrok chłopaka, który patrzył na jego węże.
- Piękne są. Prawda? I muszę ci powiedzieć, że są całkiem nie groźne, a już na pewno nie są głodne. Przed chwilką je nakarmiłem. – powiedział Saul i wyszczerzył białe zęby w uśmiechu. Uwielbiał obserwować reakcję ludzi na jego pupili. Hudson uważał, że to normalne i nie widział nic dziwnego w tym, że właśnie węże wybrał sobie za zwierzaki.

___________________________

avatar
Saul Hudson
Opiekun Bellefeuille

Dołączył : 18/07/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Gabinet prof. Saula Hudsona

Pisanie by Gość on Czw Lip 18, 2013 9:27 pm

To przyznajmy na wstępie – Alan do normalnych uczniów nie należy. Jego zachowanie bywa wstrząsające, a jak ktoś nie potrafi zrozumieć pięcioletnich dzieci, to i Béllangera nie zrozumie. Czemuż to? Ano, Alan ma mentalność przedszkolaka i jest mu z tym całkiem dobrze. Lubił widzieć zdziwienie w oczach swoich rozmówców, ale nie był pozerem – każde jego specyficzne zachowanie było podyktowane wewnętrznym nakazem, a mimo tego – a może właśnie przez to – wychodziło zupełnie spontanicznie.
No w sumie to ja nie wiem czy taki dobry, psorze! – Alan pokręcił głową energicznie, doszczętnie rozwalając sobie misterną fryzurkę. – Ataku krwiożerczej bestii nie zaliczam do swojego top dziesięć ulubionych chwil. – Spojrzał na profesora niejako z wyrzutem. No jakby to biednego faceta wina była, że ćmy po zamku się panoszą. To wszystko przez te zapominalskie woźne; otwierają wielkie wrota zamku i zapominają zamknąć, bo skleroza postępuje! Wszystko na te choroby zwalają, a wystarczyłoby się uśmiechnąć do tego wrednego nauczyciela eliksirów i by zmajstrował jakiś specyfik poprawiający pamięć i koncentrację. Ewentualnie można się odezwać do Lysandera albo do samego Alanka po jakieś ziółka... No, chłopak już się uspokajał. Oddech mu się wyrównał, rumieńce zniknęły z twarzy. – Wie paaan... – No teraz to już całkowity czilałt. Alan rozsiadł się wygodnie w fotelu i spojrzał bystro na profesora. – Ognistą bym nie pogardził, ale wiem, to nie wypada, więc jak ma pan sok pomarańczowy, to w sumie chętnie się napiję.
Zdziwiło go nieco zachowanie profesora, żaden nie czuł się tak.... swobodnie w obecności ucznia. Wszyscy chcieli uchodzić za mega poważnych i kulturalnych, a Hudson trzymał sobie nogi na biurku. I prawidłowo! Ale my tu mamy kilka ważniejszych spraw niż nauczyciele o zbyt wysokim mniemaniu o sobie. Na przykład to, że Alan wciąż nie mógł sobie przypomnieć, po co tutaj lazł! Chcąc zyskać na czasie, postanowił podtrzymać pogawędkę.
Noo, i to jak piękne. Jeśli mam być szczery, to troszkę się jednak obawiam... Wszyscy mi mówią, że kucyki też mi nic nie zrobią, a jednak jakoś na ich widok drżą mi kolana... – mruknął z wahaniem w głosie. – Tak samo koledzy mnie przekonują, że owady mnie nie skrzywdzą, jednak jak jestem w ciemnym korytarzu sam na sam z ćmą, to tracę głowę. Właśnie dlatego tak wpadłem niegrzecznie. Mam nadzieję tylko, że nie ma mi pan tego za złe? – Chciał się upewnić, że nauczyciel zaraz go nie wywali na zbity pysk, pozbawiając dodatkowo Papillonlisse miliarda punktów i dając chłopakowi miesięczny szlaban. To by było zdecydowanie niefajne.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Gabinet prof. Saula Hudsona

Pisanie by Saul Hudson on Czw Lip 18, 2013 10:02 pm

Saul zastanawiał się nad tym czy zaliczyć chłopaka do intruzów czy też do przypadkowych gości. Czekał na odpowiedź członka domu Papillonlisse i naprawę myślał co z tym fantem zrobić. Przecież chłopak, a dokładnie jego zachowanie wydało mu się nieco szalone, a takich osób Hudson z reguły się wystrzegał. Jego wyszkolenie Aurorskie wychodziło wtedy aż za bardzo na jaw. Męzczyzna tak bardzo chciał zapomnieć o tym czego go nauczono jednak to było silniejsze od niego. Przedłużająca się cisza męczyła Saula. Chciał już ponaglić chłopaka gdy nagle usłyszał jego głos. Jednak odpowiedź wcale się nauczycielowi nie spodobała.
- No dobrze czy ta krwiożercza bestia sama wdarła się do szkoły i czy przypadkiem nie jest to coś tak niewinnego jak świetlik czy też inny nocny owad? – zapytał Saul. W końcu wiedział sam po sobie, co znaczy mieć jakąś fobię. Sam obawiał się owadów i nie chciał by ktokolwiek o tym wiedział. Uważał bowiem, że to jego sprawa czego się lęka i nie zamierzał o tym rozpowiadać innym. Sam nie wiedział dlaczego w pierwszej kolejności zapytał chłopaka właśnie o nocne owady. Kolejne słowa Alana wprawiły Hudsona w jeszcze większe osłupienie. Nie wierzył w to co usłyszał i naprawdę miał nadzieję, że tym razem jego słuch płata mu figle. Jednak gdy zmęczony mózg psora jeszcze raz przetrawił tą informację Saul pokiwał przecząco głową.
- Co do ognistej to jesteś jeszcze za młody przyjacielu, a soku pomarańczowego sam się chętnie napiję. – powiedział i za jednym machnięciem różdżki przywołał dwie szklanki oraz karton soku pomarańczowego. Odkręcił korek i wlał płyn do szklanek. Jedną podał chłopakowi, a drugą sam wziął w rękę i zaczął obracać w palcach. Cóż coś mu się wydawało, że zapowiada się długa i „ciężka” nocka. Hudson widząc irracjonalny strach chłopaka wiedział, ze tej nocy to on raczej nie pośpi.
- Widzisz, ci którzy mówią, że kuce czy też konie nie zrobią ci krzywdy mają rację. Z mojej wiedzy na temat tych zwierząt kopytnych wynika, że ich umysł zatrzymał się na poziomie pięcioletniego dziecka i to konia łatwiej jest zranić człowiekowi niż koń czy też kuc zaatakuje. Oczywiście rozpatruję sytuację, w której nikt nie krzywdził tego zwierzęcia. – powiedział spokojnym głosem Hudson i zdał sobie sprawę, że właśnie wygłosił uczniowi wykład na temat koni. Nie chciał tego ale widząc strach chłopaka uznał, że musi.
- Tak samo sprawa ma się z wężami. Te stworzenia nie będą chciały zrobić ci krzywdy jeśli ich do tego nie sprowokujesz. – dodał mając nadzieję, ze chłopak zrozumie analogię, jaką Hudson próbował przedstawić mówiąc o koniach. Gdy wreszcie dowiedział się, czego chłopak się przestraszył mimowolnie się uśmiechnął.
- A co do owadów, to one w znaczącej większości bardziej boją się ciebie niż ty ich. Ćmy natomiast bardziej pociąga światło niż ludzka krew. Oczywiście czasem trzepot ich skrzydełek i dziwny lot może świadczyć zupełnie o czym innym, ale te stworzenia nie są krwiożercze. Tego jestem w stu procentach pewny. I oczywiście nie mam ci tego za złe. Tylko następnym razem jak cos cię wystraszy nie wpadaj w panikę i nie zapominaj o dobrych manierach. – powiedział Hudson. Nie chciał Alanowi odbierać punktów ani dawać szlabanu. Rozumiał chłopaka i miał nadzieję, że uda mu się jakoś wytłumaczyć chłopakowi to, że zwierzęta w znaczącej większości są nie groźne.

___________________________

avatar
Saul Hudson
Opiekun Bellefeuille

Dołączył : 18/07/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Gabinet prof. Saula Hudsona

Pisanie by Gość on Pią Lip 19, 2013 10:51 am

Słysząc słowa profesora, Alan zaśmiał się nerwowo. Ten prostolinijny dzieciak na ogół przyznawał się do wszystkich swoich dziwnych cech, ale o fobiach rozmawiał wyjątkowo niechętnie. Kiedy tylko Hudson wspomniał o owadach, młody Béllanger wzdrygnął się z mieszaniną zgrozy i obrzydzenia na twarzy. Postanowił jednak skwitować pytanie nauczyciela milczeniem, bo zaraz i tak miał wypaplać, co tak go przestraszyło... Jednocześnie gdzieś w jego umyśle zapłonęła czerwona lampka – czyżby profesor opanował do perfekcji sztukę legilimencji i właśnie odczytywał jego emocje, związane z owadami? A może sam miał z nimi jakieś nieprzyjemne przejścia i wiedział, że nawet najbardziej milusio wyglądający stworek może w świetle księżyca zamienić się w krwiożerczego potwora? Któż to wie. Na pewno nie Alan.
Miał ochotę się zaśmiać, widząc minę nauczyciela. Zdumienie, malujące się w jego oczach, było doprawdy śmieszne. Co prawda Alan miał swój perfidny plan – przez wspomnienie o ognistej chciał wybadać, na ile może pozwolić sobie w obecności ulubionego profesora. Sprytne, co nie? A może po prostu głupie. Gdyby w towarzystwie Prescotta pozwolił sobie na taką odzywkę, zapewne do końca roku miałby szlaban, a Papillonlisse utraciłby szansę zdobycia pucharu domów.
Spoko, psorze, żartowałem. – Mrugnął do Hudsona porozumiewawczo. – Chociaż za młody nie jestem, o nie. Mam już skończone siedemnaście lat – dopowiedział, aby rozwiać wszelkie wątpliwości. Jednak z wielką chęcią przyjął szklankę z sokiem, mrucząc kwieciste podziękowanie. Dopiero teraz poczuł, jak bardzo zaschło mu w gardle. Wszystko przez przyspieszony oddech i wyrzucanie z siebie słów z szybkością karabinu maszynowego. Chłopak opróżnił szklankę dwoma potężnymi haustami. Jako że jestem narratorem, wypada mi wspomnieć, że gdyby Alan słyszał myśli Saula, zapewne stwierdziłby, że jego strach wcale nie jest irracjonalny, oburzyłby się i szybko przebiegł dystans dzielący gabinet psora od jego własnego łóżka. Ale nie słyszał, więc siedział sobie w bezpiecznej przestrzeni, wesoło majtając jedną nogą.
Wysłuchał wywodu nauczyciela trochę ze strachem, trochę z zainteresowaniem. Ostateczni każda wzmianka o tym, co budziło jego przerażenie, powodowała prawie że utratę zmysłów, a jednak słowa profesora przypominały zwykły wykład, taki jak na lekcjach. Stąd względny spokój Alana.
Wie pan, psorze... To wcale nie jest takie proste. – Pokręcił głową. – Kiedy jestem w gronie przyjaciół, którzy żartują sobie z tego, że boję się kuców... Kuców – podkreślił – dużych koni nie. No więc gdy jestem w ich towarzystwie, łatwo mi uwierzyć, że przy spotkaniu z tym zwierzęciem nic mi nie będzie. Ale jak dojdzie co do czego, to po prostu uciekam. Albo ewentualnie mdleję – zaśmiał się nerwowo. – No i powinienem się chyba przełamać... Niektórzy mówią, że też zatrzymałem się na poziomie pięciolatka, więc miałbym z nimi cokolwiek wspólnego.
Uspokajający głos Hudsona nieco ukoił nerwy Alana, jednak chłopak ciągle obracał w palcach szklankę, jakby nie wiedział, co zrobić z lekko drżącymi jeszcze dłońmi.
Muszę panu powiedzieć – zaczął nieco pewniej – że moi znajomi boją się węży, ale ja akurat nie odczuwam przy nich takiego strachu, jak przy zwykłych muchach. Trzeba przyznać, że to trochę dziwne – zmarszczył brwi – bać się owadów i jednocześnie czuć jedynie respekt przy zwierzętach uznawanych powszechnie za niebezpieczne. To samo jest przy hipogryfach; te stworzenia mnie fascynują i napawają strachem, ale nie przerażeniem... Rozumie pan! – dokończył, przekonany, że kto jak kto, ale profesor ONMS będzie wiedział, o co mu chodzi. Za to kiedy zobaczył uśmiech na twarzy mężczyzny, miał zamiar się obruszyć. Jednak najpierw wysłuchał też jego słów na temat owadów. Zaśmiał się z niedowierzaniem na wzmiankę o tym, że ćmy wolą światło.
Jeśli ćmy faktycznie wolą światło niż krew, to ja musiałem wpaść na jakieś wynaturzenie! – stwierdził gorzko. – Muszę chyba poprosić woźne, żeby przestały wpuszczać te stworzenia do zamku. Albo uśmiechnę się do skrzatów, żeby je wyłapały. Co jak co, ale zabić to ja ich nie pozwolę, nawet jakbym sam miał przez to zginąć! – Może to bohaterskie oświadczenie wydaje się nieco przesadzone, jednak Alan wypowiedział je ze szczerego serca. – No i raz jeszcze przepraszam za takie wparowanie, i to o tej porze, ale naprawdę miałem do pana jakąś ważną sprawę! – Ponownie zmarszczył brwi, teraz znowu usiłując sobie przypomnieć, o co chodziło. – Co do wpadania w panikę... – dodał jeszcze – to nie mogę zagwarantować, że nie będę biegał jak oszalały po zamku i piszczał jak mała dziewczynka. Ale to może przejdzie... Z czasem.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Gabinet prof. Saula Hudsona

Pisanie by Saul Hudson on Pią Lip 19, 2013 11:51 am

To będzie trudniejsze niż przypuszczał. Nie wiedział jak pokazać chłopakowi, że owady nie są straszne. Co prawda miał parę książek o tych stworzeniach to wiedział sam po sobie, że to nie pomoże. Jego paniczny lęk przed owadami również przejawiał się tak jak u Alana tyle, że dwa razy gorzej. On widząc malutką muszkę, która przeleciała mu drogę na błoniach w Hogwarcie musiał zmienić drogę, którą szedł. Przez tego owada nie chciał nawet ruszyć w tą samą stronę co on. Chyba jednak trzeba będzie powiedzieć chłopakowi prawdę. pomyślał. No cóż, to będzie o wiele trudniejsza nocka niż myślał. Z zamyślenia wyrwał go głos ucznia.
- No wiesz Ognista jest dobra ale nie wiem czy jeśli zaczniemy ją pić będę mógł skończyć w porę. Nie pytaj dlaczego. – powiedział i zaczął wpatrywać się w chłopaka. Tak Saul był uzależniony nie tylko od papierosów, alkoholu ale również i mocniejszych mugolskich używek. –Jednak jeśli to pomoże ci pokonać strach to możemy się napić Ognistej. – dodał. W końcu sam by się napił i odstresował. Tak picie pozwalało mu zapomnieć o problemach i o tym, że został przez to odsunięty od badań.
- Alanie nie wiem jak mogę ci pomóc. Jedyne co przychodzi mi na myśl to, to by cię zabrać do stajni i pokazać, że nie ma co się bać. Jednak wiem co to znaczy strach. Jeśli chcesz to możesz ode mnie wziąć jakieś książki o kucach. No chyba, że w dzieciństwie miałeś jakieś nieprzyjemne doświadczenia z tymi zwierzętami. – powiedział i spojrzał na chłopaka. Naprawdę go rozumiał i nie wiedział jak zacząć tą rozmowę. Co prawda miał jakiś punkt zaczepienia ale nie wiedział co chłopak zrobi gdy zobaczy bliznę po ukąszeniu. W końcu zebrał się na odwagę. Spojrzał chłopakowi w oczy.
- No dobrze muszę ci coś pokazać. – powiedział i odsłonił lewe ramię. Miał tam tatuaż, który skutecznie maskował bliznę, jednak jeśli ktoś byłby spostrzegawczy mógł ją dostrzec. Saul pokazał chłopakowi dokładny bieg tej blizny. –Widzisz ja też boję się owadów. Ta blizna to ślad po ukąszeniu szerszenia. To przez to właśnie obawiam się owadów, ale podczas studiów nauczyłem się, że te stworzenia nie zaatakują jeśli nie zostaną sprowokowane. Owady tak jak i inne stworzenia atakują tylko wtedy gdy czuja się zagrożone. – powiedział i wstał z fotela. Nie wiedział jak chłopak zareaguje na szczerość nauczyciela. Saulowi było bardzo ciężko mówić o swoich uczuciach oraz o swoich lękach. Od dziecka był introwertykiem i to było zawsze przeszkodą w jego kontaktach z innymi.
- A wracając do ciem. Musisz mi uwierzyć, że one nie są krwiożercze. Istnieją gatunki, które lubią krew ale nie atakują wszystkiego co się rusza. A woźnych czy skrzatów domowych nie masz co prosić by usuwały lub nie wpuszczały ciem. One wlatują przez okna i niestety nie masz na to wpływu. One zawsze się gdzieś znajdą. – powiedział spokojnie. Nie rozumiał czemu jego mini wykład nie pomógł. Jednak miał nadzieję, że Alan zrozumie to co nauczyciel starał się mu przekazać. –Widzisz studia i możność poznania różnych gatunków zwierząt. Wtedy nawet owady stają się bardzo fascynujące. – powiedział by uspokoić jeszcze bardziej chłopaka. Miał nadzieję, że nie wystraszy go tym co mówi.
- A co do strachu to na pewno kiedyś jej przejdzie, wiem to sam po sobie. – powiedział jednak Hudson miał ten sam problem. Panicznie się bał owadów i naprawdę chciał by chłopak uwierzył, że lęk wreszcie przejdzie.

___________________________

avatar
Saul Hudson
Opiekun Bellefeuille

Dołączył : 18/07/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Gabinet prof. Saula Hudsona

Pisanie by Gość on Pią Lip 19, 2013 12:29 pm

Ile już osób próbowało przekonać Alana, że biedne, niewinne owady go nie skrzywdzą? A jednak pakowały się do nosa, ust, uszu i oczu, wplątywały się we włosy, kąsały, żądliły, piły krew i ich jad niekiedy wywoływał reakcje alergiczne. I jak tu przekonać kogoś tak uprzedzonego, że to stworzenia kompletnie niegroźne? Nie pomogli rodzice, nie pomógł rozsądny brat bliźniak. Nie pomogli lekarze, znachorzy, nikt. Alan ciągle reagował na wszelkie owady tak samo gwałtownie. I sam nie wiedział, skąd ten lęk się wziął, był kompletnie irracjonalny – a przynajmniej z perspektywy biernego obserwatora. Dla Alana miał on sens, ukryty co prawda gdzieś głęboko w jego podświadomości i jeszcze przez niego nieodkryty. Według otoczenia chłopak pokazywał swój strach w sposób pretensjonalny i przesadzony, ale jego krzyki, piski, omdlenia i bieganie z nadludzką szybkością po zamku lub błoniach były podyktowane jego dziecięcą naturą, a on, jako chłopiec bardzo bezpośredni i impulsywny reagował bez zastanowienia, bawiąc innych. To dziwne, że znajomych śmieszył jego strach, ale on im się nie dziwił. Niejednokrotnie po karkołomnej ucieczce siadał z nimi i sam śmiał się do rozpuku, chowając znikomą urazę oraz przerażenie gdzieś głęboko.
Mam ten sam problem... – mruknął ledwo dosłyszalnie. Nie chciał drążyć tematu; on niby taki wesoły dzieciak, niby o mentalności przedszkolaka, niby zawsze pogodny optymista, pomocny, radosny jak mały szczeniak... A jednak swoje za uszami miał. Całonocne posiedzenia z Lysem przy ognistej nigdy nie odbywały się bez powodu... Kto by pomyślał, że nawet Alan zapija strach? Dobrze, że jeszcze nikt go na tym nie przyłapał. Pożegnałby się wówczas przedwcześnie ze szkołą, chociaż Madame Piorier nawet go lubiła. – Jeśli pan ma ochotę, to ja bardzo chętnie dotrzymam towarzystwa. – Po chwili zamyślenia wrócił mu dobry humor oraz wrodzona gadatliwość.
Widzi pan, tyle osób już próbowało coś zrobić, że chyba uodporniłem się na wszelakie działania w kierunku... Hmm, wyleczenia mnie z tego strachu. – Można było mieć wrażenie, że jego paplanina jest całkiem pozbawiona emocji, ponieważ Alan mówił to wszystko dość pogodnym głosem. Jednak charakterystyczny błysk w oczach przekonywał, że jest inaczej. – Najgorsze jest to, że ja wcale nie miałem jakichś nieprzyjemnych doświadczeń z tymi zwierzętami... – Zamyślił się na chwilkę. – Chociaż, jakby tak pomyśleć... Kiedy byłem mały, ale taki serio mały, rodzice zabrali mnie do mugolskiego cyrku. Wówczas chcieli drastycznie wyleczyć mnie ze strachu przed klaunami... Bo widzi pan, tych umalowanych facetów też się boję od czasu, gdy jako trzylatek natrafiłem na jakąś książkę mojego taty z klaunem na okładce. Miał czerwone oczy i ociekające krwią kły oraz szpony. Ten strach został mi do tej pory, chociaż chyba nie reaguję aż tak gwałtownie na klaunów jak na owady. Ale tak sobie teraz myślę, że ten klaun, na widok którego wybiegłem wówczas z płaczem i tata za mną leciał, prowadził kuca. Starego, zmęczonego, o smutnych oczach... Ale ten kuc słuchał klauna. I bardzo możliwe, że to przez to, jednak wówczas to zwierzę nic mi nie zrobiło. Może zacząłem sobie kojarzyć je z czymś, co przerażało mnie już wcześniej, czyli z klaunem? – Niezły monolog mu wyszedł, niemniej Alan nie był speszony czy onieśmielony. Rozgadał się; czuł, że może, jednak po ostatnim, retorycznym pytaniu do samego siebie zamilkł. Czuł na sobie wzrok nauczyciela. Kiedy ten odezwał się, Alan mimowolnie wciągnął głośno powietrze. Przechylił się nieco do przodu, żeby dokładnie zobaczyć bliznę. Wzdrygnął się machinalnie i spojrzał ze współczuciem na Saula. A jednocześnie krył zdziwienie – on, profesor opieki nad magicznymi stworzeniami, opiekun – bo Alan nie mógłby wymówić słowa "właściciel" lub "posiadacz" w tym kontekście – dwóch przerażających węży, boi się owadów? Naprawdę? Z jednej strony chłopcu zrobiło się raźniej.
Och, ja to wszystko wiem... – Machnął lekceważąco ręką. – Myślę o dalszej edukacji w zakresie ONMS, bo chciałbym zajmować się tym w przyszłości. Możliwe nawet, że niedługo po skończeniu szkoły wrócę do niej na praktyki. Wie pan, ja interesuję się zwierzętami, czytałem dużo na ich temat, wiem, że nic nie atakuje bez przyczyny, a jednak... Mam gdzieś tutaj – wskazał swoją głowę – zakodowane, że akurat te stworzenia, których się boję, zaatakują mnie bez żadnego powodu.
Cenił to bardzo, że Hudson się przełamał i ponadto rozmawiał z nim jak równy z równym. Możliwe, że to chwilowe spoufalenie, a może odciśnie się to na ich dalszej współpracy. Nie wiadomo. Ważne było jednak "tu i teraz", a może raczej "tam i wtedy"... Alan widział, że profesorowi dość ciężko przechodziły przez gardło słowa związane z jego strachem; tym bardziej doceniał szczerość.
Może i tak... Ciężko jednak uwierzyć, po kilkunastu latach strachu, że coś, czego się boimy, jest niegroźne. Rozumie mnie pan? No i chętnie chwytałbym się wszystkiego, byle tylko nie musieć wpadać na te wszystkie stworzenia. Trzepoczące, bzyczące... Brr! – Wzdrygnął się. – Stary ze mnie chłop – stwierdził żartobliwie – więc teoretycznie nie powinienem bać się takich drobiazgów, a jednak... I nie wiem, skąd to się bierze. Ani co może mi pomóc. Cóż, najwyżej do końca życia będę uciekał przed wszystkim, co lata i brzęczy. – Wzruszył ramionami z udawaną nonszalancją. – Bo w sumie wątpię, żeby mi to przeszło.
Faktycznie tak uważał – myślał, że co jak co, ale lęk przed owadami raczej mu nie minie. A podobno ludzie w ciągu swego życia zjadają tysiące owadów! O Merlinie, nie, jeśli chłopak zacznie rozmyślać, czy jakieś larwy właśnie nie rozwijają mu się w brzuchu, to chyba zwariuje...

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Gabinet prof. Saula Hudsona

Pisanie by Saul Hudson on Pią Lip 19, 2013 3:29 pm

Hudson podszedł do barku i wyjął z niego whisky. Nie był to jego ukochany Jack Daniels, bo tego nie podałby chłopakowi. Była to Ognista ale z dobrego rocznika. Prezent od rodziców, gdy się dowiedzieli, że ich syn dostał pracę we Francji. Saul długo zastanawiał się nad tym czy otworzyć tą butelkę. Jednak w końcu wrócił do biurka i postawił Ognistą na stole. Po czym pozwolił swoim podopiecznym wpełznąć do terrarium. Wiedział, że tam obydwa węże będą bezpieczne. Oba pytony spojrzały na swojego pana i zasyczały. Hudson co prawda nie rozumiał ich mowy ale nauczył się rozpoznawać ich zachowanie.
- Tak wiem kochane. Ja też was kocham. – powiedział i nie zakrył terrarium. Uważał, że to nie potrzebne gdyż bezgranicznie ufał obu gadom. Może to było dziwne, że właściciel dwóch węży, nauczyciel ONMS bał się owadów, ale przecież każdy człowiek na ziemi się czegoś boi, a jeśli mówi, że się nie boi to kłamie. Przez chwilkę zapomniał o obecności w jego gabinecie chłopaka. Spojrzał w kąt tuż przy wejściu gdzie stały dwie gitary. Jedną używał tylko i wyłącznie w świecie jugoli, a drugą była gitara akustyczna. Zastanawiał się czy nie zadziwić jego gościa ale w końcu zrezygnował z tego pomysłu. Dopiero gdy uczeń się odezwał Hudson odwrócił się w jego stronę.
- Teraz znasz mój lęk i mam nadzieję, że nikomu tego nie wygadasz. Widzisz nie chcę by po szkole krążyła plotka, że boję się owadów. W końcu może to rzucić złe światło na moją reputację jako nauczyciela. – powiedział. Skrzywił się gdy usłyszał, że chłopak mu panuje. Saul tego bardzo nie lubił. Spojrzał na chłopaka i odetchnął spokojnie. Wskazał na butelkę Ognistej i szklanki.
- Proszę, możesz się częstować tylko nikomu o tym ani słowa. Mam nadzieję, że potrafisz zachować dyskrecję. To bardzo ważne. Nie chcę by w moim gabinecie odbywały się jakieś libacje z młodzieżą. – powiedział dość stanowczo i ponownie wbił ciemne tęczówki w chłopaka. – I jeszcze jedna sprawa. Proszę byś nie zwracał się do mnie na pan. Męczy mnie to. W końcu nie jestem, aż taki stary i nie chcę być postrzegany jak jakaś konserwa. – dodał spokojnym i dość łagodnym głosem. Podobało mu się to, że chłopak wykazuje zainteresowanie zwierzętami. Zastanawiał się czy interesują go tylko zwierzęta magiczne, czy też wie coś na temat zwierząt mugolskich.
- Rozumiem. W takim razie twój lęk nie jest spowodowany przez same kuce tylko przez to, że boisz się klaunów. Widzisz z tego co powiedziałeś wynika, że identyfikujesz kuca, z klaunem i właśnie to połączenie napawa cię strachem. Jak dla mnie wcale nie jest to dziwne co mówisz. Jednak gdyby moi rodzice zrobili mi coś takiego jak twoi tobie nigdy bym im tego nie wybaczył. Rozumiem, że to musiała być dla ciebie tortura. Sądzę, że gdybyś zobaczył samego kucyka bez klauna oczywiście z jakiejś odległości nie powodowałby u ciebie wielkiego lęku. Jeśli chcesz rano jak nie będę miał lekcji możemy wypróbować moją teorię. – zaproponował Hudson mając nadzieję, że chłopak się zgodzi. Nie wiedział dlaczego ale nauczyciel chciał pomóc temu chłopakowi pozbyć się choć jednego z jego lęków. Podejrzewał, że gdyby Alan chciał mógłby być niezłym nauczycielem. Musiał przemyśleć czy nie założyć jakiegoś koła zainteresowań. W końcu jeśli w Akademi Beauxbatons byli uczniowie tak bardzo zainteresowani zwierzętami jak Alan mogłoby wyjść z tego coś ciekawego.
- W takim układzie bardzo miło mi to słyszeć. Cieszę się, że młodzi ludzie interesują się zwierzętami i o nich czytają. Widzisz teraz w czasach rozwoju zarówno świata czarodziei jak i świata Mugoli przyda się ktoś, kto zwróci uwagę na ochronę zwierzaków. One nas potrzebują tak samo jak my ich. – powiedział dość tajemniczo Hudson jednak doskonale wiedział co mówi. W trakcie jego badań na Islandii dowiedział się wiele o zagrożonych gatunkach tamtejszych magicznych stworzeń i był jedną z osób, które wyznaczały specjalne obszary ochronne dla poszczególnych z nich. Bardzo żałował, że nie mógł już wrócić do tego jakże pięknego kraju. No dobra Hudson, dość wspomnień bo się tu jeszcze rozkleisz. warknął na siebie w myślach.
- Oczywiście, że cię rozumiem bo sam myślałem dokładnie tak samo jak ty. Jednak możliwość poznania biologii jak i zachowań niektórych zwierząt, w tym owadów uświadomiła mi, że mój strach przed nimi jest irracjonalny co nie znaczy, że os, pszczół czy też szerszeni dalej się boję i tego nie zmieni już nic. – powiedział i westchnął cicho. Już tyle razy próbował się przekonać do tych stworzeń i tak samo wiele razy ponosił klęskę.
- Jednak jeśli tylko sam będziesz chciał by lęk ci przeszedł to jest szansa, że osłabnie tak, iż nie będzie wywoływał u ciebie paniki. – powiedział Hudson. Nauczyciel nie przejmował się tym ile owadów czy też innych żyjątek zjada człowiek w czasie swojego życia. Ważniejsze dla niego było to jak nauczyć się koegzystencji z owadami by nie powodowały zbyt wielkiego strachu i lęku.

___________________________

avatar
Saul Hudson
Opiekun Bellefeuille

Dołączył : 18/07/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Gabinet prof. Saula Hudsona

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach