Schody

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Schody

Pisanie by Josée Lestrange on Sro Cze 26, 2013 3:23 pm




Schody, jak schody. Niczym nie różnią się o tych piętro niżej, czy tych znajdujących się wyżej. Wykonane z marmuru, równie zdradzieckie, co posadzka korytarzy.

avatar
Josée Lestrange
Admin

Dołączył : 24/06/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Schody

Pisanie by Rocco Roché on Wto Lip 02, 2013 6:51 pm

Rocco lubił przesiadywać na schodach na czwartym piętrze. Właściwie nie wiedział dlaczego. Po prostu zawsze, gdy było mu źle, gdy za bardzo rozpierała go energia, której nie potrafił w żaden twórczy sposób wykorzystać, gdy nudził się niemiłosiernie, a znajomi woleli siedzieć z nosami w książkach właził aż na czwarte piętro, ślizgając się po marmurowej posadzce i lokował swoje cztery litery na zimnych stopniach, rozkładając się na nich, jak jakaś ofiara. Bo właściwie w tej chwili za ofiarę się uważał. Ofiarę ludzkiej bezduszności, ofiarę systemu nauczania, ofiarę…  Nieważne. W tej chwili istotniejszym faktem było to, że Roch w połowie zażartej dyskusji na temat ostatniego, fatalnego meczu Trytonów z Marsylii postanowił, jakby nigdy nic, wyjść bez słowa. Bunt? Zrobienie na złość znajomym od siedmiu boleści? Dyskomfort psychiczny? Brak zrozumienia? Nuda? Nie wiedział. Impuls popchnął go do drożenia w życie ulotnej myśli – musiał wyjść z pokoju wspólnego właśnie teraz, w tej chwili, bo potem będzie za późno, nie będzie mu się chciało, nie uzyska takiego efektu, jaki planował. Więc wyszedł, udając się w najbardziej oczywiste miejsce, w jakim można by go było znaleźć. Nie chciał się ukrywać przed całym światem. Właściwie to szukał towarzystwa, choć może nieco innego od tego, w jakim przyszło mu przebywać przez kilka ostatnich godzin. Może podświadomie liczył na to, że gdzieś w drodze na czwarte piętro spotka Saskię? A może miał nadzieję, że uda mu się wywinąć jakiś porządny numer, dzięki któremu będzie musiał odbębnić co najmniej tygodniowy szlaban? Tego też nie wiedział. Gdy więc bez żadnych sensacji dotarł do swojej oazy spokoju, zaległ na schodach z dziwnym poczuciem niespełnienia i niepokojącym uciskiem w brzuchu. I chociaż ostatnie raczej na pewno było wynikiem nie pojawienia się na kolacji, Rocco nie spieszyło się, by znaleźć się w Wielkiej Sali pośród uczniów kończących powoli posiłek. Ograniczył się tylko do wpatrywania się w sufit, jakby w nadziei, że wzrokiem wywierci w nim dziurę, i nasłuchiwania zbliżających się kroków.

___________________________


Welcome my son, welcome to the machine. Where have you been?
It's all right, we know where you've been. You've been in the pipe line filling in time,
Provided with toys and scouting for boys. You bought a guitar to punish you ma,
And you didn't like school, and you know you're nobody's fool.
So welcome to the machine.
avatar
Rocco Roché
Kapitan drużyny quidditcha

Dołączył : 25/06/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Schody

Pisanie by Artemisia O'Brey on Wto Lip 02, 2013 7:44 pm

Artemisia jak zwykle była pełna energii, chociaż chętnie w tym momencie się jej pozbyła, bo musiała odrobić lekcje. Jak ma nudny dzień, to zadania jakoś łatwiej jej idą, bo nie chce jej się robić nic więcej...a tak, to wolałaby pobiegać w kółko czy pograć w jakąś głupią grę. Ostatnio polubiła mugolskie karty, zdecydowanie należało to do kreatywnych gier. A tak to nawet nie mogła zostać do końca kolacji, bo musi iść do dormitorum po książki żeby iść do biblioteki. Chociaż może lepiej tam nie iść, skoro napakowała sobie jedzenia w kieszenie. Ostatnio ją bibliotekarka opierniczyła za jedzenie i już chciała odejmować punkty, ale całe szczęście zlitowała się nad nią. Więc został jej pokój wspólny, albo jakiś pusty korytarz...znając życie w dormitorium o tej godzinie będzie głośno, a gry i zabawy kuszą niemiłosiernie. Tak więc ostatnią jej opcją był jakiś pusty korytarz. Dobrze, że była prefektem wiec zawsze może się usprawiedliwić, ze czatuje na jakichś uczniów czy coś w ten deseń. Jest plan, jest moc. Teraz trzeba było wcielić to w życie. Pożegnała się z przyjaciółmi w wielkiej sali, ucałowała swojego brata w policzki za co dostała w brzuch z łokcia i niezbyt miłe słowa. Uwielbiała go drażnić w ten sposób, zawsze zabawnie było widzieć go zakłopotanego i lekko poirytowanego. Wychodziła z sali tyłem ciągle wygłaszając swoją mowę pożegnalną:
- Nie płaczcie moi mili. Zobaczymy się niedługo, ucałuje was i przytulę, podzielę się doświadczeniem zdobytym  w czasie naszej rozłąki. Nie martwcie się o mnie...dam sobie radę - chciała coś jeszcze dodać ale nie widząc drogi, wpadła na jakiegoś innego ucznia. Od razu zaczęła go przepraszać, ale na szczęście nic mu się nie stało. Tylko ona jak zwykle musiała się zbłaźnić. Lekko chichocząc pomachała raz jeszcze do swoich znajomych i wyszła z sali.
Teraz musiała narzucić sobie większe tępo żeby zdążyć przed godziną policyjną. Chociaż była prefektem to miała jakieś pół godziny więcej czasu, ale nadal. Jakiś dobry przykład tym dzieciakom musiała dać. W połowie drogi pomyślała o skrócie, prowadzącym do dormitorium, ale już minęła przejście a wracać jej się nie chciało. Tak więc brnęła dalej przez te schody i o mało by nie wpadła na jednego z uczniów siedzącego na schodach.
- O matko boska! -krzyknęła zaskoczona i położyła dłoń na sercu pochylając się nieco i oddychając szybko. No bo niby skąd miała wiedzieć, że ktoś tu jest! Tak to by bardziej patrzyła przed siebie. Po chwili uniosła głowę by spojrzeć, o mało kogo nie zabiła. Widząc znajomą twarzyczkę uśmiechnęła się szeroko.
- Joł joł -zrobiła jakiś dziwny gest ręką, który miał symbolizować rapera, ale co ona o tych raperach wie.
- Co tak sam siedzisz? Byłeś w ogóle na kolacji? Nie widziałam Cię....nie powinieneś opuszczać tak ważnego posiłku, no weź już i tak jesteś wystarczająco chudy. Mogę usiąść? I tak usiądę -jak to ona musiała zacząć zadawać milion pytań na raz, nawet tych totalnie nie potrzebnych. Usiadła sobie również obok niego i szturchnęła lekko łokciem w bok chłopaka by zaczął mówić.
avatar
Artemisia O'Brey
Prefekt

Dołączył : 01/07/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Schody

Pisanie by Rocco Roché on Sro Lip 03, 2013 4:33 pm

Rochowi nigdy do głowy nie przyszłoby, że ktokolwiek mógłby go nie zauważyć, gdy tak w spokoju kontemplował plamy na suficie i ścianach (czyżby łazienki w Beauxbatons kiedyś wylały, a ekipie sprzątającej umknęło kilka szczegółów?). No bo przecież wcale mały nie był. Właściwie to, gdyby odrobinę się przesunął, zagradzałby całą szerokość schodów. Więc w momencie kiedy niemal został stratowany, a ponad jego głową rozbrzmiał dźwięczny głosik, skierował mrożący krew w żyłach wzrok na intruza z zamiarem pozbawienia go życia samą siłą woli.
- Ej, ej, bez takich mi tu. Płci nie zmieniłem, więc matką nie jestem, choć boski i owszem – rzucił, wciąż groźnie lustrując stojącą przed nim Misię, i przeciągnął się, niczym kot.
Może ze zwykłej uprzejmości, a może dlatego, że zaczęło robić mu się niewygodnie, usiadł na schodach, jak porządny człowiek, robiąc tym samym miejsce dla dziewczyny, która już kilka chwil później klapnęła obok niego i zaczęła nadawać, jak katarynka. Rocco w desperacji zamachał łapkami, próbując uciszyć ten jej, całkiem przyjemny bądź, co bądź, jazgot. Bo przecież nie może być, żeby ktokolwiek pobił go w wypowiadaniu miliona słów na minutę, wystrzeliwujących z rochowych ust dosłownie z szybkością karabinu maszynowego.
- Jesteś nieznośna, wiesz? Za dużo gadasz, za dużo chcesz wiedzieć, za dużo w ogóle. I poza tym, kto cię upoważnił do przeprowadzania tutaj, na środku schodów, w miejscu publicznym, jakichś dziwnych przesłuchań, co? Może Saskia? Tylko mi nie kłam w żywe oczy! – zakrzyknął, prawie-że idealnie zbulwersowany. Jedynie drgające kąciki warg zdradzały, że jeśli jeszcze trochę pociągnie ten teatrzyk, wybuchnie gromkim śmiechem i umrze. – Ale nieważne. Czemu siedzę sam? Bo ludzie są źli i niedobrzy, i nikt mnie nie lubi. Kolacja też jest zła. Muszę trzymać linię, jak przytyję, to się na mietle nie utrzymam, nie? I jeszcze twój brachol będzie w stanie zrzucić mnie z piedestału.
Bo kto, jak kto, ale to Rocco przodował w byciu tym najlepszym graczem spośród wszystkich szkolnych drużyn quidditcha. Choć może sam sobie to wmawiał, a naprawdę było całkiem inaczej? W sumie nie wiedział, chociaż fakt, że był kapitanem Bellefeuille bez wątpienia wpływał na to, że grono biednych, wzdychających do niego na zajęciach i po nocach dziewczątek rosło z każdym meczem. Biedny on, nie ma życia w tej szkole.

___________________________


Welcome my son, welcome to the machine. Where have you been?
It's all right, we know where you've been. You've been in the pipe line filling in time,
Provided with toys and scouting for boys. You bought a guitar to punish you ma,
And you didn't like school, and you know you're nobody's fool.
So welcome to the machine.
avatar
Rocco Roché
Kapitan drużyny quidditcha

Dołączył : 25/06/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Schody

Pisanie by Artemisia O'Brey on Sro Lip 03, 2013 5:17 pm

Misia była bardzo zdolna, może do całkiem ślepych nie należała, ale wystarczyło, że myślami była gdzie indziej. Co w sumie całkiem często się zdarzało i wpadała na ludzi czy jakieś kolumny. Dla niej chleb powszedni, nic specjalnego...tylko, ze nigdy nikogo nie zabiła i całe szczęście, ze nie bo by się chyba załamała i zamknęła w sobie. Łoh, wtedy to by Lu z nią nie wytrzymał, nikt by nie wytrzymał.
- A skromny, nie ma co. I nie przesadzaj, trochę wyglądasz jak laska -stwierdziła żartobliwie, bo nie miało to przynieść skutków focha z przytupem ze strony chłopaka. No, w ten sposób na pewno zdobędzie jego serce, czy cokolwiek innego. Świetnie jej idzie te flirtowanie czy filtrowanie, jak to lubi nazywać. Bo w sumie już przefiltrowała jedną głupią wypowiedź, której nie powtórzy.
Na jego słowa tylko prychnęła. Ona nieznośna? W sumie to nic nowego, już to słyszała..zresztą wszyscy ją kochają, więc tym bardziej wzruszyła tylko ramionami.
- Jestem prefektem kochasiu, ja mogę więcej niż przeciętny uczeń w tejże szkole. A Saskia dała mi pozwolenie już dawno dawno temu, mam immunitet -stwierdziła z poważnym wyrazem twarzy i poklepała go po ramieniu, żeby pogodził się z tym faktem. Jednak na kolejne słowa zrobiła nieco smutną minę, bo wystawiła dolną wargę i zrobiła podkówkę, wyciągnęła rękę i pogłaskała go po głowie.
- Och, biedaczek mój malutki - a co tam, ze był o dwa domy większy od niej - Ja Cię lubię, i mam kolacje w kieszeniach jak chcesz. Jesteś chudszy ode mnie więc w tej kwestii zamknij się księżniczko. A Lu? -tutaj prychnęła i pokręciła głową jakby jego wypowiedź o jej bracie była tak głupie, że nie może uwierzyć, ze to powiedział - Jest dobry...jednak nie takie grubasy na miotłach latają -miała nadzieje, że pocieszenie go jej wyszło. Jeszcze przytuliła rudzielca, który wcale nie był rudy. Wcale a wcale jej się nie podobał, po prostu byli dobrymi przyjaciółmi. Ta jasne, pewnie większość już się domyśliła, ze to ona prowadzi jego fanclub, który nie istnieje. Zresztą gdyby leciała na niego tylko na miotle, to by w sumie tutaj jej nie było...tylko byłaby przyklejona do jednego z plakatów, który ma powieszony nad łóżkiem.
avatar
Artemisia O'Brey
Prefekt

Dołączył : 01/07/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Schody

Pisanie by Rocco Roché on Sro Lip 03, 2013 9:07 pm

- Zamilcz, bo pogrążasz samą siebie – powiedział tonem nie znoszącym sprzeciwu.
Jakkolwiek lubił Artemisię, to nieraz naprawdę go wnerwiała swoimi przytykami i obnoszeniem się z prefekturą. Choć nie, może wcale się nie obnosiła? Może po prostu musiała na każdym kroku przypominać wszystkim, że ma od nich większą władzę, chociaż wcale nie wygląda na kogoś, kto mógłby bez mrugnięcia okiem pozbawić kogokolwiek kilku cennych punktów, a przy okazji zrobić w honorze drugiego człowieka wielką, ziejącą czernią dziurę? On się w sumie nie znał i znać się nie chciał. Miał swój świat, swoje kredki i, gdyby się uprzeć, tylko na nich mu zależało i one go interesowały. Nic ponad i nic poza tym.
Pozostawał jeszcze fakt cichego sojuszu Artemisii z Saskią. Doprawdy, Rocco za cholerę nie potrafił znaleźć powodu, dla którego te dwie skątki tylnowybuchowe zawarły pakt krwi i uwzięły się na nim. I tak był biedny, naprawdę nie potrzebował kolejnych utrapień, na pewno nie w postaci tej dwójki. Jeszcze by mu brakowało, by reszta znajomych także przyłączyła się do gnębienia z niewiadomych powodów, bo nie bardzo chciało mu się wierzyć w to, że nieoczekiwanie wszyscy poczuli chęć do sprawowania nad nim opieki. Jakby tego w ogóle potrzebował.
- ARTEMISIA! – ryknął, kiedy dziewczę zaczęło głaskać go po głowie i kusić pysznymi rzeczami. – Weźże się uspokój, bo wrzucę cię do zagrody z hipogryfami. Nie jestem chudy. Ale kolacją nie pogardzę – dodał jeszcze, uśmiechając się diabolicznie. Wszak jeśli miałby zasłabnąć i wylądować w skrzydle szpitalnym na nie wiadomo jak długo, tylko straciłby w oczach drużyny. – Pokaż, co wzięłaś. I nie rób tak więcej, bo jestem skłonny pozbawić cię rączek, pamiętaj! – ostrzegł ją dobrotliwie, jak to miał w zwyczaju.
Poprawił się znowu na schodach, tym razem opierając się o artystycznie rzeźbioną poręcz, i aż jęknął w momencie, gdy jeden z bardziej wystających elementów boleśnie wbił mu się w plecy. Nie wstanę, uszkodziłem sobie kręgosłup, będę kaleką do końca życia! W panice gwałtownie odsunął się barierki, niemal wpadając na Misię, co skwitował tylko prychnięciem.
- Bez kitu, nawet budynek mnie nie chce – westchnął ze zrezygnowaniem. – Chyba najwyższa pora spakować manatki, zgarnąć forsę z tajnej skrytki i wylecieć na Fidżi.
To nic, że nie ma tajnej skrytki i nie bardzo orientuje się, gdzie jest Fidżi, a jego „manatki” nie zmieściłyby się nawet w magicznie powiększonych kufrach. Jemu i tak nie zrobiłoby to różnicy.

___________________________


Welcome my son, welcome to the machine. Where have you been?
It's all right, we know where you've been. You've been in the pipe line filling in time,
Provided with toys and scouting for boys. You bought a guitar to punish you ma,
And you didn't like school, and you know you're nobody's fool.
So welcome to the machine.
avatar
Rocco Roché
Kapitan drużyny quidditcha

Dołączył : 25/06/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Schody

Pisanie by Artemisia O'Brey on Sro Lip 03, 2013 10:12 pm

Zrobiła duże oczy na ton jego głosu, zamknęła usta i udała, że zapina je na zamek a potem wyrzuca klucz. A się posłucha i nie będzie sobie grabić, chociaż mogła mu tam wspomnieć, że ma moc...ale woli zamilknąć, na parę minut. I to nie tak, że się z tym panoszyła...po prostu fajnie jest mówić, że się jest prefektem. Normalnie za każdym razem jak to mówi to czuje ciarki i jest moc, no! Pierwszaki czują respekt przed nią jak i niektórzy więksi uczniowie. No i jest czym się chwalić...mimo, że samego odejmowania punktów nie lubi. Praktycznie tego unika, ale nie zawsze jej się udaje. W końcu Misia ma serce na talerzu, i chętnie wybudowałaby domy dla biednych, gdyby miała z czego..a tak to sama jest biedna. A biedaki chodź raz muszą poczuć się jak szlachta, dlatego Artemisia się chwali, że może tym zaściankom odjąć punkty. Noo, to teraz wszystko jasne; jednak Misia nie jest mściwa.
Dlatego nie ma żadnego paktu! Przecież ona go kocha, jak i większość ludzi na świecie. Misia i gnębienie? No weź spójrz na jaj cudowną twarzyczkę, w te oczęta pełne serduszek i powiedz, ze gnębi! Toż to oszczerstwo. A że dziewczęta się lubią to to raczej na plus, mogą się spotykać po szkole...w wakacje. Biedny Rocco, nie wytrzyma z nimi psychicznie, oszaleje i wypadnie przez okno.
Wzdrygnęła się jak ten krzyknął i uniosła rękę do góry jakby miał do niej strzelać.
- Jak śmiesz mówić do mnie po imieniu?! -teraz to ona powiedziała oburzona, tak do niej mówili tylko nauczyciele, matka i większość ludzi - nie zrobisz tego. Jestem cudna i mam kolację, której Ci nie dam jak mnie rzucisz na pożarcie -wytłumaczyła mu jak to mniej więcej będzie się działo. Bo nie ma tak łatwo jakby się mogło wydawać. Ale nie chciała go mieć na sumieniu, bo jak umrze z głodu to będzie jej wina. Chociaż słowa chłopaka jakoś nie bardzo ją do tego zachęcały.
- Huh...jak mi rączki urwiesz to sam będziesz musiał sięgnąć w kieszenie by wydobyć jedzonko. Chcesz mnie macać?! -pisnęła z udawanym przerażeniem i zakryła usta samymi palcami, jakby nagle stała się damą w opresji.
- Wiedziałam, że zboczuch z Ciebie...Tacy niepozorni są najgorsi -pokiwała głową na swoje słowa, ale zlitowała się nad nim i wyciągnęła z kieszeni swoje zapasy. Kto by się spodziewał, że wpadła na tak genialny pomysł, by rzuć w nie zaklęcie powiększająco-zmniejszające. Ha, bo ona geniuszem jest! Ach, tak smakołyki...Znajdowało się tam parę ładnie zapakowanych kanapek, jakieś nienaruszone udko, również zapakowane jakby nie było i trochę słodyczy. Nie wyciągała wszystkich słodyczy, ale zawsze. Sama sobie jeszcze cos przekąsi.
Pokręciła głową i już miała go poklepać po głowie, ale jak została nazwana Artemisią to teraz nie była tego taka pewna.
- Jesteś borokiem...zginiesz przypadkiem, ja Ci to mówię-wywróżyła mu z czekoladowej żady, którą po chwili wpakowała sobie w usta. Na jego dalsze słowa pokiwała głowa i jak przełknęła to dopiero wtedy przemówiła.
- Tam może być fajnie...ale -położyła dłoń na sercu i spojrzała na niego z ogromnym udawanym smutkiem, no bo z niej taka artisto, że ho ho - co ja bez Ciebie pocznę? Nie dam rady, nie zostawiaj mnie. Me serce będzie krwawić i rzucę się w przepaść z rozpaczy -nie ma to jak mała improwizacja na schodach w czwartym piętrze.
avatar
Artemisia O'Brey
Prefekt

Dołączył : 01/07/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Schody

Pisanie by Rocco Roché on Pon Lip 08, 2013 9:52 pm

A kto mówi, że nie fajnie jest pokazywać, że ma się władzę? Dreszcze emocji, ciarki przyjemnie rozchodzące się po całym ciele, uśmiech Mony Lisy i tajemniczy błysk w oku – tego wszystkiego brakowało tym, którzy nie mogli poszczycić się jakąkolwiek ważniejszą pozycja w hierarchii szkolnej braci. Wszystkie szaraczki mogły jedynie potulnie kiwać głową w geście powitania, bojąc się spojrzeć w oczy prefektowi, by przypadkiem ich spojrzenia nie zostały uznane za pełne pogardy, co skutkowałoby kilkoma punktami mniej – tak ze zwykłej złośliwości. Bo i tacy po Beauxbatons się panoszyli. A to, czego Rocco najbardziej nie lubił, to nadużywania władzy. Sam rzadko kiedy korzystał z posiadanych przywilejów, jedynie podczas treningów dając wycisk drużynie. Wszak to Bellefeuille miało zdobyć domowy puchar quidditcha już od kilku ładnych lat. I zawsze na wielkich zapewnieniach się kończyło, a winnego jak nie było, tak nie ma. Więc w tym roku, to było pewne, jak nic, Roch Roché nie miał zamiaru odpuszczać nikomu, dobierając jak najlepszy skład drużyny. I w końcu wygrają, a reszcie, wszystkim niedowiarkom, zrobi się głupio. Bo przecież ten się śmieje, kto się śmieje ostatni, czyż nie?
- Ja? Niepozorny? Kto ci takich bzdur naopowiadał? – zaśmiał się jakoś tak wcale nieśmiesznie. – Wiesz, że w bajki nie powinno się wierzyć, bo nie ma w nich krztyny prawdy? Czy może nikt cię tego jeszcze nie nauczył i to ja mam ci dać pierwszą, prawdziwą lekcję życia? – dopytywał się, przysuwając centymetr po centymetrze, aż w końcu znalazł się tuż przy Artemisii. Łapczywie chwycił za jedną z kanapek. Twarde postanowienie nie tykania ani odrobiny słodkości wciąż mu się utrzymywało, chociaż postawił je zaledwie miesiąc wcześniej. Był jednak zdania, że o dobrą formę, jak i przykład należy dbać na wszystkie możliwe metody, a zdrowe odżywianie należy do jednej z nich.
- Zresztą, nieważne – machnął ręką, przeżuwając kolejny kęs kromki. – Możesz mnie straszyć, możesz mi grozić, że sobie coś zrobisz, ale i tak tam pojadę – oznajmił tonem tak poważnym, jakby sprawa, o jakiej rozmawiali, była wagi państwowej. – To mój święty obowiązek. To moje przeznaczenie. Może uda mi się tam otworzyć ogród botaniczny. Z milionem biedronek. Właściwie biedronki będą tam motywem przewodnim – zamyślił się, drapiąc po brodzie.
W głowie już ukazywała mu się wizja pięknego ogrodu zbudowanego na planie olbrzymiej biedronki. Szklarnie miałyby kształt biedronki, przy wejściu każde dziecko dostawałoby miniaturową figurkę biedronki, a po samym ogrodzie panoszyłyby się niezliczone ilości… Biedronek. Bo przecież kto nie kocha tych nakrapianych, małych, kochanych bożych krówek? Chyba tylko ludzie bez serca. A Rocco, choć wszystko wskazywało na to, że serca jest pozbawiony, miał je otwarte, niczym wielką księgę. Czy coś.

___________________________


Welcome my son, welcome to the machine. Where have you been?
It's all right, we know where you've been. You've been in the pipe line filling in time,
Provided with toys and scouting for boys. You bought a guitar to punish you ma,
And you didn't like school, and you know you're nobody's fool.
So welcome to the machine.
avatar
Rocco Roché
Kapitan drużyny quidditcha

Dołączył : 25/06/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Schody

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach