Korytarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Korytarz

Pisanie by Josée Lestrange on Sro Cze 26, 2013 3:39 pm




Korytarz, jakich wiele. Nie wyróżnia się niczym szczególnym spośród tysiąca korytarzy na całym świecie. I chociaż wykafelkowana podłoga nieraz sprawiła nieuważnym uczniom kłopoty i obdarowała ich kilkoma siniakami, to drewniane, pięknie rzeźbione ławeczki ustawione wzdłuż ścian zawsze cieszą się powodzeniem. Przez wąskie, acz gęsto rozmieszczone okna wpada tu dużo światła, i nieraz zdarzyło się, że na parapecie znaleźć można jakąś zagubioną książkę czy notatki z zajęć.

avatar
Josée Lestrange
Admin

Dołączył : 24/06/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz

Pisanie by Louis O'Brey on Sro Lip 03, 2013 8:04 pm

Niedobrze się działo w Beauxbatons, kiedy niektórych zaczynała ogarniać nuda. Bardzo niedobrze się działo, kiedy owa zaczynała ogarniać nieodpowiednie osoby. I niestety, właśnie dziś nastąpił ten niefortunny dzień, kiedy to pan O'Brey już niemal od kiedy tylko otworzył oczy i zwlókł się z łóżka, cierpiał na okropny brak jakiegokolwiek zajęcia. Właściwie mógłby w końcu napisać to nieszczęsne wypracowanie z transmutacji, które obiecał oddać dobrych kilka dni temu... Oczywiście, że mógłby. Ba! Nawet próbował się za nie zabrać. Niewiele jednak z tego wyszło, bowiem ledwie chłopak usiadł nad pergaminem, a już mógł zorientować się, że to zdecydowanie nie jest dobry dzień na tak ukierunkowany wysiłek umysłowy.
Dlatego też przez moment miał nadzieję, że kiedy pojawi się w pokoju wspólnym, zastanie w nim przynajmniej swoją siostrę. W końcu, jak to się czasami mówi, co dwie głowy to nie jedna. I fakt, że to zwykle on był tym, który miewał całą masę dziwacznych pomysłów, ale przecież także Artemisia nie była kompletnie pozbawiona kreatywności. Co to, to z całą pewnością nie. Nie raz i nie dwa Lou wykorzystywał właśnie jej pomysły, ostatecznie wprawdzie i tak większość z nich przypisując sobie. Ale niestety. Art zdecydowanie nie było w pokoju wspólnym i pewnie to właśnie ten fakt skłonił Louisa do tego, by jednak wylazł z pomieszczenia w poszukiwaniu... natchnienia? inspiracji? Czegokolwiek.
Owo zaś "cokolwiek" udało mu się nawet znaleźć stosunkowo szybko. Jeszcze bowiem znajdując się na tym samym piętrze, musiał na moment przystanąć i zawiesić spojrzenie na jednej z drewnianych rzeźb na poręczy najbliższej ławki. Nigdy właściwie nie zwracał na nie większej uwagi, teraz zaś ten widok mógł nawet wywołać uśmiech na twarzy Francuza. Tyle bowiem wystarczyło, by w głowie zaświtał mu - w końcu! - pomysł na spędzenie przynajmniej kolejnych kilku chwil. W końcu... miał się przecież zająć transmutacją, prawda? A jeśli nie leżało mu wysilanie się i pisanie wypracowania, to może jednak warto byłoby postawić na ćwiczenia praktyczne?
Wyciągnął z kieszeni różdżkę i w zamyśleniu podrapał się nią po głowie, ani na moment nie odrywając spojrzenia od rzeźby. W cóż by bowiem najlepiej było ją zamienić? Może coś, co na pierwszy rzut oka wyglądałoby całkiem niepozornie, ale w rzeczywistości chciałoby popodgryzać każdego, kto zechciałby na ławeczce usiąść? Tak, to wydawało się być całkiem niezłym pomysłem.
avatar
Louis O'Brey
Kapitan drużyny quidditcha

Dołączył : 02/07/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz

Pisanie by Gość on Sro Lip 03, 2013 8:28 pm

Samotność doskwierała mu coraz bardziej. Cztery ściany gabinetu zdawały się pochłaniać całą energię, która kiedyś w nim tkwiła. Odstawił szklankę whiskey, rozpalając w ustach papierosa. Może to niemoralne ,lecz postanowił postanowił powędrować z nią po najodleglejszych zakątkach szkoły. Miał dawać przykład? Komu? Rozpieszczonym bachorom, która dbają jedynie o swoje interesy? Był zdania, że od wychowania są rodzice - nie nauczyciele. Otworzył drzwi, delektując się masą chłodnego powietrza. Tego mu brakowało. Zamknął się na otaczający go świat, spoglądając jedynie na dno Ogden's Old Firewhiskey. Czy to już był nałóg? Nie, zdecydowanie lepiej nazwać to było "konieczną chwilą relaksu, którą potrzebował". Przechadzał się po opustoszałym dziedzińcu, zapalając kolejnego papierosa. Szkoła o tej godzinie wydawała się opuszczona, ale za to piękna. Nie miał przyjemność uczęszczać w młodości do Beauxbatons, szkoły, która idealnie oddawała francuski klimat. Nie do końca łapał się w tych nowych domach, choć sam został mianowany opiekunem. Absurd! Czy ktoś na zdrowych zmysłach mianowałby go nauczycielem, a dopiero opiekunem domu? Kogoś tak przesiąkniętego alkoholem i używkami? Kogoś tak zepsutego? Może to sam Merlin zesłał na niego proces resocjalizacji? Do diabli z tym wszystkim! Oparł się o ścianę, rozkoszując się smakiem drogiego tytoniu, na którego tak długo czekał. To jedyna przyjemność, na którą może sobie pozwolić. Kątem oka ujrzał jak jeden z szkolnych pomników zmienia się na ławkę. Podszedł bliżej, zauważając młodego adepta magii, który najwyraźniej postanowił bawić się w zaklęcia. Czy to w ogóle było tutaj karalne? Miał wątpliwości, jednak postanowił śmiało wkroczyć do akcji. Podniósł różdżkę, z powrotem zmieniając obiekt w posąg.
- Jak myślisz... - Zrobił przerwę na oddech. - Co powinien zrobić z tym fantem? - Spytał, oczekując na ciekawe odpowiedzi ucznia. Uśmiechnął się do niego zjadliwie, spoglądając mu głęboko w oczy.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Korytarz

Pisanie by Louis O'Brey on Sro Lip 03, 2013 9:02 pm

Jak to jest, że zawsze wszelkie genialne przedsięwzięcia obracają się wniwecz przez zwykła nieuwagę? Bo przecież pewnie nieco lepiej by to wszystko wyszło, gdyby wcześniej Lou raczył się upewnić, że w okolicy nie znajdował się nikt niepożądany. Ale niestety, o tym akurat nie pomyślał, a teraz było już na to chyba nieco za późno. Na strategiczny odwrót pewnie też, skoro najwyraźniej nauczyciel oczekiwał odpowiedzi na swoje pytanie.
Cóż więc robi się w takich sytuacjach? Dobrą minę do złej gry, a jakże! Dlatego też jedynie na moment O'Brey pozwolił na to, żeby z jego twarzy ulotnił się uśmiech. Już po chwili bowiem ten powrócił, kiedy chłopak beztrosko wzruszył ramionami.
- Pogratulować mi udanej transmutacji? - podsunął. - W końcu to nie jakieś tam byle co. Więc gratulacje jak najbardziej mogą być na miejscu.
No pewnie, czyż to nie oczywiste? A przynajmniej taką oczywistość można byłoby chyba wywnioskować z beztroskiego, pewnego siebie tonu Louisa, który bynajmniej nie pozwolił sobie na jakąkolwiek chwilę zwątpienia. Co prawda jakoś nieszczególnie wierzył w to, że nauczyciel miałby mu rzeczywiście pogratulować, no ale... Skoro już ktoś pyta, to warto było przecież odpowiedzieć. W końcu chyba nikt nie przypuszczał, że Lou miałby dobrowolnie, niczym nie przymuszony sugerować jakąkolwiek karę dla siebie, prawda?
- Możliwe, że taka pozazajęciowa aktywność naukowa powinna nawet zostać nagrodzona jakimiś dodatkowymi punktami, czy coś. A jeśli regulamin tego nie przewiduje, to ktoś powinien go jak najszybciej zmienić. W końcu to najlepszy sposób, żeby zachęcić uczniów do samodoskonalenia się - ależ oczywiście, że jakiś cichy głosik mógł mu już podpowiedzieć, że powinien się jednak zamknąć i nie przeginać za bardzo. Kto by tam jednak słuchał jakiś podejrzanych głosików? Dlatego też tę krótką tyradę O'Brey wygłosił z tą samą niczym nie zmąconą pewnością siebie.
avatar
Louis O'Brey
Kapitan drużyny quidditcha

Dołączył : 02/07/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz

Pisanie by Gość on Pią Lip 05, 2013 10:04 am

Przepraszam, że tak długo musiałaś czekać Sad

Typ człowieka, którego najbardziej nienawidził i nie znosił. Cwaniak. Brzmiało to ironiczne, skoro sam do takich należał! Kombinowanie to jego drugie imię, lecz nie był tak tolerancyjny wobec innych, którzy błyszczeli tą cechą. Delikatnie się wzburzył tak, że uwydatniła się każda jego maleńka zmarszczka. Zgasił papierosa, ocierając go o chłodny murek ściany. Przyglądał się chłopcu tak, jakby chciał go dokładnie zapamiętać w każdym calu.
- Źle mnie rozumiałeś panie...? - Czekał, aż chłopak zdradzi mu swoje imię. - Pytałem o rodzaj kary, którą wybierasz. - Uśmiechnął się ironicznie. Oj, za parę słów za dużo. Gdy chłopak ich sobie zaoszczędził, pewnie Daedalus olał by całą sprawę. Jego zadaniem nie było ściganie nastoletnich smarkaczy, lecz nauka tak ważnego przedmiotu jakim są eliksiry - i to zadanie wykonywał z wielkim żalem! Teraz jedynie skupił się na tym by ukrócić "noska" wychowankowi Papillonlisse. Może nazbyt nie przejmował się losem uczniów, lecz jeśli chodziło o pyskowanie miał do tego bardzo ostry stosunek. Powód? Nie znosił szczeniactwa w żadnej szkolnej formie! W takich chwilach marzył o powróceniu do "narzędzi wychowawczych" znane tortury, które sprawiały, że wybryki uczniów kończyły się z liczbą jeden. Chociaż istnieli wybrankowie, który namiętnie schodzili do lochów by "delektować" się tymi specyficznymi przyrządami. Czy ta osoba nie zalicza się już do masochisty? Może za czasów Perscott'a nie było takich wynalazków, jednak tyle się o nich już nasłuchał. Czemu ich nie użyć? Uczniowie go drażnili, szkoła go drażniła, wszystko co było związane z rolą nauczyciela go drażniło. Spojrzał na niego, mrożąc go swoimi lodowatymi ślepiami.
- Gdybyś jeszcze robił coś wielkiego... niepowtarzalnego, a jedynie bawisz się w transmutacje posągów. Żenada. - Odparł z wyjątkowo wielkim uśmiechem na twarzy. Ubliżanie innym sprawiło mu tyle przyjemności jak odkrycie nowego antidotum! W jego przypadku pozory niewiarygodnie myliły jego towarzyszy. Był zły, przesiąknięty czarną magią.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Korytarz

Pisanie by Louis O'Brey on Pią Lip 05, 2013 10:32 am

A mogłoby się udać... Pomyślałby kto, że młody, nowy nauczyciel powinien w mniejszym stopniu przykładać się do swoich obowiązków... A może jednak działało to na odwrót? Jakkolwiek jednak by nie było, to raczej nie można było mieć wątpliwości co do jednego - brak aprobaty dla jego pomysłu nijak nie spodobał się Louisowi. Nawet, jeśli dotąd sam nieszczególnie wierzył w to, że faktycznie nauczyciel miałby mu przytaknąć i pogratulować udanego zaklęcia. A szkoda.
- O'Brey. Louis - nie żeby sądził, że przez podanie samego nazwiska ktoś miałby go mylić z siostrą, w końcu o coś takiego byłoby mimo wszystko dość trudno. Ale jednak podobno warto było czasami do nazwiska dodać również imię. Które, swoją drogą, chłopak wypowiedział już nieco mniej radosnym tonem, w który wdarła się nuta naburmuszenia. Coś porównywalnego do postawy, jaką mógłby prezentować kilkulatek, któremu właśnie zabroniono kontynuowania ulubionej zabawy.
- Niedocenienie mojego zaklęcia wystarczy. Poważnie. Po co się bardziej fatygować? - no pewnie, że przecież sam nie będzie sugerować odejmowania sobie punktów. Ani tym bardziej, bogowie brońcie, szlabanu. Nawet, jeśli ten upierdliwy cichy głosik nadal próbował mu podpowiedzieć, że jednak lepiej byłoby już dla świętego spokoju napomknąć coś o możliwości odjęcia punktów. Ostatecznie jednak... może warto byłoby od czasu do czasu posłuchać natrętnych głosów znikąd?
- Jak wygląda wachlarz pozostałych możliwości? - tak, to pytanie można było uznać za posłuchanie podszeptów tego, co niektórzy zwykli nazywać zdrowym rozsądkiem. Okraszone oczywiście nieco zniecierpliwionym, wyrażającym niezadowolenie westchnięciem i chwilowym wniesieniem spojrzenia ku sufitowi.
- No pewnie, wedle życzenia. Następnym razem na pewno bardziej się postaram - rzucił w odpowiedzi na krytykę jego "wyczynu", po raz kolejny nie myśląc nawet o tym, że mógłby ugryźć się w język. Chociaż... no, przynajmniej nie dodał przecież, że najpewniej wspomniany "następny raz" będzie się zapewne wiązał z osobą nauczyciela eliksirów. Tego pewnie jednak można było się domyślić, wnioskując choćby po pewnej dozie złośliwości, która zakradła się do wypowiedzi chłopaka.
avatar
Louis O'Brey
Kapitan drużyny quidditcha

Dołączył : 02/07/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz

Pisanie by Gość on Pią Lip 05, 2013 11:30 am

O'Brey. Był pewien, że spotkał się już kiedyś z tym nazwiskiem, choć nie do końca była pewien kiedy to miało miejsce. Próbował sprężyć swój umysł, lecz na razie wychodziło to na marne. Dokładnie przysłuchiwał się słowom chłopaka, próbując powstrzymać falę nagłego śmiechu. Zabawny. Pomyślał o kędzierzawym chłopcu. Doskonale wiedział, że jakby się nie starał, zaraz mu umknie, jednak jego fotograficzna pamięć nie poszła na marne.
- Słyszałem, że jesteś kapitanem drużyny Papillonlisse? - Spytał, choć nie miał w zwyczaju czekać na odpowiedź towarzysza. Mignęła mu przed oczami witryna, na której został ogłoszony skład uczniowski w Quidditchu. - Jaka byłaby szkoda gdyby drużyna straciła swojego kapitana. - Powiedział z udawanym żalem w głosie. - Szczególnie teraz, gdy podczas treningów będzie im bardzo potrzebny. - Niedawno rozpoczął się rok szkolny, co jest równoważne z rozpoczęciem treningów Quidditcha. Każda drużyna liczy na swoją wygraną, jednak jest to utrudnione gdy w składnie brakuje najważniejszej osoby - kapitana drużyny. To on ustala taktyki, godziny treningów i jak on ma wyglądać. Doskonale zna się na przygotowaniu i jest niezbędny jak jajka do przepisu do ciasta. Utrata kogoś takiego może równoważyć się z klęską danego domu w rozgrywkach. Daedalusowi byłoby tak bardzo szkoda chłopaka, że aż wcale. To niekoniecznie leżało w jego interesie, a sam został mianowany opiekunem Ombrelune. Oznaczało to tyle, że miał pomóc "swoim" dojść do zwycięstwa, jednak nie do końca miał chęci ich pomóc. Mógł to doskonale realizować poprzez uziemianiu uczniów ich przeciwników. Wypełniał go egoizm, który w tym przypadku doskonale się sprawdzał.
- Oczywiście, odejmę jeszcze punkty Papillonlisse za brak postawy uczniowskiej. - Rzucił, doszczętnie wykorzystując swoje nauczycielskie położenie. To podobało mu się najbardziej! Mógł w jednej minucie zniszczyć komuś życie lub któremuś z domów. Dobry nauczyciel nie ma swoich faworytów. Wszystkich nienawidzi tak samo!
- Pasuje? Czy chcesz jeszcze negocjować? - Spytał, dumnie wypinając swoją pierś. W głębi duszy liczył na licytację, ponieważ wtedy z czystym sercem mógł jeszcze bardziej "dołożyć" uczniowi. W końcu tyle roboty czeka na zamku...

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Korytarz

Pisanie by Louis O'Brey on Pią Lip 05, 2013 12:12 pm

Przez moment mógł chyba wyglądać, jakby właśnie ktoś przywalił mu czymś wyjątkowo ciężkim. Zresztą, porównanie było całkiem adekwatne. Bo przecież czego jak czego, ale z całą pewnością nie spodziewał się, że ktoś zechce mu grozić odebraniem funkcji w drużynie. Ba! Że ktoś faktycznie będzie miał zamiar go tej funkcji pozbawić. I to już na samym początku roku szkolnego, kiedy tak naprawdę nie zdążył nawet wywinąć nic wielkiego. Nieźle.
- Co?! No przecież nie może pan za taką drobnostkę... - okej, następnym razem będzie słuchał głosów bliżej nieznanego pochodzenia. Serio. - Merde...
Ale jeszcze nie teraz. Chociaż przynajmniej niechlubne merde mruknął jedynie pod nosem, w myślach szukając jakiegoś sensownego argumentu, mającego udowodnić, że absolutnie nie powinno się nawet próbować pozbawiać jego drużyny kapitana. Pal licho punkty w takiej sytuacji!
- To znaczy... No, to kompletnie bez sensu. I Madame Piorier na pewno się na to nie zgodzi - coś mu w sumie podpowiadało, że drużyny Quidditcha są na ostatnim miejscu, jeśli chodziło o listę spraw, które interesowały dyrektorkę Beauxbatons. Ale... podobno warto było spróbować chwycić się każdej możliwej deski ratunku. Dlatego też Lou postarał się o to, żeby jego wypowiedź przynajmniej w minimalnym stopniu zabrzmiała tak, jakby była to kwestia w stu procentach pewna. Jakby nie patrzeć, chodziło tu już przecież nie tylko o samo utrzymanie swojej funkcji, ale także o to, by uniknąć ewentualnego linczu ze strony reszty drużyny. I przy okazji jego siostry, która nawet jako prefekt prawdopodobnie prędzej darowałaby mu utratę punktów niż przyczynienie się do tego, że ich Dom straciłby jakiekolwiek szanse w zbliżających się rozgrywkach.
- Mogę nawet odsiedzieć swoje na jakimś szlabanie - burknął, przy czym jego ton raczej w żaden sposób tej chęci nie potwierdzał. Za to z całą pewnością świetnie już wiedział, że prawdopodobnie jego poziom sympatii do nauczyciela eliksirów nie wydostanie się z doliny, w jakiej właśnie się znajdował. Co najwyżej niechęć mogłaby się pogłębić i pewnie nawet nie trzeba było być jasnowidzem, żeby się tego domyślić.
avatar
Louis O'Brey
Kapitan drużyny quidditcha

Dołączył : 02/07/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz

Pisanie by Gość on Pią Lip 05, 2013 1:21 pm

Takie sytuacje najbardziej uśmiechały się Daedalusowi. Mógł w nieograniczonym stopniu wyżywać się na swoim uczniach. Czy było coś piękniejszego w roli nauczyciela? Jego moralność była tak głęboko zatopiona w morzu alkoholu, że nie posiadał żadnych skrupułów by w ten oto niecny sposób ukarać niesfornego ucznia. Hmn... aż przypomniał sobie ten cudowny moment w swojej szkolnej karierze, gdy przystroił swojego nauczyciela o psią mordę. Na szczęście w Hogwarcie Perscott'owie mieli status i co najważniejsze... pieniądze, by szybko uciszyć tą brudną sprawę. Tutaj w Beaxubatons było inaczej. Władca leżała jedynie w rękach grona pedagogicznego - na wielkie szczęście. Chociaż kto by zaryzykował pojedynkiem z mężczyzną? Mógłby nawet oddać wszystko co posiada śmiałkowi. Ehm... zero chętnych.
- Myślę, że używanie brzydkich słów nie pomoże Ci w tej jakże niesfornej sytuacji, Louis. - Dodał z uśmiechem, przeliczając w głowie ilość punktów, którą odejmie Papillonlisse. Uczniowie będą na niego wściekli, że już na początku będą na skreślonej pozycji.
- Myślisz, że kogoś takiego jak Madame Piorier obchodzą takie rozrywki? Najwidoczniej musi mi bardzo ufać, skoro na pierwszym roku mianowała mnie opiekunem domu. Sądzę, że jak najbardziej będzie się ze mną zgadzać. Nasza ukochana pani Dyrektor nie cierpi braku wychowania i chamstwa! - Odpowiedział, specjalnie darząc tymi epitetami jego "szefową". Jaki tak naprawdę miał do niej stosunek? Dość nijaki. Nie przepadał za nią, lecz ona wręcz uwielbiała nowego nauczyciela. Jest to prawdziwy cud, że ktoś taki majestatyczny chciał zatrudnić złe ogniwo Perscott'ów. Musi być bardzo szurniętą osobą, skoro nazywa mianowała go opiekunem Ombrelune. Idiotyzm w najczystszej postaci!
- Podsumujmy to wszystko. - Rozpoczął, zbliżając się do chłopaka. - Osiem godzin szlabanu, który przesiedzisz w moim gabinecie, pod moją osobistą opieką. - Rozpoczął do najmniej osobistych kar. - Sam zgłosisz się do pomocy naszemu szkolnemu panu gajowemu. - Zrobił przerwę na oddech. - Dom Papillonlisse traci 50 punktów. - Uśmiechnął się pod nosem. - I zapomniałem o najlepszy... na dwa miesiące zawieszam twoją funkcję kapitana drużyny. - Podszedł do niego jeszcze bliżej. - A jeśli nie zrealizujesz chociaż jednego punktu twojej kary, wylecisz z tąt szybciej niż zdążysz krzyknąć "injustice". - Daedalus odwrócił się na pięcie, powoli znikając za korytarzem. - Oczywiście jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości lub skargi dotyczące mojej osoby, zapraszam perfekta naczelnego twojego domu do mojego gabinetu. Z miłą chęcią wszystko mu wyjaśnię. - Odwrócił się, dodając ostatnie słowa. Nawet nie minęła minuta, gdy nauczyciela opuścił tę stronę zamku.

/zt.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Korytarz

Pisanie by Louis O'Brey on Pią Lip 05, 2013 1:48 pm

Tak, zdecydowanie można było powiedzieć, że zdecydowanie nie polubił tego nauczyciela. A i to prawdopodobnie byłoby zbytnim eufemizmem, doprawdy. Całkiem zresztą możliwe, że gdzieś w podświadomości chłopaka zaświtał jakże genialny pomysł, by rzeczywiście swoją antypatię wyrazić jakimś nieszczególnie przyjemnym zaklęciem. Niestety - albo i "stety" - taki pomysł mógł pozostać tylko i wyłącznie we wspomnianej podświadomości, bez jakichkolwiek szans na zrealizowanie go. W końcu nawet Louis nie był przecież aż tak lekkomyślny, by tak po prostu rzucić jakieś zaklęcie na nauczyciela. Niezależnie od tego, jak bardzo ten nie działałby mu na nerwy.
- Je suis desolé - mruknął bez większego przekonania, co sprawiło, że przeprosiny za nieodpowiednie słownictwo zdecydowanie nie wypadły jakkolwiek przekonująco. Cóż, nie wymagajmy za wiele. Dostatecznym wyczynem i tak było to, że O'Brey za cokolwiek przeprosił i że podobne słowa w ogóle przeszły mu przez gardło.
Kolejnym zaś wyczynem godnym odnotowania było to, że chłopak powstrzymał się od skomentowania szeregu wyznaczonych mu właśnie kar. Jakoś nieszczególnie miał chyba ochotę dokładać sobie kolejnych. Zwłaszcza, jeśli do takich miałoby się zaliczać przedłużenie zawieszenia jego funkcji w drużynie albo też całkowite jej odwołanie. Ograniczył się więc do niechętnego przytaknięcia, czekając następnie na to, aż nauczyciel raczy zabrać z korytarza swój zadek.
- Au centuple merde - prychnął już sam do siebie, kiedy Monsieur Prescott zniknął z zasięgu wzroku i, jak miał nadzieję, również słuchu. I pewnie także jemu samemu niewiele więcej zostało w tym miejscu do roboty, jak tylko oddalić się we własną stronę, coby jakoś twórczo wykorzystać chwile przed jakże przyjemnie zapowiadającym się szlabanem.

/ zt.
avatar
Louis O'Brey
Kapitan drużyny quidditcha

Dołączył : 02/07/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach