Drewniany most

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Drewniany most

Pisanie by Josée Lestrange on Wto Cze 25, 2013 8:45 pm




Drewniany most jest jedną z najpiękniejszych rzeczy wybudowanych wokół zamku. Lichą konstrukcję porasta obficie bluszcz czarny - bez niego zapewne już dawno potrzebna byłaby magia. Przecina on rzekę w najszerszym jej odcinku, gdzie tworzą się kaskady na skałach. Widok nocą polepszają lampy zamocowane na całej długości mostu.

avatar
Josée Lestrange
Admin

Dołączył : 24/06/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Drewniany most

Pisanie by Gość on Pią Lip 26, 2013 11:18 am

Gdyby nie pełnia i pozapalane w nielicznych pomieszczeniach zamku światła, błonia byłyby o tej porze zupełnie ciemne. Nie żeby szło się tu zgubić - wszędzie były malownicze, kamienne ścieżki, drzew było co prawda jak na lekarstwo, ale każdą alejkę otaczał rząd niskich krzewów.
Inaczej było w przypadku dróżki do mostku, całej właściwie wokół zarośniętej. I to na tą (tak mu się przynajmniej wydawało) arterię skierowała się umykająca mu panna Lestrange. W sumie to go to nawet bawiło, poczuł pewną swobodę miedzy ich dwójką.
- Jo! - Rzucił w przestrzeń dość głośno, w końcu byli już poza zamkiem, a o tej porze nie powinno być poza nimi nikogo na zewnątrz... Prawda?
Wyszarpnął z kieszeni różdżkę i uniósł ją w powietrze.
- Lumos... - Mruknął i zamachnął się przed siebie. Oderwała się od niej mała, intensywnie błyszcząca iskierka barwy jasnego błękitu. Z ciemności wyłonił się mostek. No i teraz zagwozdka panie Shallow, Jo przez niego przebiegła? Jest gdzieś w pobliżu?
Nie żeby był zirytowany, nadal go to bawiło. Za panną Lestrange mógł i w sprincie biec do stadionu, ale milej byłoby bez wątpienia w jej bezpośrednim towarzystwie.
Nie myśląc szczególnie jasno zszedł po pochyłości brzegu w kierunku wysokich trzcin porastających okolicę filaru mostku. Szum, trzask łamanych gałęzi, a może woń oranżady - albo wszystko razem wzięte - coś mówiło mu, że Jo spierdzieliła właśnie tutaj.
- Panno Lestrange, nalegam... Prosze nie zmuszać mnie do użycia siły persfazji. - Rzucił w powietrze sztucznie i zapewnie wyczuwalnie poważnym tonem. Stanął w przerwie między trzcinami a linią wody, wciąż przyświecając sobie różdżką. Spojrzał w górę, na nakrywającą go konstrukcję mostku i w bok, na kamienny brzeg rzeki obijającej się od małych kaskad. Gdzie ona do cholery się podziała.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Drewniany most

Pisanie by Mistrz Gry on Pią Lip 26, 2013 11:39 am

Zeszła z dziedzińca z fontanną, obracając się tylko raz, i widziała, jak za nią podąża. Jej jasne włosy odbijały nikłe światło księżyca, a sukienka powoli wtapiała się w ciemny obraz błoni.
Poruszała się nie za szybko, lecz cicho i bezszelestnie, jak wielki kto, którym musiała byś w poprzedni wcieleniu.
Słyszała jak ją woła... Czyżby zgubił jej ślad pośród wolaki mroku i ciemności spowijającej błonia..? Cóż za szkoda... Cóż za tragedia...
Doszła do mostku i obróciła się, spoglądając na pojawiające się nikłe światełko w oddali. Przez chwilę stała w miejscu, rozważając równe opcje, aż w końcu jej wzrok padł na filar przy wodzie, odbijającej światło księżyca. Wiedziona pokusą sprawdzenia, co jest niżej, ześlizgnęła się pomiędzy wysokie trzciny.
Ukrywanie się przed Feliksem nie było w jej intencji, jednak takie osoby jak Josee chodzą swoimi ścieżkami, czasem zapominając o innych.
Nie zatrzymywała się na długo, już po chwili była po drugiej stronie filaru, wychodząc z lewej strony mostka na błonia. I wtedy mignął jej Shallow ze swoim światełkiem nadziei nad głową.
Uśmiechnęła się pod nosem i zaczęła śledzić go krok w krok za plecami.
- Przekonaj mnie... - powiedziała ledwo dosłyszalnym szeptem, przejeżdżając delikatnie palcem od ramienia do ramienia. I znów jej nie było.
Weszła na mostek, pokonała go, stąpając powoli i delikatnie po deskach, by nie wydać żadnego dźwięku zdradzającego jej pozycję.
- Niech mnie pan przekona, panie Shallow - mruknęła, będąc tuż nad nim. Bawiła się wprost wyśmienicie.
avatar
Mistrz Gry
Admin

Dołączył : 25/06/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Drewniany most

Pisanie by Gość on Pią Lip 26, 2013 12:03 pm

Mostek był starą jak świat, skrzypiącą kupą drewna. Rozróżnienie dźwięków wydawanych przez wiatr od tych powodowanych krokami panny Lestrange nie należało do łatwych. Ale, co tu dużo gadać - Felek swój spryt miał. Podciągnął się lekko na jednej z poziomych belek znajdujących się pod mostkiem i spojrzał w górę przez szparę między deskami. Stopy Jo znajdywały się w odległości jakiś trzech metrów od niego, bliżej wody, zwrócona była - na to przynajmniej wyglądało - w stronę górnego biegu rzeki, czyli w stronę, gdzie niedawno jeszcze stał. Sprytna bestia...
Opuścił się delikantie na wilgotną, pochyłą ziemię brzegu i wrócił w miejsce, w którym spodziewała się go chyba Jo.
- Jo, to nie jest śmieszne. - Zamarkował nieudolną panikę, po czym cichaczem wrócił na drugą stronę filaru i spojrzał w górę na krawędź mostku. Poręcz, będąca konstrukcją w rodzaju luźno zbitej z desek kraty, była w całości porośnięta gęstym bluszczem. Liście to nie tyle przeszkoda, ale zdrewniałe, twarde i chrzęszczące przy każdym powiewie wiatru łodygi mogły łatwo go zdradzić.
Tak, zgadza się. Teraz nie brał już tego jako dowcip.
To znaczy oczywiście nadal go to bawiło. Ale teraz planował urządzić sobie polowanie na tę niewinną, blond panienkę.
Z łatwością podciągnął się na poziom desek i poręczy. Zaparł się rękoma o barierkę i delikatnie, żeby nie poruszyć bluszczu, wyciągnął uprzednio schowaną do kieszeni różdżkę.
Teraz spokojnie, niewerbalne wcale nie są takie trudne.
Bo potrzeba w końcu nie tyle skupienia, co motywacji, prawda?
Diffindo. DIFFINDO.
Udało się, na końcu jego różdżki pojawiła się mała, niemalże w refleksach księżycowego światła niezauważalna iskierka. Nakreślił prostą linię wzdłuż barierki i już po chwili szeroka połać żywopłotu opadła do wody, wycięta równiej niż przy użyciu sekatora. Szum listków został natychmiast zagłuszony przez wodę, za to chłopak mógł teraz wciągnąć się na most i...
SKRZYP
Nieznośnie głośne skrzypnięcie deski pod jego kolanem. Zdążył się jeszcze zaprzeć, wyskoczyć w kierunku dziewczyny i objąć ją mocno ramionami. Przybliżył usta do jej ucha i rozdmuchnął kosmyki jej grzywy łaskoczące jego czoło.
- Chociaż, jakby się dłużej zastanowić, to całkiem zabawne. - Mruknął tak cicho, jak potrafił.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Drewniany most

Pisanie by Mistrz Gry on Pią Lip 26, 2013 12:17 pm

Może i dla niego nie było to zabawne, ale ona bawiła się wyśmienicie. Na co dzień nie pozwalała sobie na taką swobodę w obyciu, najczęściej też była poważna i w pełni opanowana, ale koro przytrafiło się jej tak świetne towarzystwo...
Felix nie oczekiwał do niej wszystkich tych eleganckich i urzędowych zachowań jak cała reszta. Nie był też taki sztywny i oficjalny jak większość jej znajomych, no i okazał się po prostu całkiem fajnych chłopakiem, kiedy w końcu uwolnił się z tego skrępowania, jakie zawsze Josee wyczuwała, kiedy z nią próbował rozmawiać.
Zastanowiła się nad tym przez chwilę i w tym momencie właśnie straciła czujność. Chłopak dopadł ją w mgnieniu oka, i nie ukrywała, że się przestraszyła.
Podskoczyła na tyle, na ile było jej dane, opleciona jego ramionami. Wciągnęła ze świstem powietrze do ust, i wydawało się, że zaraz wybuchnie jak gorejący wulkan, ale tylko wpatrywała się w osłupieniu w jego oczy, sama mając swoje szeroko otwarte. Na chwilę zaparło jej dech w piersiach. Rozchyliła delikatnie usta.
Próbowała coś powiedzieć, ale po raz pierwszy od... zawsze (?) zabrakło jej słów. Nigdy wcześniej też nikt nie odważył się zaryzykować z nią bezpośredni kontakt fizyczny.
Raz skończyło się to dla delikwenta ciężkim zaklęciem, i do teraz patrzy na nią jedynie z daleka. Tylko że tamtego ataku się spodziewała. A Felix ją po prostu zaskoczył.
avatar
Mistrz Gry
Admin

Dołączył : 25/06/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Drewniany most

Pisanie by Gość on Pią Lip 26, 2013 12:30 pm

A Félixowi ręce jakby się zespawały - to znaczy rozluźnił uścisk, oczywiście, i teraz nie miał już dłoni splecionych ze sobą, tylko luźno ułożył je na plecach dziewczyny, opierając dłonie w miejscu, które nie było jeszcze chyba jakoś... Inwazyjne? No, w połowie wysokości pleców dziewczyny. Niezwykłe, jak taka chłodna, pozornie opanowana osoba, emanowała z bliska... Po prostu życiem. Czuł jej przyśpieszony, gorący oddech na podbródku, widział zmieniający się kształt jej źrenic i wyczuwał delikatne rozszerzanie się klatki piersiowej, doświadczył nawet lekkiego drgania pleców - w rytm kołatania jej serca.
W tym momencie coś go jednak... Uderzyło? Można powiedzieć, że gwałtownie się przejął. Przecież to pierwszy raz, kiedy są ze sobą - tym razem wyjątkowo dosłownie - blisko, a on już robi coś, co ma z grubsza dwuznaczny charakter. Ale nie potrafił się za to skarcić - po prostu dawało mu to niesamowite uczucie komfortu.
Rozchylone usta, szeroko otwarte oczy, to wszystko dawało mu jakieś szalone znaki, których jednak nigdy nie potrafił u Jo interpretować. Zdecydował się na lekkie rozluźnienie atmosfery.
- Ehm, wybacz... - zaczął, patrząc jej teraz, dla odmiany, na wargi. Pełne, jasnoróżowe, komponujące się z odcieniem bladej skóry... Moment, moment, chciał coś powiedzieć przecież. - ...chyba powinienem cię uprzedzić jakimś...? - Udał chwilowe zamyślenie i znowu zbliżył własne czoło go jej. - BU? - Zaakcentował uśmiechając się nieśmiało, jakby przepraszająco. Cholera, jej wargi tak strasznie blisko, ale blokada ruchowa tak intensywna. Najgorsza walka, to walka ze sobą.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Drewniany most

Pisanie by Mistrz Gry on Pią Lip 26, 2013 2:45 pm

Rozluźnił uścisk, a z niej powoli uchodziło powietrze. Drobnymi kroczkami wracała też do normalnego stanu umysłu i wzięła kilka płytkich oddechów. Kiedy mówił swoim niskim głosem ona na powrót odzyskała pełną kontrolę nad swoim ciałem i umysłem, ale nim zdążyła coś powiedzieć, na powrót jego twarz znalazła się blisko jej ust. Takie sytuacje nie powinny mieć miejsca, i dobrze o tym wiedziała. Problematyczne było też to, że nie do końca wiedziała, jak ma się zachować.
Wyswobodziła lekkim ruchem swoje dłonie, by przyłożyć je do jego klatki. Chciała go od siebie odsunąć, lekko napięła mięśnie ramion, ale poddała się od razu, nie stwarzając tak na prawdę żadnego nacisku.
Nawet, gdyby chciała coś zrobić, mógł ponownie chwycić ją w żelazny uścisk.
Spojrzała na jego przepraszający uśmiech i już nie wiedziała, a raczej nie chciała wiedzieć, co ze sobą zrobić.
- Aaaa! - odpowiedziała jak głupia pięciolatka, patrząc się w jego oczy; i nie mogła przestać. Jej policzki zaróżowiły się lekko. Normalnie Josee nie dostawała wypieków, nie miała problemów z takimi rzeczami, i dzięki temu udawało się jej zachować tę maskę obojętności w stosunku do wszystkiego i wszystkich. Ale jak widać na załączonym obrazku, dzisiejszy dzień, a raczej noc, była pełna niespodzianek. Patrząc z boku można by jej nie poznać.
Udało się jej wyswobodzić z jego spojrzenia, i przeniosła wzrok na swoje dłonie, przyczepione do jego szaty jak rzepy.
- Ym... Bu byłoby dobre... - mruknęła, nie mając odwagi by podnieść znów wzrok.
avatar
Mistrz Gry
Admin

Dołączył : 25/06/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Drewniany most

Pisanie by Gość on Pią Lip 26, 2013 2:58 pm

Sposób, w jaki dziewczyna reagowała był, jak z resztą wszystko w jej zachowaniu, niejednoznaczny. Już czuł się odepchnięty, już chciał zacząć przepraszać, a tu nagle Jo zamiast go odepchnąć zaczęła z nim, hm... Może flirt to za duże słowo, ale w każdym razie... Nie zwiększyła dystansu komitywy.
Uśmiechnął się, niewinnie wystawiając ząbki, kiedy dziewczyna iście profesjonalnie udała przerażenie. Ach, acting...
Jej skóra na polikach drgała lekko, i choć policzki rzeczywiście zdawały się być zaróżowione, to nie można było stwierdzić tego z całą pewnością.
Ale coś było nie tak. Zdecydowanie za długo tak już stali, ot, pozornie niewinnie patrząc się sobie wzajemnie w oczy. Coś tu iskrzyło, czy też właśnie wręcz przeciwnie? Po tylu niecnych planach i myślach na temat Jo, jak na ironię Felek nie miał pojęcia co z nią teraz zrobić i czy jakikolwiek ruch nie zostanie odebrany opacznie.
Podążył wzrokiem za spuszczonym spojrzeniem dziewczyny. I choć unikał odważnych czy głupich gestów jak mógł, nie potrafił powstrzymywać się wiecznie. Ludzie cenią go za szczerość. Czy i teraz nie może być bezpośredni?
Zabrał prawą dłoń z pleców dziewczyny i chwycił delikatnie jej rękę opartą na jego piersi. Ciekawe, nawet przez jej dłoń - co prawda szczupłą, chudą wręcz, no ale jednak - wyczuwał pijane tango swojego serca. Lekkim, choć zdecydowanym gestem uniósł jej lewą dłoń i splótł wzajemnie ich palce. Wnętrze dłoni miała ciepłe, ale suche - nic co mogłoby wskazywać na zdenerwowanie, a przecież wydawała się teraz równie speszona co on.
Nie chciał niczego mówić. Nie wiedział, jak ubrać swoją fascynację w słowa i nie wyjść na kogoś, kto chce przelecieć dziewczynę na pierwszej randce, w ogóle bez poznawania jej i później zostawić - nie oszukujmy się, taki schemat był częsty. A on po prostu pragnął Jo, tyle że w inny sposób. Chciał jej, nie jej ciała. Chciał tego już od dawna, a teraz, kiedy miał w końcu szansę jej o tym powiedzieć, nie potrafił znaleźć słów.
Serce waliło mu jak szalone.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Drewniany most

Pisanie by Mistrz Gry on Pią Lip 26, 2013 3:22 pm

Josee przyzwyczaiła się, że nikt nie przebywał w jej strefie osobistej bez jej pozwolenia, a już na pewno nie obejmował jej ciepłymi ramionami, które tak dobrze chroniły przed pierwszymi powiewami jesiennego wiatru.
Chciała powiedzieć coś jeszcze, ale nie mogła. Zaschło jej w gardle i próba wydobycia z niego jakiegoś dźwięku skończyłaby się jedynie dziwnym pomrukiem.
Kiedy jego dłoń spotkała się z jej dłonią, przeszedł ją lekki dreszcz, a serce podskoczyło raz, czy dwa trochę wyżej, niż powinno. Miał taką przyjemną, ciepłą skórę. W jego męskich dłoniach jej pajęcze palce wyglądały jak niewielkie nitki i zdawały się być jeszcze drobniejsze niż w rzeczywistości.
Patrzyła na wplatające się palce Feliksa i nie protestowała.
Coś poruszyło się w wodzie, pluskając głośno, a Lestrange kurczowo zacisnęła palce wokół jego dłoni.
Wróciła też do rzeczywistości, jak uwolniona spod zaklęcia, i spojrzała na chłopaka.
- My... powinniśmy... zanim... - powiedziała niemrawo, po czym odchrząknęła cicho. - Myślę, że powinniśmy już wracać.
Wcześniej tego nie zauważyła, ale nieco się przygarbiła, jakby wtulając w postać chłopaka. Teraz wyprostowała się, jak stara, dobra Lestrange. Nie puściła jednak dłoni Felixa, ani nie próbowała wyswobodzić swojej. Tak było całkiem przyjemnie.
avatar
Mistrz Gry
Admin

Dołączył : 25/06/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Drewniany most

Pisanie by Gość on Pią Lip 26, 2013 3:28 pm

Wiatr rzeczywiście dawał popalić i Felek razem z Jo wpasowali się w siebie, czy to podświadomie, czy nie - trudno powiedzieć. Mocne zaciśnięcie jego dłoni wyrwało go z odrętwienia, sytuacji bez wyjścia - nazwijcie to jak chcecie, ze stanu, w którym przyjemność spotykała się z zakłopotaniem. Był temu równocześnie wdzięczny i wkurzony.
Wysłuchał słów dziewczyny i przetworzył je szybko. Zadziwiające, jak szybko potrafi się zmienić, z uległej i niewinnej w jakąś taką... Obcą? Chłodną, to chyba lepsze określenie.
- Jak chcesz... - Mruknął i dla próby objął ją lekko ramieniem i uśmiechnął się delikatnie. - Jo, jeżelizrobiłemcośczegoniepowinienemprzepraszammamnatwoimpunkciepierdolca. - Wyrzucił jednym tchem i przybrał wyraz twarzy zbitego psa. - Ok, dobrze, idziemy... - Przerażony własnymi słowami wyrwał do przodu, zaraz jednak zatrzymał się przed mostkiem i poczekał, aż dziewczyna zrówna z nim krok.
- Przepraszam. - Dodał jeszcze, sam nie wiedząc za co i ruszył z Jo w stronę zamku.
Jedynym dźwiękiem słyszalnym w powietrzu był nieznośny, natarczywy gwizd wiatru i łomotanie ich serc.

zt x2?

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Drewniany most

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach