Boisko

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Boisko

Pisanie by Josée Lestrange on Wto Cze 25, 2013 8:44 pm




Standardowe boisko, porośnięte zieloną trawą z namalowanymi na niej liniami. W kształcie jaja, na przeciw siebie stoją po trzy okrągłe bramki.

avatar
Josée Lestrange
Admin

Dołączył : 24/06/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Boisko

Pisanie by Gość on Pon Lip 29, 2013 7:48 am

Boisko miało trzy przydatne właściwości, które Felek zwykł wykorzystywać gdzy pojawiała się jakaś istotna... Potrzeba. Po pierwsze, było na tyle daleko od głównego budynku szkoły, że nielicznym chciało się tu przychodzić w czasie, gdy nie były rozgrywane treningi czy mecze. Po drugie, wejścia na na główną powierzchnię boiska były prawie zawsze otwarte, a nawet gdy nie - wystarczyło wziąć miotłę i voila, niezabezpieczone zaklęciami korytarze dookoła trybun doprowadzały osobę zainteresowaną na murawę. No i po trzecie, trybuny tworzyły tutaj niepowtarzalną, filharmonijną wręcz akustykę - i właśnie dlatego Felek pojawił się na murawie z Ibanezem na ramieniu.
Aura była tego dnia wyjątkowo sprzyjająca wypadom poza szkolne mury, mimo tego był na terenie obiektu zdecydowanie sam - sprawdził to kilka razy. Nie lubił grać przy tych, dla których zwyczajnie nie miało to znaczenia. Muzyka to nie taka tam rozrywka, to sposób myślenia.
Usiadł na twardej powierzchni zbitego żwiru i oparł się o słupek środkowej bramki. Szybko nastroił instrument i wypstrykał palce. Szybki przegląd kieszeni, kostka dzięki bogu odnaleziona - i już pierwsze, początkowo pokraczne, zaraz jednak poprawione chordy rozbrzmiały na stadionie. Coś wesołego i skocznego...
Oczywiście głowę miał zajętą czymś innym.
Przyjdzie?

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Boisko

Pisanie by Mistrz Gry on Pon Lip 29, 2013 8:22 am

W momencie, kiedy Josee dostała sowę, siedziała na swoim łóżku, obłożona książkami z Obrony Przed Czarną Magią. Miała do napisania piekielnie trudny esej, nad którym spędzała już drugi wieczór z rzędu.
Kiedy ptak wleciał przez otwarte okno, siadając wprost na oparciu łóżka, Josee aż podskoczyła - tak bardzo skupiła się na znalezieniu odpowiedzi.
Przeczytała liścik i odesłała odpowiedź z krótkim będę. W sumie nie wiedziała, czy chce prowadzić jakąkolwiek rozmowę w tym momencie, szczególnie po ostatnim spotkaniu, które skończyło się na dość niepewnym gruncie.
Nauczona doświadczeniem postanowiła jednak skorzystać z okazji, żeby oderwać się od eseju. Czasem lepiej myślało się po dostarczeniu odpowiedniej ilości tlenu do organizmu. Zeszła po schodkach do pokoju wspólnego, i udała się od razu na blisko szkolne, przed wyjściem sprawdzając jak zawsze swój wygląd.
Dzisiejszego dnia miała na sobie delikatną, kremową sukienkę na szerokich ramiączkach, sandałki na niskim obcasie i włosy upięte wysoko, z zaczarowanym kwiatem wpiętym w nie. Wyglądała jak Josee Lestrange miała wyglądać - schludnie, elegancko i delikatnie.
Przeszła z wolna na boisko, nie spiesząc się specjalnie. Nie wzięła też ze sobą miotły, tylko różdżkę skitrała w swoim specjalnym, podsukienkowym schowku.
Weszła na murawę i poczuła się jak mała mrówka wychodząca z mrowiska - stadion przyprawiał ją o dziwne uczucie niepokoju.
avatar
Mistrz Gry
Admin

Dołączył : 25/06/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Boisko

Pisanie by Gość on Pon Lip 29, 2013 8:38 am

Faktycznie, dla kogoś kto nigdy nie widział trybun z perspektywy wychodzących na murawę graczy, widok musiał być przytłaczający - ściany o wysokości prawie trzydziestu metrów, długie rzędy siedzeń, trybuny dla nauczycieli, w efekcie prawie 100-metrowa ściana. Do środka nie dostawał się nawet najlżejszy powiew wiatru, ale to było akurat zaletą.
Felek od jakiegoś już czasu skończył grać i siedział z lekka przymulony, zapatrzony we szwy swoich czarnych jeansów. Czarne jeansy z białą nicią były w jego przypadku niemalże wizytówką, choć ubiór miał zawsze wyważony i w pewien sposób klasyczny. Biały t-shirt, czarno-szara koszula, stalowoszare trampki.
Nie usłyszał jej kroków, po prostu wychwycił kątem oka jakąś jasną plamę. Podniósł się, bo co miał zrobić - chyba nie wypadało dać damie do zrozumienia, że to ona musi się do niego pofatygować? - i oparł gitarę o bramkę.
W głębi duszy sądził że nie przyjdzie, nawet po otrzymaniu sowy - by the way, chyba wyjątkowo niezadowolonej przenoszeniem tak krótkich liścików. Podniósł powoli wzrok, pozornie żeby się upewnić - ale przecież nie potrzebował tego, bo sposób w jaki się poruszała rozpoznałby z daleka.
Idąc w kierunku Jo nogi miał jak z waty, a spojrzeniem wodził wszędzie, tylko nie w jej pobliżu.  Czuł się dziwnie, jakby szedł po jakimś cholernym wybiegu i był oceniany przez masę ludzi, nie mógł zdobyć się na spojrzenie w jej oczy. Do czasu aż znalazł się w pewnym momencie tuż przed nią.
- Bonjour... - Mruknął uśmiechając się delikantie. Ręce oparte na kieszeniach drgnęły widocznie, jakby chciał ją... No właśnie, objąć? Jakby chciał sam nie wiedział czego. Bo przecież tak właśnie było. Wyczuwał delikatny zapach jej włosów, spojrzenie zatrzymało się jednak na jej oczach - w świetle dziennym były mniej tajemnicze, ale bardziej przenikliwe niż pamiętał to z ostatniego wieczora.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Boisko

Pisanie by Mistrz Gry on Pon Lip 29, 2013 8:55 am

Weszła na boisko i musiała się rozejrzeć, żeby zlokalizować Feliksa. Kiedy zorientowała się, gdzie był, on już zdążył zacząć przemieszczać się w jej kierunku, idąc jakoś tak... wolno? Sztywno? Trudno jej było to określić. Za dnia wydawał się jeszcze wyższy niż wieczorem, kiedy stali na starym moście. Teraz nie otaczała go już ta czerń nocnego nieba a kontury jego twarzy stały się bardziej wyraźne. Wcześniej nie przyglądała mu się tak dokładnie jak to robiła w ostatnich dniach. Wcześniej też nie wymienili zbyt dużo zdań, więc i nie było sensu poznawanie go. Teraz sprawy miały się nieco inaczej.
- Bonjour monsieur - powiedziała, patrząc wprost na niego. Kiwnęła lekko głową na powitanie. Ręki z natury nie podawała, nie ściskała się nawet z rodziną, a zwykłe kiwnięcie wydawało się odpowiednie. Szczególnie, że on się zawahał.
- O czym chciałeś ze mną porozmawiać? - Zapytała wprost, jak to już miała w zwyczaju.
Wzrok wciąż miała wlepiony w jego twarz, choć kontem oka dostrzegła instrument oparty gdzieś w oddali o bramki.
Na zewnątrz było całkiem ciepło jak na tę porę roku, a bezwietrzny stadion wydawał się nieco chłodniejszy wewnątrz niż gdyby siedziała na błoniach.
Chciała go zapytać, czy gra, ale doszła do wniosku, że nie po to tu przyszła. Ta rozmowa miała być jedynie krótką przerwą pomiędzy pisaniem eseju z OPCM.
avatar
Mistrz Gry
Admin

Dołączył : 25/06/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Boisko

Pisanie by Gość on Pon Lip 29, 2013 9:12 am

Tak, wyglądało na to, że dobrze zrobił nie spoufalając się przy przywitaniu. Tak, przynajmniej przez chwilę, wmawiał sobie po reakcji dziewczyny. Ale przecież akcja równa się reakcji, więc może gdyby zachował się inaczej na początku, już teraz mógłby ją przytulić, wpleść palce w jej włosy...
Nie, chyba nie aż tak. Ale zapach jej ciała rozpraszał go, czy też raczej rozmarzał na tyle, że podobne myśli nachodziły go zbyt często, żeby uznał je za prawdopodobne. A może i były?
Ale myśląc w ten sposób do niczego nie dojdę.
Chociaż przynajmniej to niezrywane spojrzenie dawało mu jakąś chorą satysfakcję. Zdawało mu się, co prawda, że Lestrange przy rozmowie z ludźmi miała zawsze w zwyczaju patrzenie się prosto w oczy rozmówcy... Ale sposób, w jaki patrzyli na siebie, wydawał mu się mniej nachalny, a bardziej ciepły. Tylko czy było to wrażenie obustronne?
Nie był dobrym mówcą gdy się denerwował. Właściwie wszystkie jego "słynne teksty" czy jakieś tam przemówienia wynikały z jego banalnej szczerości. Teraz, przy Jo, szczerość mogłaby wywołać zgoła odwrotną reakcję.
- Jo, głupio mi... Nie chcę, żebyś czuła się dziwnie ze względu na to... Przez to, co powiedziałem ci wczoraj. - Moment, popełnianie słownego samobójstwa nie leżało w jego zwyczaju. Ale miał już w głowie to, co chciał powiedzieć i nie potrafił tego przerwać. - To są moje odczucia i nie chcę, żebyś brała mnie za jakiegoś... Napastliwego, czy coś. Po prostu od dawien, dawna, zawsze zdawałaś mi się jakaś taka... Poza zasięgiem. Wiem, że zakładasz maskę... - Coś go tknęło i dotknął palcem jej polika, jakby sprawdzając, czy metafora nie stała się prawdą. - I wiem, że pewnie za dużo teraz gadam... Jezu, Jo, nie mogę przestać o tobie myśleć. Przepraszam. - Tak, zakończenie czegoś szczerego słowem "przepraszam" stwarzało może i komiczny efekt, jakby żałował tego, co powiedział. Ale tak w sumie było - nie w sposób, który sugerowałby nieszczerość słów - żałował tego, że naraża dziewczynę na istny mindfuck, chociażby i w połowie tak groźny jak jego własny.
Zamurowało go w miejscu. Nie mógł ruszyć stopami, głową, nie potrafił oderwać spojrzenia od jej oczu. Ani palca od jej lekko zaróżowionego polika. Od jej aksamitnej cery i od jej szalonego ciepła.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Boisko

Pisanie by Mistrz Gry on Pon Lip 29, 2013 2:48 pm

Jo stała i słuchała w skupieniu, co Shallow chciał jej przekazać. Skoro było to coś tak ważnego, żeby wysłać do niej sowę, zamiast po prostu poczekać, aż spotkają się na uczcie wieczornej, czy czymś takim, chciała wiedzieć, o co chodzi.
Zmarszczyła brwi, kiedy wspomniał o wczorajszym dniu. Próbowała sobie przypomnieć, co takiego wypowiedział Feliks, że teraz chciał się z tego wytłumaczyć, ale nie mogła jakoś połapać się w kontekście. To prawdopodobnie przez natłok wszystkich wrażeń, jakie tamtego wieczora miały miejsce.
Im więcej mówił, tym bardziej jej nogi stawały się ociężałe. Była niemalże pewna, że ugnie się pod jego palcem na jej policzku. Stała jednak twardo, spinając mimowolnie ramiona.
Do samego uwielbiania, czy jak to tam chcecie nazwać, Lestrange była przyzwyczajona - w pewnym stopniu. Dostawała całkiem sporo kartek na Walentynki i na inne okazje, ale nikt nigdy nie powiedział jej tego prosto w oczy. Nie w taki sposób, bo wyskakujące zza filara palanty się nie liczyły. Wykrzyczenie tego całej szkole było o wiele mniej romantyczne czy czarujące, niż przyznanie się do tego vis a vis.
Chociaż nie wiedziała, co o tym wszystkim myśleć, miała względem Feliksa same pozytywne odczucia - nie dał się jej we znaki w żaden sposób. Mężczyźni jednak stworzeni są do tego, żeby niszczyć wszystko co pięknie się układa. Na wspomnienie o masce zakładanej przez Josee, dziewczyna się poważnie zdenerwowała. Zacisnęła mocno zęby i spojrzała na chłopaka spode łba.
Machnięciem dłoni zerwała jego rękę ze swojego policzka i nie wiedziała, co dalej ze sobą zrobić.
- Nic o mnie nie wiesz - wysyczała przez zaciśnięte zęby. Aż się w niej gotowało. Jednocześnie jednak nie potrafiła ani na niego nakrzyczeć, ani odejść bez słowa. Po prostu stała tak tam i nie wiedziała, co ma ze sobą zrobić. 
avatar
Mistrz Gry
Admin

Dołączył : 25/06/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Boisko

Pisanie by Gość on Pon Lip 29, 2013 3:02 pm

Pomyśleć, że sytuacja Jo była tak bardzo podobna do jego własnej. Nie raz to wskazywany palcami przez rozchichotane grupki szóstoklasistek, nigdy nie spotkał się jednak z rzeczywistym zainteresowaniem jego osobą, nie tatuażami czy muskulaturą brzucha. Smutne i ironicznie zabawne równocześnie, jak człowiek potrafi być nagrodzony i ukarany w jednej postaci.
A Jo? Była inna, przede wszystkim nigdy nie zwracała na niego uwagi. I to u niej cenił, nie traktując przy tym specjalnie jako wyznacznika braku szansy czy czegoś w tym stylu - po prostu nie mieli ku temu okazji, chęci i innych potrzebnych czynników. I choć pozornie oziębła panna Lestrange nie odczuwała do niego pewnie połowy tych uczuć, jakie on zaczął z czasem żywić względem niej - chora fascynacja to wręcz ubanalnianie - to nic nie wskazywało na to, żeby był jej obojętny. A to było już coś, prawda?
Nie uśmiechał się już, tylko że nie przybrał również innego wyrazu twarzy - nie kontrolował mimiki, a jednak zachowała ona odpowiednią dla momentu neutralność. Szybko wyczuł spięcie dziewczyny wywołane słowami - doskonale domyślał się którymi - i nie był w sumie tym faktem zdziwiony. Ironiczne, jak wiele osób zachowywało się w podobny sposób, i jak wiele masek zerwał już z ludzi Felek. Ta jednak wydawała się wręcz zrastać z właścicielką.
Kiedy odepchnęła jego dłoń, on szybko spróbował chwycić jej własną. Bezwiedne, dwuznaczne ruchy wywołane emocjami były czymś, czego nigdy nie opanował - i co dawało mu pewne, w tym przypadku jednak niewystarczające, usprawiedliwienie. Oparł własną dłoń na nadgarstku Jo, jakby nieśmiało pytał o to, czy może chwycić ją za rękę. Tym razem gest chyba całkowicie zrozumiały.
- Zdaję sobię z tego sprawę, a to już coś, nie uważasz? - Odpowiedział cicho, na granicy szeptu, a tego wibrującego, najcichszego tonu jaki potrafił z siebie wydać. Podświadomie rozmawiali przyciszonymi głosami, choć Jo raczej syczała w opozycji do szeptów Félixa... - I nie ma teraz rzeczy, której chciałbym właśnie teraz bardziej, niż ciebie... - Znowu wplótł palce w jej, dokładnie tak samo jak poprzedniego dnia wieczorem. Czy o tym zupełnie zapomniała? Przecież nadal wyczuwał subtelne nutki oranżady w zapachu jej włosów.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Boisko

Pisanie by Mistrz Gry on Pon Lip 29, 2013 5:39 pm

Była oburzona. Ale nie tak, jak to robią dorośli czarodzieje w poważnym świecie, choć zapewne tak właśnie chciała wyglądać. Z jej drobną twarzą i wielkimi oczami przypominała raczej niewielką, niewinną zwierzynę, która szuka schronienia przed otaczającym ją światem, odpychając go.
- Nie. - Szła w zaparte, choć sama nie wiedziała dlaczego. Jej waleczna strona osobowości czasem przejmowała kontrolę, dominowała nawet nad nieśmiałością, jaką Josee wykazywała w stosunku do młodych mężczyzn.
Chyba się zmieszała, bo zamiast zagryzać mocno zęby zaczęła przygryzać dolną wargę, jednocześnie spuszczając wzrok. Przez moment tylko patrzyła na jego dłoń, ponownie wplatającą się pomiędzy jej palce. Nie przywitała jego dłoni z entuzjazmem; palce pozostały sztywne i wyprostowane, jak pajęcze nogi. Ciepło jego dłoni rozgrzewało jej zimną rękę.
Jego ciepły, niski głos znów czarował jej umysł jak najsilniejsze zaklęcie, z którego nie mogła się uwolnić. Koncentrowała myśli na sprawach przyziemnych, na eseju z obrony, na jutrzejszych zajęciach - piątkowych z resztą.
- Nie mów takich rzeczy - powiedziała tak cicho, że lekki podmuch wiatru mógł zniekształcić jej słowa, albo chłopak mógł ich wcale nie dosłyszeć, gdyby nie wielki stadion, na środku którego stali, i który wzmacniał nawet najcichszy szept.  
I spojrzała na niego nagle, intensywnie. W jej oczach, choć zawsze chłodnych i cichych, teraz szalały wszystkie słowa, których nie potrafiła z siebie wydusić, których nie chciała powiedzieć na głos. Prawda była taka, że Lestrange lubiła Feliksa i miło spędzili wczorajszy dzień. Nie znała go jednak, i ostatnie czego by teraz chciała to pakowanie się w związek, czy chociażby romans z mężczyzną, którego zna z widzenia. Może i takie historie zdarzają się w bajkach, ale nie w prawdziwym życiu. Nie da się zakochać w ciągu jednego dnia. Prawda?
Kiedy spotykała się z takimi... rzeczami? Emocjami? Sytuacjami jak ta, jej umysł przestawiał się na tryb logicznego myślenia, żeby tylko nie pogrążyć się w nieznanym.
- Oszalałeś, prawda? Po prostu straciłeś rozum, Feliksie Shallow. - Powiedziała, patrząc się na jego wplecione w jej dłoń palce. - Inaczej nie może być... - powiedziała do siebie, cicho, pod nosem, starając się znaleźć jakieś wytłumaczenie na to wszystko. Na tę sytuację.
Dlaczego nie została przy eseju? Teraz zajmowałaby się innymi problemami, mniej Feliksowymi. Choć on chyba nie był tu problemem.
avatar
Mistrz Gry
Admin

Dołączył : 25/06/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Boisko

Pisanie by Gość on Pon Lip 29, 2013 10:01 pm

Powiedziała: Nie. Ale zbyt wiele legend krążyło na temat kobiecego słownika i figurujących w nim synonimów, by Felek dał się teraz tak po prostu zbyć prostą negacją. Poza tym, Jo zdawała się mówić jedno, a myśleć drugie - sposób, w jaki patrzyła na niego... Nawet ta pozorna obojętność ulatywała z niej teraz - i dzięki temu coś mówiło mu, że skoro odpycha go - nawet jeżeli robi to w swój wysublimowany, pewny siebie sposób - oznacza jedno: nie robiłaby tego, gdyby czegoś nie było na rzeczy. Bo nikt nie stara się unikać rzeczy nieistniejących, co nie?
Usłyszał jej słowa doskonale i przysunął się do niej, to znaczy na tyle, na ile pozwalała im jeszcze dzieląca ich przepaść emocjonalno-fizyczna, to jest jakieś cztery centymetry...?
- Uwierz mi, nie potrafię ubrać w słowa własnych myśli i może brzmi to kiczowato... - Mruknął, pochylając się do niej niemalże tak, że opierał się o jej czoło. Czuł wibracje powietrza wzbudzonego jej oddechem, widział krople wilgoci w kącikach jej oczu i w końcu, dostrzegał każdy szczegół jej bladych warg.
Félix nie był panem emocji. Nie radził sobie z nimi, właściwie stopień kontroli zachowywał się odwrotnie proporcjonalnie do zwiększania się ich szczerości i wagi. Ale nie umiał z tym walczyć. A na pewno nie umiał walczyć z długo hodowaną w zakamarkach umysłu fascynacją panną Lestrange.
Delikatnie uniósł jej rękę na poziom swoich obojczyków, splatając się z nią palcami. W takiej pozycji ich zaciśnięte dłonie były jedyną rzeczą dzielącą od siebie ich usta. Pchnięty jednym z tych słynnych, niewytłumaczalnych impulsów musnął wargami jej palce i uniósł wzrok, by zaraz z powrotem utonąć w głębi jej źrenic.
- Jeżeli to jest szaleństwo, to nie pragnę już nigdy się z niego wyleczyć. - Tym razem szept był wręcz wymagany. Hałas nie winien był przecież mącić chwil takich jak ta.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Boisko

Pisanie by Mistrz Gry on Wto Lip 30, 2013 10:49 am

Im bliżej znajdowała się jego twarz, tym większe oczy robiła Lestrange. Naukowo już dawno udowodniono, że niektóre rzeczy z łatwością można wyczytać z oczu. Takie na przykład podobanie. Wystarczyło spojrzeć na rozszerzające się źrenice Josee, żeby się połapać, że była na straconej pozycji. A Feliksowi można było już wręczyć nagrodę, ponieważ udało mu się ją pokonać.
Nie mogła mu odpowiedzieć. Nie potrafiła znaleźć odpowiednich słów, a to, co cisnęło się jej na usta brzmiało jak z tandetnej mugolskiej komedii, którą kiedyś oglądała razem z matką na wakacjach.
Jej opór malał, aż w końcu niemalże całkowicie zniknął, kiedy poczuła jego wargi na swojej dłoni. Przeszedł przez nią dreszcz podekscytowania, i już wiedziała, że przegrała to starcie z kretesem. Po co więc walczyć, skoro nie ma się szans?
Jej palce powoli zagięły się, obejmując dłoń Shallowa. W kącikach jej ust czaił się lekki, delikatny uśmiech, niezauważalny niemalże. Lekko zmarszczyła brwi, zastanawiając się poważnie nad tym, co miała chciała właśnie powiedzieć. Z reguły podejmowała decyzje szybko, ale nie bezmyślnie. W tym jednak przypadku musiała nieco dłużej poświęcić na to czas... Przemyśleć wszystkie opcje, dać szansę tej najlepszej...
- Ymmm... - Zaczęła niepewnie, i szybko urwała. Szybko wskoczyła na odpowiednie tory, decydując się na coś innego.
- Jesteś pewien? - zapytała, spoglądając na niego. Nieco się przestraszyła - znowu, bo skupiona na swoich myślach nie poczuła, jak dystans pomiędzy nimi się zmniejszył.
Zabawne było, jak śmiesznie wyglądała w takiej pozycji. Nie wiedziała, co ma zrobić, by prezentować się należycie, a stanie tak blisko młodego mężczyzny odbierało jej poczucie równowagi i jakiegoś takiego ogólnego wyczucia.
avatar
Mistrz Gry
Admin

Dołączył : 25/06/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Boisko

Pisanie by Gość on Wto Lip 30, 2013 11:06 am

Nawet jeżeli istotnie wyglądało na to, że Jo jest już... "Na straconej pozycji", biedny Felek nadal tego nie widział. Zbyt dużo rzeczy rozpraszało go teraz, zbyt wiele szczegółów był w stanie dostrzec i zbyt mało czasu miał na to, żeby planować działania jakie po kolei podejmował.
Ciekawe, jak bardzo był teraz niepewny wszystkiego. Komuś może się wydawać, że w takiej sytuacji, takiej "pozycji", naprzeciw panny Lestrange nic już nie może pójść źle. Ale zazwyczaj to właśnie tuż przed spełnieniem jakiegoś marzenia, już, kiedy tuż-tuż widać koniec - boimy się najbardziej. I teraz, kiedy Shallow zdobył się w końcu na szczerość, na gesty i na bezpośredniość... Nie uknikając przy tym oczywiście dozy poetyckości, no ale co to czemu szkodzi - bał się odrzucenia najbardziej.
Kiedy usta dziewczyny uchyliły się lekko, oczekiwał już ciosu. Tymczasem otrzymał... No cóż, dość przeciągnięte mruknięcie. Można powiedzieć, że odetchnął z ulgą - nie tylko on miał tutaj problemy z wysławianiem się. xD
W odpowiedzi na wyartykułowane w końcu pytanie Josée uśmiechnął się tylko i podniósł drugą dłoń na poziom jej biodra, opierając ją lekko na delikatnym materiale sukienki. Wyczuwał palcami subtelne krzywizny jej ciała ukryte pod materiałem i zatopił się we własnych myślach na krótką chwilę, zaraz jednak wyrywając się z zamyślenia.
- Oczywiście że nie jestem. Czy ty sama byłaś kiedyś pewna czegoś w stu procentach? - Zaczął cicho, delikatnie przyciągając Jo do siebie - nie stykali się jeszcze ze sobą, ale... No, bez tego bliżej się nie dało. Boże, jak te jej usta drgają...
- Ale powiedzmy, że jeżeli już czegokolwiek w życiu byłem pewien, to tego, że lubię lody Klondike... I tego. - Pochylił się lekko i musnął wargami jej czoło.
No tak, czoło. Pocałunek byłby przecież co najmniej nie na miejscu, prawda?
A przynajmniej tak wmawiał sobie on, cały czas powstrzymując się od zrobienia czegoś - w możliwej ocenie dziewczyny - zbyt odważnego, jednoznacznego czy głupiego.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Boisko

Pisanie by Mistrz Gry on Wto Lip 30, 2013 11:53 am

(SOUNDTRACK)
Felix, jak i reszta chłopaków, nie miał obowiązku wiedzieć, kiedy kobieta jest na straconej pozycji. To właśnie była ta tajemnicza broń płci pięknej, że zawsze wydawała się taka pewna i nie do odkrycia, pomimo licznych bitew prowadzonych wewnątrz.
- Chcę wiedzieć, jak... - urwała.
Nie chciała odpowiadać czy kończyć zdania, bo bardzo dobrze wiedziała, jak się to wszystko potoczy dalej. I nie chciała mu powiedzieć, że czasem też się waha, i nie ma racji. A do tego nie była zdolna.
Spojrzała na niego ponownie, był tak blisko! Przez moment chciała uciec, już kierowała się mentalnie do wyjścia. I wtedy jego ręce, jego dotyk sprawił, że jej myśli zeszły na całkowicie inne tory niż powinny. Jego ciepły oddech owionął jej skórę, kiedy przyłożył swoje wargi do jej czoła.
W cholerę niech idą wszystkie wyuczone zachowania i maniery, jakie wpoili jej rodzice i całe to społeczeństwo, w którym przyszło jej egzystować. Miała ochotę zbuntować się, jak małe dziecko. W jej przypadku wiązało się to z dużą odpowiedzialnością i ryzykiem, ale czy nie na tym to wszystko polegało?Spojrzała w dół, chwilę się tylko wahając.  Był tak blisko.
Stanęła na palcach i musnęła jego wargi, delikatnie,czekając na jego reakcję.

avatar
Mistrz Gry
Admin

Dołączył : 25/06/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Boisko

Pisanie by Gość on Wto Lip 30, 2013 12:18 pm

[soundtrack w głowie Felka]
Serce waliło mu mocniej z każdym jej drobnym, pozornie nieistotnym gestem, z każdą jej reakcją zdającą się zbliżać ich do siebie. Nie pamiętał, właściwie to był nawet przekonany o tym, że nigdy nie pragnął bliskości kogoś tak bardzo, jak właśnie Josée. Nie pamiętał rownież, żeby kiedykolwiek pragnienie tak silne, spełniło się tak łatwo. W tym momencie czuł się po prostu obezwładniony uczuciem, którego nazwanie "szczęściem" byłoby po prostu herezją. Była jak narkotyk, jej zapach, jej gładka skóra w zagłębieniach policzków gdy uśmiechała się lekko. Jej blond kosmyki opadające niesfornie na czoło, powracające posłusznie do linii grzywki gdy dmuchnął w nie lekko. W końcu drgające delikatnie wargi, rozchylające się nieśmiało z każdym wydechem i nieco szerzej, gdy wydobywały się z nich słowa. Cichy, subtelny szept, którego chciało się słuchać bardziej niż jakiegokolwiek innego dźwięku, wyrazy, które odbijały się w uszach pamiętnym echem. Rozkoszna krzywizna ciała pod jego palcami, doskonale wyczuwalna przez cienki, chłodny materiał sukienki. Czuł bijące z jej ciała ciepło. Nie mógł już tego zatrzymać, nieważne jak poprawny nie starałby się być. Tym razem to ona wygrała.
Kiedy opuściła wzrok.
By zaraz z powrotem spojrzeć mu prosto w oczy i unieść się delikatnie. Wiedział już po co, ale cały czas nie chciał wierzyć.
Wiara czyni cuda, co nie?
Przyciągnął ją do siebie, nadal delikatnie, tym razem jednak pozwalając zagłębieniom ich ciał na zetknięcie się razem w jakiejś utopijnej, idealnej harmonii. Uchylił lekko usta i zamknął je z powrotem na jej własnych, pozwalając ich wargom spotkać się już w bardziej intymnej kombinacji. Przechylił delikatnie głowę i wciągnął głęboko powietrze. Czuł wibracje jej serca na własnej piersi, opuszczając drugą dłoń na jej talię i obejmując ją powoli. Czuł jej zapach, wyraźnie jak nigdy, kiedy jej włosy łaskotały go po szyi. Zgubił się gdzieś w sobie, w jakimś chorym śnie - i jak na razie nie szukał wyjścia...


Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Boisko

Pisanie by Mistrz Gry on Wto Lip 30, 2013 12:43 pm

Raz już podjętych decyzji nie można cofnąć i zmienić. Josee nie chciała cofać tego, co sama z resztą spowodowała.
Uniosła się jeszcze wyżej na palcach, kiedy jego usta przylgnęły do jej. Był taki delikatny! Nie takie wspomnienia miała z innych randek, i bardzo podobało się jej to, że Feliks potrafi obchodzić się z nią w taki sposób, jakby była na prawdę z porcelany.
Mając wolne ręce przez moment szukała wyjścia spomiędzy ich ciał, i kiedy tylko udało się jej je wyciągnąć przed siebie, objęła delikatnie szyję Shallowa.
Pociągnęła głowę nieco do tyłu, żeby móc wyswobodzić się z jego ust. Odetchnęła głęboko, nabierając powietrza w płuca i wypuszczając je powoli.
- A więc to tak, monsieur - powiedziała, odpowiadając sobie samej na pytanie, które wcześniej nie mogła dokończyć. Uśmiechnęła się szeroko, szczerze, w pełnej krasie prezentując białe uzębienie.
Opadła na dół, nie puszczając jednak jego szyi. Końce jej palców delikatnie muskały jego ciemne włosy, kiedy patrzyła tak na niego z zadowoleniem i pełną aprobatą.
Może i brzmi to trochę tandetnie i dziwnie, ale Lestrange na prawdę udzieliła mu aprobaty. W sferze, w towarzystwie w jakim przyszło się jej obracać prze całe życie takie były zasady. Nawet praktykowane jeszcze do teraz ustawiane małżeństwa nie przechodziły do realizacji bez aprobaty dziewczyny. I choć jej jak na razie udało się uniknąć tego marnego losu dziewczyny wydawanej bez opinii, to nauczono ją, jak się zachować.
- Za wiele dobrego z tego nie wyniknie... - powiedziała z uśmiechem na twarzy.
Nie spodziewała się niczego po Feliksie. Mógłby ją tutaj teraz zostawić, i nie byłaby zdziwiona. Nie wierzyła w cuda i historie rodem z bajek, dlatego może trochę sceptycznie podchodziła do całej sytuacji. Miała jednak przeczucie, że musi dać mu szansę.
avatar
Mistrz Gry
Admin

Dołączył : 25/06/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Boisko

Pisanie by Gość on Wto Lip 30, 2013 1:02 pm

Nie umiał szybko tego skończyć. Toteż wdzięczny był Jo za to, że nie pozwoliła na profanacje tego pocałunku w jakąś chorą, przedłużającą się, niezręczną wersję tego, jakby nie było, miłego gestu. Podniósł nieco dłonie oparte już teraz na... Umiarkowanie środkowej części jej bioder (ojej, jak to się stało) i zatrzymał je na wcięciu w jej talii. Podążył wzrokiem za jej uciekającą sprzed jego ust twarzą, rad że nie wyraziła chęci wyswobodzenia się z uścisku.
- A więc to tak...? - Powtórzył bezwiednie, jakby nie do końca dając sobie radę z przetwarzaniem dźwięków opuszczających jej krtań.  Rozproszył go jej uśmiech, rozpraszało go jej promienne spojrzenie, tak różne do tego zagubionego, lekko niepewnego, którym raczyła go przed chwilą.
- W razie kłopotów gdzieś się schowamy. - Odparł, przybierając dla odmiany poważny wyraz twarzy - w końcu ile można się uśmiechać, w pewnym momencie zaczęłoby to wyglądać nienaturalnie - nie oszukujmy się, żaden zdrowy człowiek nie powinien być aż tak szczęśliwy. - Znasz jakieś dobre kryjówki? - Dokończył, podnosząc prawą rękę z jej kibici i opierając ją na jej własnej, zaplecionej na jego szyi. Powoli przesuwał dłoń w dół, wędrując od nadgarstka, przez łokieć aż po bark, zgrabnie unikając kontaktu z ramiączkiem kończąc na szyi. Wodząc palcem po jej ciepłej skórze wyczuwał każdy, najdrobniejszy ruch z jej strony, każde drgnięcie jej ciała. Wplótł palce we włosy na tyle jej głowy i delikatnie przyciągnął ją do siebie, po raz drugi już delikatnie całując ją w wargi - tym razem bez szczególnych ekscesów, ot, takie tam, przedłużone - już nie przyjacielskie, ale nadal - cmoknięcie. Felek też nie wierzył w cuda. Ale lubił robić lemoniadę z cytryn, które podrzucało mu życie. A jeszcze bardziej lubił zagryzać nimi tequille.
Boże, znowu tonął w jej oczach.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Boisko

Pisanie by Mistrz Gry on Wto Lip 30, 2013 1:24 pm

Chciała mu odpowiedzieć, ale przerwał jej, zanim jeszcze w ogóle ułożyła wszystkie słowa w kolejności w swojej głowie.
Zignorowała jego pytanie, zachowując swoje myśli dla siebie.
Poddała się jego cmoknięciu i oddała je nawet, mocniej przyciągając się na rękach do jego ciała. Znów stanęła na palcach - był to jakby wyznacznik intensywności i zaangażowania, ale nie w takiej dosłownej interpretacji. Była po prostu trochę za niska, a stanie tak dawało jej więcej możliwości, i mogła mieć go nieco bliżej.
Wpiła się w jego usta całkiem mocno, po czym znów opadła na pięty. Jej policzki zaróżowiły się znacznie a tętno podskoczyło.
- Znam przynajmniej jedno miejsce, w którym powinnam teraz być - powiedziała, unosząc lekko brwi. - I w którym nie powinieneś się znajdować.
Miała rzecz jasna na myśli swój pokój wspólny i rozrzucone po dormitorium książki do Obrony. Dzień nie trwał wiecznie, a na jutro musiała oddać ten głupi esej, a on nie napisze się sam.
Puściła jego szyję i odsunęła się na ten bezpieczny krok.
- I muszę coś skończyć na jutro - powiedziała tonem wskazującym na to, że jest to na prawdę ważna rzecz, której odłożyć nie mogła.
Cmoknęła go jeszcze szybko w policzek i zwróciła w stronę wyjścia ze stadionu, idąc tak jakby lżej niż zwykle. Wyglądało na to, że to koniec niespodzianek na dzisiaj.
Lestrange jednak obróciła się chwilę później i powiedziała:
- Widzimy się w sobotę pod Rozbrykanym Jednorożcem!
I zniknęła z pola widzenia.
avatar
Mistrz Gry
Admin

Dołączył : 25/06/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Boisko

Pisanie by Gość on Wto Lip 30, 2013 1:40 pm

Nie można było odmówić Jo nagłego przypływu entuzjazmu. Cholera wie, może to prawda, że najtrudniejszy jest ten pierwszy krok?
Kiedy ich usta rozdzieliły się z powrotem, przejechał dłonią po jej ciepłym poliku. Niewiarygodne jak pozytywnie nastroił się w ciągu tych kilku zasadniczych minut.
Bez oporów zrozumiał sugestię. Nie, żeby nie miał nadziei na to że spędzą ze sobą trochę czasu więcej, może że zagra jej coś na gitarze... Że siupną sobie na murawie i pogapią w niebo...
Boże, romantyczność niszczy osobowość.
- Mhm, jasne... - Mruknął tylko wykrzywiając usta w lekko ironicznym uśmiechu, coby nie pomyślała że łatwo daje za wygraną. No ale wyglądało na to, że rzeczywiście musi lecieć. Nie miał zamiaru w to ingerować. Jak i, na dłuższą metę, nie miał zamiaru dać jej się unikać. Co to to nie, panno L.
- Leć, leć... - Puścił jej oko i przytulił lekko do boku, kiedy cmoknęła go na pożegnanie. Iście bajkowe goodbye.
Patrzył za nią, odchodzącą w kierunku wyjścia, jakby popychaną podmuchami wiatru, na jej sukienkę to rozluźniającą się, to spinającą na jej biodrach... Kiedy odwróciła się nagle.
Jednorożec? Chatoeil?
Dziewczyna właśnie zaprosiła go na rendez-vous...? Boże, świat jest jednak popierdolony i piękny za razem.
Kiedy Jo opuściła mury stadionu, Felek odwrócił się jeszcze i przywołał różdżką gitarę. Zarzucił ją na plecy i energicznym, uradowanym krokiem opuścił obiekt.

bye bye

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Boisko

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach